Legia Warszawa wciąż nieskutecznie próbuje uciec ze strefy spadkowej. Wydaje się jednak, że wszystko co najgorsze już za podopiecznymi trenera Marka Papszuna. W ostatniej kolejce wygrali 1:0 z Cracovią, zwycięskiego gola zdobył mocno rozczarowujący dotychczas kibiców Mileta Rajović.
Kolejnym wyzwaniem dla Legii w piątkowy wieczór (13 marca) był Radomiak Radom. Zieloni wciąż muszą patrzeć za siebie. Ich sytuacji nie poprawiają wydarzenia pozasportowe. Klub po kolejnym skandalu pożegnał się z Goncalo Feio, tuż przed meczem z Wojskowymi ogłoszono też odejście Capity. Przed tygodniem Radomiak przegrał 0:1 z GKS-em Katowice.
Na stadionie w Radomiu od samego początku nie brakowało emocji. Kibiców w euforię już w drugiej minucie meczu wprawił Maurides, który wykorzystał dośrodkowanie Rafała Wolskiego. Legia odpowiedziała błyskawicznie, zaledwie pięć minut później do wyrównania po dograniu Juergena Elitima doprowadził Radovan Pankov. Wojskowi chcieli iść za ciosem, już w 11. minucie zespół ze stolicy na prowadzenie mógł wyprowadzić Mileta Rajović, kapitalnie interweniował jednak Filip Majchrowicz. Goalkeeper popisał się kolejną świetną interwencją w 27. minucie, po strzale Rafała Adamskiego. Adamski kolejny raz próbował w samej końcówce pierwszej części spotkania, ale kolejny raz dobrze spisał się bramkarz Zielonych. Po przerwie mocno spadło tempo spotkania. Radomiak wykreował kapitalną sytuację w 82. minucie, zza pola karnego w słupek uderzył Elves Balde. Legia mogła odpowiedzieć już trzy minuty później, w dodatku za sprawą wracającego po długiej kontuzji Jean-Pierra Nsame. Ostatecznie więcej goli nie padło, Legia remisuje z Radomiakiem 1:1.
Zobacz też: Są coraz bliżej spadku z Ekstraklasy. To już siódmy mecz z rzędu bez wygranej
Jedną z niewielu pewnych rzeczy w polskiej Ekstraklasie wydaje się spadek Bruk-Betu Termalica, który tym razem przegrał 1:2 z Motorem Lublin. Podopieczni trenera Brosza wiosną nie odnieśli jeszcze zwycięstwa. Wygrana dała za to sporo Motorowcom, którzy awansowali z 13. na 6. miejsce w ligowej tabeli. Większość spotkań 25. kolejki Ekstraklasy oczywiście dopiero przed nami.