Przed sezonem Leszek Ojrzyński był typowany do zostania pierwszym trenerem w tym sezonie Ekstraklasy, który pożegna się z pracą. Dokładnie 22 mecze później Zagłębie Lubin może zrównać się punktami z liderującą Jagiellonią Białystok, jeśli wygra w 23. kolejce z Wisłą Płock. Na pierwsze miejsce raczej nie wskoczy, bo musiałoby zwyciężyć pięcioma bramkami, jednak i tak Lubinianie są tą rewelacją rundy wiosennej, która trzyma poziom również wiosną. W przeciwieństwie do dzisiejszego rywala.
Wisła zimowała jako lider tabeli i o ile na start nowego, ekstraklasowego roku wygrała 2:1 z Rakowem Częstochowa, to potem dopadła ją seria trzech porażek z rzędu. W dodatku m.in. z pogrążonymi w kłopotach Legią Warszawa oraz Widzewem Łódź. Defensywa Płocczan nie jest już żelazna. Stracili w 2026 roku w lidze sześć goli, czyli połowę tego, co w rundzie wiosennej. Ofensywa tego nie nadrabia, bo strzelili ledwie trzy bramki. Pomóc rozruszać atak ma nowo sprowadzony były napastnik Stali Mielec i Widzewa Łódź Said Hamulić, który niemal z miejsca wszedł do wyjściowego składu.
Mecz potrzebował chwili, by się rozkręcić. Pierwsze minuty były bardzo słabe, pełne niedokładności. Aż nadeszła minuta czternasta. Właśnie wtedy Damian Dąbrowski oddał strzał zza szesnastki, który odbił Rafał Leszczyński, lecz nie do boku, a przed siebie. Najprzytomniej w polu karnym zachował się Mateusz Grzybek i skutecznie dobił na 1:0. VAR dość długo analizował sytuację pod kątem spalonego, lecz takowego nie dostrzegł. Lubinianie zaskoczyli Wisłę, stawiając przed nią wyzwanie, jakiemu w tym roku jeszcze nie podołała. Płocczanie trzy razy w 2026 roku tracili gola jako pierwsi i przegrali w każdym przypadku.
Goście bezsprzecznie próbowali doprowadzić do wyrównania przed przerwą. To oni znacznie częściej byli przy piłce. Średnio mieli jednak pomysł, co uczynić z tym faktem. Symbolem ich gry w pierwszej połowie były dwa długie podania na prawe skrzydło do Żana Rogelja. Jedno skończyło na aucie, drugie za linią końcową. Tak grając, Wisła zamiast trzech punktów mogła mieć cztery, ale porażki z rzędu. Zagłębie broniło się bardzo skutecznie.
Zaś po przerwie to właśnie gospodarze zaatakowali. W 54. minucie powstrzymał ich słupek po uderzeniu Marcela Reguły z ostrego kąta w polu karnym. Wiśle w odpowiedzi udało się w końcu oddać dobry strzał. Jasmin Burić musiał mocno się wyciągnąć, by uderzenie Dominika Kuna nie wpadło prosto w okienko. Ten fakt chyba Płocczan zszokował, bo w 66. minucie wszyscy obrońcy Wisły stanęli jak wryci. Adam Radwański wrzucił piłkę w pole karne z autu, a ona skozłowała kilka razy, nikt jej nie przeszkodził, aż doleciała do głowy Grzybka. Ten uderzył ją idealnie przy słupku, dzięki czemu miał już na koncie dublet.
Lubinianie zadali cios, który tak mizerną dziś Wisłę zwalił z nóg. Płocczanie podobnie jak po pierwszym straconym golu starali się podnieść. Jednak niewiele wskórali. Goręcej fanom Zagłębia mogło się zrobić tylko po strzale Niarchosa z kilku metrów, który kapitalnie nad poprzeczką przeniósł bramkarz. Gospodarze z zabójczą konsekwencją i defensywną skutecznością dowieźli wygraną 2:0. Zagłębie wróciło dzięki temu na pozycję wicelidera oraz ma tyle samo punktów, co liderująca Jagiellonia, czyli 38. To więcej niż uzbierali przez cały poprzedni sezon (36). Wisła Płock poległa czwarty raz z rzędu i ma coraz większe problemy.