Marek Papszun pod koniec grudnia objął drużynę Legii Warszawa. Wówczas zajmowała ona przedostatnie, 17. miejsce w tabeli, ale ze stratą zaledwie 11 punktów do liderującej Wisły Płock. Dlatego też sympatycy warszawskiego klubu liczyli na tzw. efekt Papszuna, dzięki któremu drużyna zacznie seryjnie wygrywać i włączy się do walki o czołowe miejsca. Jak na razie nic takiego nie nastąpiło.
Legia w pierwszych trzech ligowych meczach za kadencji nowego szkoleniowca nadal nie odniosła zwycięstwa. Sensacyjnie przegrała 1:2 z Koroną Kielce, zremisowała 2:2 z Arką Gdynia oraz 1:1 z GKS-em Katowice. W konsekwencji pozostała na przedostatnim miejscu w Ekstraklasie, tyle że już z 15-punktową stratą do prowadzącej Jagiellonii Białystok. To, co wydarzyło się od przyjścia byłego trenera Rakowa, bezlitośnie podsumował Zbigniew Boniek.
W rozmowie z Romanem Kołtoniem na kanale "Prawda Futbolu" brutalnie rozprawił się z narracją o "efekcie Papszuna". - Efektu Papszuna nie widać i ciężko, żeby był efekt Papszuna. Podejrzewam, że na koniec Papszun tę Legię w lidze utrzyma, ale to żaden efekt Papszuna, bo następnych 10 czy 15 innych trenerów też by tę Legię pewnie utrzymało - stwierdził wprost.
Były prezes PZPN-u problemów Legii dopatrywał się gdzie indziej niż na ławce trenerskiej. - Jak patrzę na Legię, to wydaje mi się, że na koniec uciekną z tej strefy [spadkowej - red.]. Nie wiem, kosztem kogo i czego. Ale jak patrzę na chłodno, to tam nie ma żadnego lidera na boisku, u którego czuć, że jest duchem zespołu, że w ważnych momentach chce piłkę, chce podać, chce zagrać, chce wszystko ustalić, krzyknie. To jest taka drużyna spokojna, cicha... - wyjaśnił.
Boniek nie spodziewa się więc, by Legię w tym sezonie było stać na cokolwiek więcej niż utrzymanie. Jego zdaniem ewentualne sukcesy Papszuna mogą przyjść dopiero w dłuższej perspektywie. - Niektórzy kupują piłkarzy, a Legia kupiła trenera, bo myślała, że to jej wystarczy, żeby poukładać pewne rzeczy na początek - do czerwca. Do czerwca będzie czas, żeby pewne rzeczy przeanalizować, wzmocnić zespół i dopiero zaatakować w kolejnym sezonie. Bo Legii nie ma już w Pucharze Polski ani nigdzie indziej. Zobaczymy, czy ta chłodna kalkulacja im wypali - podsumował.