Ekstraklasowa sobota przyniosła siedem trafień, koniec wielu niekorzystnych serii oraz coraz większy ścisk w tabeli. Do końca sezonu zostało już tylko osiem pełnych kolejek, a niemal każda ligowa drużyna wciąż walczy o europejskie puchary, jednocześnie broniąc się przed spadkiem.
Na początku przełamała się Cracovia. Pierwsze od 47 dni zwycięstwo przyniósł Ajdin Hasic, wykorzystując rzut karny po zagraniu ręką Lukasa Klemenza. Poprzednią wygraną podopieczni Luki Elsnera zanotowali w pierwszej wiosennej kolejce - był to wyjazdowy mecz z Bruk-Betem. Kibice Pasów na trzy punkty zdobyte przy ul. Kałuży czekali od października.
Niekorzystną serię przerwała również Lechia Gdańsk. Trójmiejski zespół po raz pierwszy od 2019 roku wygrał na własnym boisku z Pogonią Szczecin. Dla drużyny Johna Carvera bramki strzelali Bujar Pllana oraz Tomasz Neugebauer. Gol tego pierwszego to zły sygnał dla Jana Urbana - Pllana został powołany do reprezentacji Albanii na baraże. Goście odpowiedzieli trafieniem Mukairu.
Zobacz też: Transparent o Nawrockim na całą trybunę. Nazwali go Judaszem
W Białymstoku zaczęło się po myśli miejscowych. Okazało się jednak, że dobre są złego początki. Na bramkę Bazdara dwoma trafieniami odpowiedział Juric. Wisła Płock wygrała drugi mecz z rzędu i wróciła do czołówki tabeli - a jeszcze kilka dni temu trwała ich passa pięciu porażek, która zepchnęła Nafciarzy niebezpiecznie blisko strefy spadkowej. Jagiellonia natomiast oddała fotel lidera, zdobyty wczoraj po porażce Zagłębia Lubin.
Jutro zostaną rozegrane ostatnie spotkania 26. kolejki Ekstraklasy. Korona Kielce zmierzy się z Arką Gdynia, Lech Poznań podejmie Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, Widzew Łódź zagra z Górnikiem Zabrze, a na zakończenie prawdziwy hit: Legia Warszawa - Raków Częstochowa.