Trzy - serie tylu spotkań zanotowały w tym roku już zarówno Lech, jak i Raków. W przypadku Częstochowian mowa o meczach z rzędu bez wygranej - przełamali ją dopiero w poprzednim meczu z Bruk-Betem Termaliką, gdy zwyciężyli 1:0. Poznaniacy z kolei weszli w ekstraklasowy 2026 rok dwiema porażkami, lecz potem triumfowali w trzech kolejnych spotkaniach ligowych. Dodajmy do tego zwycięski dwumecz w Lidze Konferencji z fiński KuPS i mamy aż pięć wygranych z rzędu. Nie było wątpliwości, że to mistrzowie Polski byli faworytem tego starcia.
Faworytem może i byli, ale trudno wywiązać się z tej roli, jak rozdaje się takie prezenty, jak Michał Gurgul. Lewy obrońca Lecha już na początku meczu za lekko wycofał piłkę do Bartosza Mrozka. Przejął ją Patryk Makuch, a bramkarz Lecha podciął go. Raków otrzymał rzut karny, który w 8. minucie pewnym strzałem na gola zamienił Jonatan Braut Brunes. Poznaniacy praktycznie wręczyli prowadzenie gościom, ale niedługo później zrobiło się 1:1. Zarówno w golach, jak i rzutach karnych.
Pomocną dłoń, niemalże dosłownie, do Lecha wyciągnął Ariel Mosór. To on zablokował ręką strzał Aliego Gholizadeha. Bartosz Frankowski w pierwsze tempo tego nie dostrzegł, ale gdy VAR zawołał go do monitora, Rakowa nic już nie mogło uratować. W 17. minucie na 1:1 z jedenastu metrów trafił Mikael Ishak. Ta jedenastka była efektem lepszej gry Lecha, który przejął kontrolę nad meczem po utracie gola. Jeszcze przed karnym w poprzeczkę zza szesnastki huknął Leo Bengtsson, a po niej Ishak mógł mieć dublet, ale jego uderzenie przy bliższym słupku wybronił Oliwer Zych.
Gospodarze grali lepiej, ale nie zamienili tego na gola. Zapłacili za to. W 37. minucie wściec mógł się znów Mrozek. Strzał niepilnowanego w polu karnym Brunesa jeszcze fenomenalnie obronił. Jednak nikt nie powstrzymał Jeana Carlosa przed dobitką, a wobec niej bramkarz Lecha był już bezradny. Koniec strzelania w pierwszej połowie? A skąd! Oto bowiem 45. minuta. Ali Gholizadeh ograł obrońców Rakowa w polu karnym i wystawił piłkę do niepilnowanego Palmy, który huknął bardzo mocno, jak na tak małą odległość, lecz celnie. Lech wyrównał jeszcze przed przerwą!
Szalona pierwsza połowa, naprawdę wyśmienita pod kątem emocji. Druga zaczęła się jakby nieco spokojniej, ale tylko do czasu. Oliwier Zych w ciągu dwóch minut musiał obronić cztery strzały. Z płaskimi uderzeniami Bengtssona i Palmy sobie poradził, ze strzałem Ishaka z bliska też, ale gdy uderzenie Szweda dobił Antonio Milić, to bramkarz Rakowa nic nie mógł już zrobić. Od 55. minuty Lech prowadził 3:2!
Od trzeciego gola Lech dość skutecznie kontrolował mecz. Raków niewiele mógł zrobić. Jednak Poznaniacy w końcu popełnili błąd. W 73. minucie Milić wyciął przed polem karnym Brunesa, dając Iviemu Lopezowi okazję, by uderzyć z doskonałej pozycji z rzutu wolnego. Hiszpan tylko ucałował piłkę, a po chwili kopnął ją idealnie w okienko! Cudny gol i wyrównanie!
Idealne podsumowanie tego niebywałego meczu, jednak to nie był koniec emocji! W 81. minucie Raków po raz czwarty trafił do siatki Lecha. Głową zrobił to Stratos Svarnas, który urwał się w polu karnym Yannickowi Agnero. Gospodarze mieli jednak szczęście, bo Grek był na małym spalonym, co wychwycił VAR. Zanosiło się na remis, ale nic z tego. Pierwsza minuta doliczonego czasu gry, zamieszanie w polu karnym Rakowa i Agnero uderza piętą, trafiając tuż przy słupku. 4:3 dla Lecha!
Raków starał się jeszcze wyrównać, jednak Poznaniacy nie mieli najmniejszego zamiaru wypuścić zwycięstwa, wywalczonego z takim bólem. Częstochowianie nie dali już rady sforsować obrony Lecha. Mistrzowie Polski wygrali 4:3 po fenomenalnym widowisku!