Czekali na to prawie pół roku! Trener może odetchnąć z ulgą

Nikt nie spodziewał się w tym sezonie po Koronie Kielce wielkich wyników. Wydawało się, że środek tabeli to dla Kielczan naturalny cel. Dlatego można było się zdziwić, gdy przed meczem Korona - Bruk-Bet Termalica pojawiły się informacje, że trener Jacek Zieliński... gra o posadę. Jeśli to prawda, to podołał. Jego piłkarze mimo ogromnych problemów po przerwie wygrali z drużyną gości 2:1.
Korona - Termalica
Screenshot Canal+Sport

Kielczanie w ostatnich tygodniach notowali serię gorszych wyników. W poprzednich czterech meczach zdobyli tylko trzy punkty (zwycięstwo 2:0 z Radomiakiem Radom). W sobotę Korona podejmowała Bruk-Bet Termalikę Nieciecza. Gospodarze byli zdecydowanymi faworytami. Trudno wyobrazić sobie lepszego rywala, żeby przełamać się u siebie. Korona nie wygrała meczu domowego od 27 września (3:0 z Lechią Gdańsk).

Zobacz wideo Iran zapłaci za wycofanie się z mundialu. Ekspert tłumaczy

Korona lepsza od Termaliki. Fantastyczna druga połowa i niecodzienny gol

Doszło nawet do tego, że krótko przed dzisiejszym meczem dziennikarz Maciej Decowski-Niemiec z podkarpacielive.pl ogłosił, że trener Jacek Zieliński... może grać o posadę. I to nawet mimo tego, że Korona w tym sezonie raczej gra powyżej oczekiwań. 

"Korona Kielce gra dziś o przełamanie, a Jacek Zieliński może grać o posadę. Jeśli gospodarze nie wygrają z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza, w Kielcach może zrobić się bardzo gorąco" - napisał Decowski-Niemiec na Twitterze.

W pierwszej połowie lepsi byli gospodarze, ale długo nie było widać efektów tej przewagi, a sam mecz był raczej nudny. To zmieniło się tuż przed gwizdkiem na przerwę. W 43. minucie Kielczanie mieli rzut rożny, po którym Sotiriou przedłużył piłkę do Marcela Pięczka. Ten skierował ją do bramki, ale w razie czego piłkę dobijał Mariusz Stępiński - zrobił to jednak, gdy futbolówka przekroczyła linię bramkową, więc gola zaliczono obrońcy Korony.

Druga połowa była już o wiele lepsza. Od samego początku działo się dużo. Już w 53. minucie Korona zdobyła gola po... rzucie sędziowskim. Kielczanie rozegrali to jak typowy rzut wolny. Piłka poszybowała w pole karne, gdzie udało się ją trącić Mariuszowi Stępińskiemu, który podał ją na linię pola karnego. Tam na futbolówkę czekał Slobodan Rubezic, który oddał mocny strzał prosto w bramkarza Termaliki. Uderzenie było na tyle silne, że golkiper odbił piłkę przed siebie, a do niej dopadł Sotiriou, który strzelił na 2:0. Jak zauważyli komentatorzy - był to najpewniej pierwszy mecz w tym sezonie, w którym bramka padła bezpośrednio po rzucie sędziowskim.

Tuż po wznowieniu gry bramkę na 1:2 zdobyła Termalica! Fassbender posadził na ziemi obrońcę Kielczan i pokonał Xaviera Dziekońskiego. To trafienie nie zostało jednak uznane, bo piłkarz gości znajdował się na minimalnym spalonym.

Na spalonym nie znajdował się jednak Ivan Durdov, który do siatki trafił już trzy minuty później. Kielczanie kolejny raz bardzo łatwo dali się zaskoczyć. Ta sytuacja też była sprawdzana pod kątem spalonego, ale VAR nie doszukał się ofsajdu.

Gospodarze już po golu na 2:0 zaczęli grać niezrozumiale, prosząc się o kolejne trafienia. Już przy wyniku 2:1 interweniować próbował Jacek Zieliński, ale jego zmiany nie przynosiły większych efektów. Termalica całkowicie zdominowała gospodarzy. Korona była zmuszona do rozpaczliwej obrony w meczu z najgorszą drużyną ligi.

Sędzia doliczył aż osiem minut do drugiej połowy. Kielczanie do końca meczu byli zepchnięci do defensywy, ale nie skapitulowali i ostatecznie wygrali 2:1. Dla Korony jest to pierwsze domowe zwycięstwo od września. A Termalica? Jeżeli nawet w takich meczach nie zdobywa przynajmniej punktu, to o utrzymanie w Ekstraklasie będzie bardzo trudno.

Więcej o: