Przed sobotnim meczem Lechia Gdańsk mogła się pochwalić najlepszą ofensywą w lidze (49 strzelonych goli) i najgorszą defensywą w całej stawce (47 straconych goli). W ramach 26. kolejki do Trójmiasta przyjechała opromieniona zwycięstwem z Koroną Kielce (2:1) drużyna Pogoni Szczecin. Piłkarze trenera Thomasa Thomasberga liczyli na to, że uda im się podtrzymać tradycję i przedłużą trwającą pięć meczów serię bez porażki w Gdańsku. Mieli ku temu uzasadnione nadzieje. W składzie Lechii brakowało ważnych zawodników: Tomasa Bobcka, Camilo Meny i Mateja Rodina.
Duński trener Pogoni na sobotnie spotkanie zamieszał w składzie. Na ławce zostawił kapitana zespołu Kamila Grosickiego (z opaską starcie z Lechią rozpoczął Fredrik Ulvestad), będącego ostatnio w bardzo słabej formie Sama Greenwooda, a także podstawowego ostatnio środkowego napastnika Karola Angielskiego. Ich miejsce zajęli urodzony w 2009 roku Natan Ława - debiutant z poniedziałkowego meczu z Koroną - oraz Filip Cuić. Miejsce na ławce zachował bohater wspomnianego meczu z Koroną - Jose Pozo.
Bohaterem pierwszych minut meczu nieoczekiwanie został jednak obrońca Lechii - Bujar Pllana. Piłkarz, który jest świeżo upieczonym reprezentantem Albanii i może zagrać w meczu z Polską, pięknym strzałem głową, tzw. "szczupakiem" pokonał Valentina Cojocaru.
Na odpowiedź Pogoni trzeba było czekać do 37. minuty. Ze skrzydła z piłką zszedł Paul Mukairu, oddał strzał na bramkę Paulsena, a futbolówkę po drodze trącił jeszcze Matus Vojtko i ta znalazła się w siatce. Goście w pierwszej połowie mogli pójść za ciosem, ale z przebojową akcją Ławy i jego uderzeniem poradził sobie bramkarz gospodarzy.
Z fantazją Aleksandara Cirkovicia nie poradzili sobie za to Szczecinianie, którzy już po zmianie stron znów musieli gonić wynik. Przebojowa akcja serbskiego skrzydłowego, puszczenie piłki pomiędzy nogami Szalaia i zagranie jej wzdłuż bramki tak, by Tomaszowi Neugebauerowi nie pozostało nic innego jak tylko wbić ją do siatki. To wszystko działo się w 55. minucie i mogło cieszyć gdańskiego kibica.
Niekoniecznie ucieszyło za to Thomasberga, który zaledwie siedem minut później posłał na boisko posiłki z ławki. Na murawie pojawił się tercet: Grosicki, Pozo, Angielski.
Jednak nie żaden z nich, a Paul Mukairu ponownie postanowił sprawdzić Paulsena. W 73. minucie jego strzał w wielkim stylu obronił nowozelandzki golkiper. Chwilę później goście domagali się rzutu karnego - piłka w polu karnym dotknęła ręki Wjunnyka, ale sędzia nie dostrzegł w tym niczego nieprzepisowego.
Pod drugą bramką tylko cudowna interwencja Pozo, który wybił lecącą do pustej bramki piłkę, uchroniła Pogoń przed utratą trzeciego gola. W samej końcówce, już w doliczonym czasie gry, show po raz kolejny skradł Paulsen, którego efektowna parada przeszkodziła Fredrikowi Ulvestadowi w doprowadzeniu do wyrównania.
Ostatecznie Lechia po raz pierwszy od 2019 roku pokonała u siebie Pogoń i wyprzedziła sobotniego rywala w tabeli.
Przed Lechią i Pogonią przerwa na mecze reprezentacji. Po nich oba zespoły wrócą do ligowej rywalizacji - Gdańszczanie zagrają u siebie z Koroną Kielce (6 kwietnia, 20:15), a Szczecinianie tego samego dnia na własnym boisku podejmą Legię Warszawa (6 kwietnia, 17:30).