W piątkowych meczach Ekstraklasy mieliśmy dwa zespoły, które sobie nie pomogły. Pierwszym była Bruk-Bet Termalica. Niecieczanie prowadzili 1:0 u siebie z Motorem Lublin, ale ostatecznie przegrali 1:2. Tym samym powoli wjeżdżają na autostradę do I ligi. Drugą drużyną, która potrzebowała zwycięstwa, lecz nie wygrała, była Legia Warszawa. Stołeczny zespół nie skorzystał z zamieszania w Radomiaku Radom (zmiana trenera wymuszona skandalem z Goncalo Feio) i tylko zremisował na wyjeździe 1:1.
O tym, czy Warszawianie wyjdą tym remisem ze strefy spadkowej decydowało m.in. starcie Jagiellonii Białystok z Piastem Gliwice. Porażka Piasta gwarantowała Legii pozostanie na minimum 15. miejscu niezależnie od wyniku niedzielnego starcia Arki Gdynia z Widzewem Łódź. Gliwiczanie jednak przegrać nie zamierzali. To właśnie oni niespodziewanie zwyciężyli w Białymstoku po dublecie Hugo Vallejo.
Tylko Hiszpanie trafiali w tym spotkaniu do siatki, bo gola zdobył też Jesusu Imaz. Nic to jednak Jagiellonii nie dało. Piast odskoczył na 3 punkty od strefy spadkowej, a Białostoczanie wypadną poza podium, jeśli swoje mecze wygrają Lech Poznań oraz Raków Częstochowa. Legia na pewno wróci do strefy spadkowej, bo nie ma takiego wyniku w meczu Arka - Widzew, który by ją przed tym uchronił.
Lechia Gdańsk mogła oddalić się od strefy spadkowej na pięć punktów. Jednak w sobotni wieczór nie poszło im w Katowicach z GKS-em. Gdańszczanie mieli Alexa Paulsena w bramce, który źle interweniował przy golu Mateusza Wdowiaka. Zaś nie mieli Bartosza Nowaka. On posłał piękne podanie do Ilji Szkurina, zamienione na bramkę na 2:0. To właśnie ta kombinacja sprawiła, że Lechia poległa 0:2 i skończy tę kolejkę z przewagą tylko dwóch punktów nad 16. miejscem. GKS za to wskoczył na piąte, ale jeszcze w bieżącej serii gier wyprzedzić ich mogą Górnik Zabrze (domowy mecz z Rakowem Częstochowa) oraz Korona Kielce (wyjazdowe starcie z Pogonią Szczecin).
"Skraść" piątą lokatę Katowiczanom mogła też Cracovia. Musiała jednak wygrać u siebie z pogrążoną w kryzysie (pięć porażek z rzędu) Wisłą Płock. Na papierze zanosiło się na niespecjalnie trudne zadanie, bo nie tak dawny lider tabeli ostatnio grał naprawdę beznadziejnie. Jednak do Krakowa pojechał z mocnym postanowieniem poprawy. W dodatku Cracovia ułatwiła im robotę, bo pierwszego gola strzeliła sobie sama (Bosko Sutalo). Potem do właściwej bramki trafił Ajdin Hasić i wyrównał, lecz w 69. minucie Deni Jurić skorzystał z nieporadności obrońców "Pasów", przywracając Wiśle prowadzenie.
Prowadzenie, które Płocczanie utrzymali i przerwali czarną serię porażek. Taki to sezon Ekstraklasy, że możesz przegrać pięć spotkań z rzędu, a potem jednym zwycięstwem wskakujesz na szóste miejsce. Wisła właśnie to udowodniła. Wspomniane Górnik Zabrze oraz Korona Kielce mogą mieć jeszcze coś do powiedzenia w tej sprawie, ale Płocczanie przynajmniej oddalili się od strefy spadkowej. Cracovia zaś będzie miała nad nią już tylko 4 pkt przewagi po tej kolejce.