Opinia

Nowa "banda świrów" w Ekstraklasie. Przed sezonem nikt na nich nie stawiał

Konrad Ferszter
Piast - Zagłębie
PAP/Art Service

Mimo że i latem, i zimą wiele uwagi poświęciliśmy coraz droższym i - przynajmniej pozornie - coraz bardziej efektownym transferom klubów ekstraklasy, na razie największymi bohaterami sezonu pozostają postaci dobrze nam znane. I to nie te, które biegają po boisku.

  • Dziś w podsumowaniu kolejki Ekstraklasy przegląd trenerów na fali:
  • John Carver – od pośmiewiska do roli "zbawcy" gdańskiej Lechii;
  • Leszek Ojrzyński czaruje w kolejnym zespole;
  • Aleksandar Vuković pokazuje, jak powinna wyglądać drużyna.

"Kto to?", "Brzmi bardzo 'poważnie'", "Chyba John Carew", "Grubymi nićmi szyty kant", "Mogiła", "Kolejny wuefista, który przez większość kariery był asystentem", "To jakiś żart?", "Tanecznym krokiem wprowadzi nas do I ligi" - to tylko mała część komentarzy, jakie pojawiły się w internecie po zatrudnieniu Johna Carvera w Lechii Gdańsk.

Zobacz wideo Kosecki o decyzji Królewskiego: Dziwię się jego decyzji, Wiśle może zabraknąć punktów w walce o Ekstraklasę

Trenerskie CV 61-latka, który - delikatnie mówiąc - wielkim piłkarzem nie był, rzeczywiście nie rzucało na kolana. Carver pracował głównie jako asystent i kilka razy zdarzało mu się tymczasowo przejmować drużyny po zwolnieniu pierwszego szkoleniowca. Jego jedyne samodzielne projekty nie kończyły się sukcesami. W Toronto Carver pracował niewiele ponad rok, a w Omonii Nikozja na stanowisku utrzymał się przez osiem miesięcy.

Kiedy Anglik przyjechał do Gdańska, Lechia znajdowała się w potężnym kryzysie. Klub miał problemy finansowe, a jego licencja na grę w ekstraklasie wisiała na włosku. Drużyna zaś zajmowała przedostatnie miejsce w ligowej tabeli, a do bezpiecznej pozycji traciła sześć punktów. Suma wszystkich tych czynników sprawiała, że spadek Lechii do I ligi i perspektywa jeszcze większych problemów były więcej niż prawdopodobne.

Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna i dziś Carver jest w Gdańsku bohaterem. W piątek drużyna Anglika rozbiła u siebie 3:0 kandydata do mistrzostwa kraju - Jagiellonię Białystok - prowadzoną przez być może najlepszego obecnie polskiego trenera, czyli Adriana Siemieńca. Mimo że to goście dłużej utrzymywali się przy piłce i oddali więcej strzałów, zwycięstwo Lechii było bezdyskusyjne. Gospodarze okazali się konkretniejsi i skuteczniejsi, a w ich grze ofensywnej nie było mowy o przypadku.

Tak samo nieprzypadkowa jest tegoroczna forma Gdańszczan, którzy w 2026 r. przegrali tylko raz. To, co zrobił z Lechią Carver, zasługuje na największy szacunek. Anglik najpierw obronił klub przed spadkiem, a dziś - gdyby nie pięć odjętych punktów za zaległości finansowe - mógłby nawet walczyć o awans do europejskich pucharów. 

Jeszcze lepiej praca Carvera prezentuje się w szerszej perspektywie. Od momentu, w którym Anglik przejął drużynę, ta zdobyła 62 pkt w ekstraklasie. W tym czasie lepiej punktowały tylko GKS Katowice (63) oraz ligowi potentaci: Pogoń Szczecin (64), Jagiellonia (66), Lech Poznań (70) i Raków Częstochowa (74). W czasie pracy w Polsce Carver zdobył za to aż osiem punktów więcej od Legii Warszawa. W warunkach wiecznej niepewności, w jakich Anglik pracuje, jego wyniki zasługują na wielkie słowa uznania.

Nowa "banda świrów"

Na jeszcze większy szacunek zasługuje Leszek Ojrzyński, który w Lubinie zbudował kolejną "bandę świrów". Ponad dekadę temu zachwycała nas Korona Kielce 53-letniego dziś szkoleniowca, obecnie jego Zagłębie jest sensacyjnym liderem ekstraklasy. Obie te drużyny łączy to, że wielkiej piłki nie grają, ale Ojrzyński wycisnął z nich wszystko, co najlepsze, osiągając fenomenalny efekt.

Efekt, który - podobnie jak w Lechii - w teorii nie miał prawa mieć miejsca. Klub, który w ostatnich latach co najwyżej znajdował się w środku tabeli, kojarzony był przede wszystkim z bylejakością i przepalaniem kolejnych milionów ze spółki skarbu państwa. Mimo że Zagłębie dysponuje dobrą akademią, wolało stawiać na przepłaconych piłkarzy z zagranicy.

Drużyna Ojrzyńskiego jest inna. W Zagłębiu jest dziś miejsce dla piłkarzy doświadczonych, znanych nam od lat, jak Michał Nalepa, Jasmin Burić czy Damian Dąbrowski, ale też młodych, zdolnych, jak 21-letni Filip Kocaba, 19-letni Marcel Reguła czy jego rówieśnik Igor Orlikowski. Zagłębie może i nie gra futbolu przyjemnego dla oka, ale jest zabójczo skuteczne i ma charakter typowy dla drużyn Ojrzyńskiego. 

W Lubinie mają dziś lidera, mimo że trener w trakcie tego sezonu musiał mierzyć się z różnymi problemami. Jesienią kontuzji doznał podstawowy bramkarz - Dominik Hładun - a zimą z klubu odeszli bardzo ważni dla drużyny Leonardo Rocha i Kajetan Szmyt. Ojrzyński z każdym problemem poradził sobie na szóstkę, dzięki czemu dziś w Lubinie - przynajmniej przez chwilę - mogą marzyć o rzeczach wielkich.

Pytanie, jak długo potrwa ten moment i co wyniesie z niego Zagłębie. W końcu Ojrzyński przed tygodniem przyznał, że na razie nie porozumiał się z klubem w sprawie przedłużenia wygasającego po sezonie kontraktu. Może trener walczy w ten sposób o lepsze warunki dla siebie i drużyny, a może wysłał sygnał do innych, bardziej stabilnych klubów w Polsce. Ojrzyński ma prawo wierzyć, że w końcu otrzyma szansę pracy w bardziej komfortowych warunkach.

W końcu temu trenerowi dawno przypięto łatkę doskonałego strażaka, który niezależnie od zastanych warunków potrafi ratować kluby przed spadkiem. I zawsze z tej roli wywiązywał się wzorowo. Ale wyniki Ojrzyńskiego w Zagłębiu zachwycają. 13 marca minie rok, odkąd zaczął tam pracę i w tym czasie zdobył aż 55 pkt. w 34 meczach. Pod tym względem lepsze były tylko Raków (57) i Lech (58). Co ciekawe, w tym okresie zaraz za plecami Zagłębia jest Lechia Carvera.

Vuković sprowadził Widzew na ziemię

To, że dobry trener może znaczyć więcej niż kolejni piłkarze za miliony euro, pokazał też Aleksandar Vuković. Serb, który w czwartek został trenerem Widzewa Łódź, już w sobotę ograł u siebie kandydata do tytułu - Lech Poznań - zwyciężając 2:1. Mimo że Łodzianie nie zagrali wybitnego spotkania i trudno mówić, by Vuković w dwa dni odcisnął wielkie piętno na drużynie, to nie zgadzam się też z pojawiającymi się w internecie opiniami, że Widzew wygrał, bo Lech mu na to pozwolił, a Emil Kornvig oddał strzał życia.

Vuković w dwie doby zrobił, co mógł, czyli sprowadził wszystkich na ziemię i pokazał, że niezależnie od tego, kto ile kosztował i kto ile zarabia, grać będą tylko zawodnicy w najwyższej formie. Serb - podobnie jak kilka lat temu w Legii, gdy odstawił od drużyny Artura Boruca - przed meczem z Lechem podjął kilka zaskakujących decyzji. I wszystkie się obroniły.

Vuković poza kadrą pozostawił sprowadzonych zimą Carlosa Isaaca i Osmana Bukariego, czyli najdroższego piłkarza w historii ekstraklasy. Na ławce usiedli zaś rozczarowujący Mariusz Fornalczyk i Stelios Andreou. Ich miejsce zajęli odstawieni ostatnio na boczny tor Fran Alvarez i kapitan - Mateusz Żyro - dla którego był to pierwszy występ w tym roku.

Obaj należeli do najlepszych zawodników Widzewa. Alvarez zdobył bramkę na 1:0, Żyro był liderem defensywy Widzewa. 27-latek nie tylko wygrywał pojedynki, ale też odważnie wprowadzał piłkę do ataku, co bardzo podobało się Vukoviciowi. Jednym z bohaterów drużyny był też Veljko Ilić, który w doliczonym czasie obronił bardzo groźny strzał Mateusza Skrzypczaka. 22-letni Serb zastąpił kontuzjowanego Bartłomieja Drągowskiego, rozgrywając - tak samo jak Żyro - pierwszy mecz w lidze w tym roku. 

To ogromny zastrzyk pewności siebie dla Widzewa, który wciąż jednak znajduje się w strefie spadkowej. Z tej zaś - przynajmniej na chwilę - wygrzebała się Legia, która - również dzięki trenerowi - robi wyraźne postępy. W niedzielnym meczu z Cracovią (1:0) Warszawiacy byli drużyną, jakiej można się spodziewać po zespole Marka Papszuna.

Legia wielkiego meczu nie zagrała, ale była do bólu pragmatyczna i skuteczna w obronie. Warto podkreślić, że Warszawiacy pierwszy raz od 133 dni zachowali czyste konto w lidze. W poprzednich 10 meczach Legia straciła aż 16 goli i wiadomo było, że poprawa gry defensywnej będzie kluczowa w kontekście walki o utrzymanie w lidze. Walki, która w tym sezonie zapowiada się wyjątkowo pasjonująco. 

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...