Legia Warszawa cały czas nie może wygrzebać się ze strefy spadkowej Ekstraklasy. Marek Papszun nie odmienił w cudowny sposób zespołu, który w trzech tegorocznych spotkaniach zdobył tylko dwa punkty - po porażce na inaugurację 2026 roku z Koroną Kielce przyszły remisy z Arką Gdynia oraz z GKS-em Katowice. Te dwa ostatnie mecze odbyły się na wyjeździe, a i tak było bardzo nieprzyjemnie. Kibole wulgarnymi przyśpiewkami postanowili zmotywować swoich ulubieńców do lepszej gry.
- A jak spadniemy, to wszystkich was zaj***emy! - skandalowali fani 15-krotnego mistrza Polski na Pomorzu. Nie zabrakło również festiwalu wyzwisk i obelg. Sytuacja powtórzyła się w piątek w Katowicach. Głos w tej sprawie zabrał kapitan Legii, Bartosz Kapustka.
- Przyśpiewki po meczu? Myślę, że to była gruba przesada - wypalił pomocnik w rozmowie z Canal+ Sport (cytat za legioniści.com). - Rozumiem zdenerwowanie ludzi, my też jesteśmy zdenerwowani. Jesteśmy w tym jednak wszyscy razem. Czasami muszą paść mocne słowa, ale na pewno nie aż tak mocne - dodał.
Legia Warszawa na 13 kolejek przed zakończeniem sezonu zajmuje 16. miejsce i traci punkt do bezpiecznej lokaty, zajmowanej obecnie przez Arkę. Gdynianie mają jednak za sobą dwa mecze mniej, a z kolei Widzew i Bruk-Bet Termalica Nieciecza starcia 21. kolejki rozegrają odpowiednio w niedzielę i w poniedziałek. Jeśli wygrają - a to nie będzie łatwe, bo ich przeciwnikami będą walczące o tytuł mistrza Polski Wisła Płock i Górnik Zabrze - Warszawienie spadną na dno.
- Tylko boisko może nam teraz pomóc wyjść z tej sytuacji. Mamy przed sobą kolejne mecze, zostało ich bodajże 13 i to będzie dla nas 13 finałów. Musimy zrobić wszystko, by Legia Warszawa była w innym miejscu. Inaczej wszyscy będziemy bardzo zdenerwowani - podsumował Kapustka.
Legia Warszawa ma tydzień, by przygotować się do kolejnego "finału". W sobotę 21 lutego do stolicy na derby Mazowsza przyjedzie Wisła Płock. Kolejna wpadka, tym razem już przed własną publicznością, może doprowadzić do eskalacji niezadowolenia. To już nie kilkaset, a kilkadziesiąt tysięcy osób może przelać swoją frustrację na piłkarzy.