Czy Jagiellonia będzie mocno wymęczona po dogrywce z Fiorentiną? To było jedno z głównych pytań przed starciem Białostoczan z Legią. Zespół Adriana Siemieńca zagrał we Włoszech wielki mecz. Wygrali 4:2 i można było naprawdę żałować, że domowe starcie przegrali aż 0:3. Odpadli z Ligi Konferencji bez krzty wstydu, zaś z honorem. Genialny mecz zagrał 19-letni Bartosz Mazurek, drugi najmłodszy w historii LK strzelec hattricka, środkiem pola rządził Taras Romanczuk, a Afimico Pululu terroryzował wręcz obrońców Fiorentiny. Wszystko kosztem ogromnego wysiłku.
Na to, że Jagiellonii nie uda się odpowiednio zregenerować, na pewno liczyła Legia. Warszawianie przełamali się i w poprzedniej kolejce wygrali w końcu mecz ligowy z Wisłą Płock. Postawili pierwszy pod wodzą Marka Papszuna krok w dobrym kierunku. Potrzebowali ich jednak więcej. Choćby po to, by wyjść ze strefy spadkowej. A okazja była, bo swych meczów w tej kolejce nie wygrały ani Widzew Łódź (0:1 z Pogonią Szczecin), ani Arka Gdynia (2:2 z Lechią Gdańsk).
Już w pierwszych minutach mieliśmy duże emocje. Kajetan Szmyt wyprzedził Kacpra Chodynę i ruszył z piłką sam na sam z Otto Hindrichem, a ten przy próbie interwencji podciął skrzydłowego. Sędzia Karol Arys podyktował rzut karny, ale kilka chwil później został zawołany do monitora VAR. Okazało się, że Szmyt przy przyjęciu pomógł sobie ręką, za co arbiter anulował jedenastkę. Szybkie ostrzeżenie dla Legii, ale też ostatnie. Kolejna próba Jagiellonii skończyła się już golem.
I to jakim! Leon Flach w 17. minucie huknął lewą nogą z około 20. metra i trafił idealnie w okienko! Bramkarz Legii nie mógł zrobić nic. Pierwszy celny strzał w tym meczu, za to absolutnie wspaniały. Warszawianie znaleźli się znów w tarapatach, a kilka minut później było jeszcze gorzej. Oto bowiem 22. minuta i błyskawiczna akcja Jagiellonii. Hindrich obronił podkręcony strzał Szmyta, jednak pechowo trafił piłką Pankova. Futbolówka odbiła się od Serba prosto pod nogi Pululu, który z bliska podwyższył na 2:0!
Jagiellonia była znacznie lepsza i mogła prowadzić jeszcze wyżej. Jednak uderzenie Mazurka ze skraju pola karnego kapitalnie wybronił Hindrich, a Pululu głową strzelił w poprzeczkę. Legia była bezradna oraz bezzębna. Mimo to los się do niej uśmiechnął. Wszak w 45. minucie dośrodkowanie Chodyny chciał wybić Bernardo Vital. Zrobił to jednak na tyle źle, że trafił głową do własnej bramki! Warszawianie nie oddali w pierwszej połowie celnego strzału, a mimo to schodzili do szatni, przegrywając tylko 1:2. Potrzebowali jednak dużo, DUŻO lepszej gry, by liczyć w Białymstoku na choćby punkt.
Niewiele zabrakło, a w drugiej połowie szybko mielibyśmy 2:2. W 51. minucie kolejne w tym meczu groźne dośrodkowanie Chodyny głową na gola powinien zamienić Mileta Rajović, lecz strzał Duńczyka z kilku metrów obił tylko słupek. Jagiellonia chyba nie mogła na to patrzeć i postanowiła pokazać, że nikt w tym meczu nie strzela tak na ich bramkę, jak... oni sami. W 56. minucie zgranie głową Pankova próbował wybić Flach, ale podobnie jak Vital zrobił to fatalnie i z bliska zaskoczył własnego golkipera! Legia zdobyła dwa gole bez oddawania celnego strzału!
Trzeba im jednak oddać, że byli groźniejsi po przerwie. Jagiellonia była w kryzysie, a Legia powinna była prowadzić 3:2. Problem był jeden: Mileta Rajović. Tylko on wie, jakim sposobem w 69. minucie po podaniu od Chodyny na 2. metr przed bramką, zamiast do bramki trafił we własną nogą i to jeszcze tak, że piłka poleciała obok słupka. Nie udało się Rajoviciowi, to spróbował jego zmiennik Antonio Colak. Jednak jego główkę prawie z linii bramkowej wybił Norbert Wojtuszek.
Końcówka meczu była grana na niskim tempie. Legia nie dominowała już tak mocno, jak przez większość drugiej połowy, a Jagiellonii brakowało sił. Efekt był tego taki, że nikt już nie znalazł drogi do siatki. Mecz skończył się remisem 2:2, który nikogo raczej nie zadowala, ale mimo odrobienia strat nie powinien cieszyć Legii. Warszawianie pozostają bowiem w strefie spadkowej.