Opinia

Wynaturzenie i sekciarstwo. Oto co zrobiliśmy z piłki nożnej. Kompromitacja

Michał Kiedrowski
Mecz Śląska Wrocław z Wisłą Kraków się nie odbył. Drużyna gości nie przyjechała do Wrocławia
Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl

Fakt, że mecz Śląska Wrocław z Wisłą Kraków się nie odbył, jest nie tylko klęską Polskiego Związku Piłki Nożnej i całej polskiej piłki, ale przede wszystkim oznaką, jaka mentalność rządzi w tzw. piłkarskim światku. Jeśli nie uświadomimy sobie, gdzie leży przyczyna problemu, walka z jej skutkami nie ma większego sensu.

- Wiemy, że to nie jest decyzja klubu, tylko kibiców – to jedno zdanie prezesa PZPN, Cezarego Kuleszy, w wywiadzie dla TVP Sport mówi wszystko. Jakbyście chcieli dowiedzieć się, kto rządzi polską piłką - macie odpowiedź. Kibice rządzą, a prezes PZPN nic nie może im zrobić.  

Zobacz wideo

PZPN ukarze Śląsk? Zapłacą wszyscy Wrocławianie

PZPN co najwyżej ukarać klub. Teoretycznie to powinno zaboleć kibiców, ale nie zaboli. Jeśli będzie kara finansowa, zapłacą ją wszyscy Wrocławianie, bo klub należy do miasta i straty, które przynosi, pokrywają lokalne władze z budżetu. Jeśli PZPN ukarze Śląsk odjęciem punktów, to też kibice, którzy podjęli decyzję o nieprzyjmowaniu Wisły na swoim stadionie, nie poczują żalu. Oni mają swoje priorytety, a tym było niewpuszczenie kibiców Wisły na swój obiekt. Cel osiągnęli, a co będzie potem, to już tylko detale. Awans Śląska do ekstraklasy może poczekać. Najważniejsze, kto pokazał, że rządzi. 

Na przykładzie odwołanego meczu Śląska z Wisłą wychodzi na wierzch całe sekciarstwo, jakim przesiąknięty jest ruch kibicowski. "Mecz to pretekst" – zacytuję tutaj tytuł znanej książki Michała Kołodziejczyka i Anity Werner. Oni odbyli długie podróże, by opisywać piłkę nożną w strefach konfliktów – w Izraelu i Irlandii Północnej. Tymczasem wystarczy wyjrzeć za okno, by zobaczyć, jak piłka nożna wykorzystywana jest do tworzenia kolejnych absurdalnych podziałów, wyznaczania nieprzekraczalnych granic i utrzymywania wiernych kibiców w posłuszeństwie. 

Sekciarstwo opanowało piłkę nożną

Jeśli ktoś kibicuje Lechowi, to ma nienawidzić Legię. Jeśli ktoś kocha Śląsk, musi pałać żądzą zrobienia krzywdy tym, którzy kibicują Wiśle. Jeśli jesteś polskim kibicem Realu, to nawet Robert Lewandowski w Barcelonie nie zmieni twojej wrogości wobec katalońskiego klubu. I oczywiście wiadomo, że tego typu skrajne emocje dotyczą tylko jakiegoś procentu zaangażowanych kibiców, ale to właśnie oni nadają ton narracji. Oni są najbardziej widoczni i nutę przez nich podaną podchwytują całe trybuny. To oni mogą podjąć decyzję, którzy kibice na stadion wejść mogą, a którzy nie. Czasem sami ogłaszają bojkot i biletów nie kupują na własny obiekt, gdy prezes klubu im podpadnie. Wtedy ci tzw. normalni kibice też wolą nie chodzić na mecze i stadion zieje pustką. "Kadry decydują o wszystkim" – jak mawiał towarzysz Stalin. 

Prezesi klubów są bezradni wobec szantażu sekciarzy z trybun. Muszą ich słuchać, bo w przeciwnym razie nie będzie "opraw", dopingu, a może w ogóle ludzi na stadionie. Lata zaniedbań doprowadziły do tego, że tzw. ruch kibicowski może rozstawiać po kątach działaczy, trenerów i piłkarzy. Nikt im nie podskoczy. Polskie państwo już dawno wypisało się z tego sektora. Najwyżej, gdy znów poleje się krew, premier – ten czy inny – zwoła konferencję prasową, zapowie twardą rozprawę z tzw. kibolstwem i przeczeka kolejny tydzień, aż następny temat rozgrzeje opinię publiczną i przykryje poprzedni. Tyle razy to już przerabialiśmy. 

To jest mentalny problem całej piłki nożnej

Owszem, prezes Wisły Jarosław Królewski nie wysyłając drużyny do Wrocławia, pokazał, że polska piłka potrzebuje zmiany mentalności. Nie sądzę jednak, aby jego szarża cokolwiek na dłużej poprawiła. Jego sprzeciw nie dotyczy przecież istoty sprawy, a tą jest absurdalna wrogość między ludźmi, których różni tylko to, który klub kochają.  

O tym w Polsce właściwie w ogóle się nie mówi. A to jest podstawą tego wszystkiego. Nieracjonalne sekciarstwo, które zagnieździło się w duszach kibiców, doczeka się w mediach raczej pochwał niż krytyki. Idiotyczne zdanie przypisywane Ericowi Cantonie: "Możesz zmienić swoją żonę, poglądy polityczne, religię, ale nigdy, przenigdy nie zmienisz drużyny, której kibicujesz" uznawane jest za wzór kibicowskiej wierności. Tymczasem to przepis na wynaturzenie swojego życia. Biada wam, jeśli rzeczywiście klub piłkarski ma być dla was ważniejszy niż rodzina czy wiara. Żaden klub piłkarski nie jest wart, by podeptać z jego powodu godność drugiego człowieka.

Dużo bardziej rozwijające jest amerykańskie podejście do sportu spod znaku trzech "F": faith, family, football. Czyli: wiara, rodzina, futbol - w tej kolejności. Nie można redukować swojego człowieczeństwa tylko do barw klubowych, a swoich przeżyć duchowych tylko do oglądania stadionowych opraw i skandowania w jednym rytmie z podobnymi sobie raz na dwa tygodnie.  

Dlatego jestem pesymistą. Dopóki mroczne kibicowskie sekciarstwo będzie wzorem dla fanów piłki nożnej, podobne historie jak ta z odwołaniem meczu Śląska Wrocław z Wisłą Kraków będą się powtarzać. 

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...