Przerwa na mecze reprezentacji oficjalnie dobiegła końca! W sobotę 4 kwietnia powróciła Ekstraklasa. Tego dnia ruszyła 27. kolejka, a otworzyło ją spotkanie GKS-u Katowice z Wisłą Płock. W ostatnich tygodniach gospodarze złapali zadyszkę. Przegrali dwa starcia z rzędu. Inaczej wyglądała sytuacja rywali, bo ci wrócili na dobre tory - po serii porażek wygrali dwa mecze. Mimo wszystko trudno było wskazać faworyta.
Większą inicjatywę na początku wykazywała Wisła. Już w 9. minucie goście stanęli przed szansą na gola. Po serii błędów GKS-u w pozycji do strzału znalazł się Łukasz Sekulski. I uderzył. Gospodarze mieli jednak mnóstwo szczęścia, bo piłka tylko obiła słupek. Trzy minuty później znów zrobiło się groźne w polu karnym katowickiej ekipy. Tym razem z opałów wydostał ją Rafał Strączek, bramkarz.
Wraz z upływem minut zaczęli też rozkręcać się piłkarze GKS-u. W 17. minucie mieli znakomitą okazję po stałym fragmencie gry, ale czujnie na linii bramkowej stał Marcus Haglind-Sangre. Ba, błyskawicznie z odpowiedzią ruszyli goście, ale Said Hamulić skiksował. To nie był koniec problemów Bośniaka, bo w 27. minucie był zmuszony opuścić plac gry. Powód? Kontuzja.
Pod koniec pierwszej połowy gra nabrała jeszcze większych rumieńców. Coraz aktywniejszy i groźniejszy był GKS. W 35. minucie na bramkę Wisły huknął Arkadiusz Jędrych, ale gol z tego nie padł. Tuż przed gwizdkiem sił spróbował jeszcze Ilja Szkurin, ale bramkarz wybronił jego "główkę". Tym samym do przerwy kibice obserwowali bezbramkową rywalizację.
Zobacz też: Feio reaguje na kompromitujący debiut. "To wszystko zmieniło".
Liczyli, że w drugiej odsłonie wynik drgnie. I już w 52. minucie było blisko! Kapitalną okazję miał Deni Jurić. Dostał piłkę w polu karnym, kiedy to stał tyłem do bramki. W obróceniu się próbowali przeszkodzić mu rywale. Był jednak w stanie tego dokonać i oddał strzał, ale... futbolówka wylądowała obok słupka po otarciu się jeszcze od nogi przeciwnika.
W tym meczu wszystko zmieniało się jednak jak w kalejdoskopie. Już trzy minuty później mogło być 1:0, ale dla gospodarzy. Centra odbiła się od Nemanji Mijuskovicia, ale na jego szczęście trafiła tylko w słupek. I widać było, że GKS jest teraz drużyną silniejszą i bardziej zależy jej na golu. Brakowało tylko szczęścia... I to nadeszło w trzeciej minucie doliczonego czasu gry! Doszło to wielkiego zamieszania w polu karnym. Finalnie piłkę w siatce umieścił Lukas Klemenz.
GKS Katowice - Wisła Płock 1:0
Co ten wynik oznacza dla obu drużyn? Wisła pozostała na piątym miejscu. Ma 39 punktów na koncie. GKS przesunął się na szóste miejsce z taką samą liczbą "oczek".