Arka Gdynia pojechała do Płocka z nadzieją na pierwsze w tym sezonie wyjazdowe zwycięstwo. Dziewięć porażek i jeden jedyny remis wywieziony z Łazienkowskiej - podopieczni Dawida Szwargi potrzebują zdobywać punkty w delegacji, by się utrzymać. Najlepszy domowy bilans (7 wygranych, 4 remisy) nie wystarczy.
Fatalną passę notuje również Wisła Płock. Nafciarze byli sensacyjnym liderem ligi po rundzie jesiennej. Wiosnę Mariusz Misiura rozpoczął idealnie - jego piłkarze pokonali Raków Częstochowa. Od tej pory jednak przyszła seria porażek. Piast, Widzew, Legia, Zagłębie - cztery mecze, zero punktów i zjazd z czoła do środka stawki.
Już w drugiej minucie Oskar Kubiak mógł wyprowadzić gości na prowadzenie, posłał jednak piłkę nad bramką. 20 minut później kolejną dobrą okazję zmarnował Vladislavs Gutkowskis. Sędziowie sprawdzali jeszcze zagranie ręką Marcina Kamińskiego, jednak podjęli decyzję o nieprzyznaniu rzutu karnego Arce. Pierwszą niezłą akcję gospodarze przeprowadzili po pół godziny gry. Dani Pacheco został powstrzymany jednak przez Dawida Kocyłę.
Zobacz też: Reżim w Iranie mówi wprost, co grozi piłkarkom za "cichy protest"
I to właśnie Kocyła stał się bohaterem Arki na początku drugiej połowy. Piłkarz Arki wykończył strzałem głową dośrodkowanie Sebastiana Kerka. W 62. minucie było już 2:0, bo zrehabilitował się Gutkovskis. Łotysz wykorzystał błąd Marina Karamarki, ominął Rafała Leszczyńskiego i skierował piłkę do bramki. W odpowiedzi dobrą okazję mógł mieć Zan Rogelj, jednak uprzedził go bramkarz gości, Damian Węglarz.
W 80. minucie Nazarij Rusyn zmarnował świetną sytuację, ale kilkadziesiąt sekund później już się nie pomylił. Podobnie jak Kocyła, również i on strzelił bramkę głową. Tym razem asystował Marc Navarro. Wygrana Arki była bezapelacyjna. Gdynianie stworzyli sobie mnóstwo świetnych sytuacji i w pełni zasłużyli na pierwszy w sezonie wyjazdowy triumf.