Steve Kapuadi zimą przeszedł z Legii Warszawa do Widzewa Łódź. To był jeden z najważniejszych transferów w PKO Ekstraklasie w tym okresie. Wojskowi sprzedali zawodnika do jednego z najgroźniejszych rywali w walce o utrzymanie. W ostatnim starciu czterokrotni mistrzowie Polski nie mogli jednak skorzystać z Kapuadiego. Wiemy już, co było powodem.
Kapuadi nie przyleciał do Polski, ponieważ został zatrzymany w Demokratycznej Republice Konga. Środkowy obrońca nie otrzymał zgody na wyjazd z kraju.
Przypomnijmy, że kilka dni temu DR Konga po raz pierwszy od 1974 roku awansowała na mundial. W finale baraży interkontynentalnych zespół z Afryki pokonał Jamajkę 1:0 po dogrywce. Ostatni raz na mistrzostwach świata DR Konga grała jeszcze jako Zair.
Kapuadi był częścią kadry na baraże, ale ostatecznie batalię z Jamajką oglądał z perspektywy ławki rezerwowych. Władze kraju postanowiły, że zatrzymają wszystkich zawodników, by ci mogli w poniedziałek uczestniczyć w spotkaniu z prezydentem. Takie podejście do sprawy oburzyło Espanyol i Lille. Oba kluby złożyły skargi do FIFA, bo podobnie jak Widzew, nie mogły korzystać z ważnych graczy.
Na ten moment nie wiadomo, kiedy Kapuadi wróci do Łodzi. Na pewno wszyscy na niego bardzo czekają, bo w walce o utrzymanie wszystkie ręce na pokład są potrzebne.
Starcie Widzewa z Rakowem zakończyło się remisem 1:1 po bardzo emocjonującej końcówce. Dwa punkty uciekły podopiecznym Aleksandara Vukovicia, bo to oni jako pierwsi strzelili gola. Łodzianie mają obecnie w tabeli PKO Ekstraklasy 30 "oczek", czyli tyle samo co Legia Warszawa i Arka Gdynia. Obie ekipy mają jeszcze do rozegrania mecz w ramach 27. kolejki. Widzew wciąż znajduje się w strefie spadkowej.