Legia Warszawa podchodziła do meczu z Arką Gdynia po porażce 1:2 z Koroną Kielce. Zespół Dawida Szwargi z kolei stał przed swoim pierwszym oficjalnym spotkaniem w 2026 roku, gdyż przed tygodniem starcie z Radomiakiem z powodu awarii prądu nie doszło do skutku. Obie drużyny niemalże sąsiadowały ze sobą w tabeli, gdyż "Wojskowi" plasowali się na 17. miejscu, a Gdynianie na 15. lokacie.
Podopieczni Marka Papszuna przeważali, ale ani Bartosz Kapustka, ani Wahan Biczachczjan nie byli w stanie pokonać Damiana Węglarza. Swoją pierwszą sytuację wykorzystała za to Arka - w 26. minucie po dośrodkowaniu Sebastiana Kerka gola głową strzelił Michał Marcjanik. Do przerwy było 1:0.
Po zmianie stron kolejną dobrą szansę miał Biczachczjan, ale znów górą był golkiper gospodarzy. Swoich sił próbował także Ermal Krasniqi, ale bezskutecznie. Skuteczni ponownie okazali się "Arkowcy", a konkretnie Nazarij Rusyn, który pięknym uderzeniem w dalszy róg pokonał Kacpra Tobiasza.
Niespodziewanie legioniści odpowiedzieli dwoma bramkami w doliczonym czasie gry - i to dwukrotnie po rzutach rożnych. Dwa razy wrzucał Krasniqi i dwukrotnie do siatki piłkę wpakował Antonio Colak, dając ekipie z Warszawy szczęśliwy remis.
Tym samym Arka przesunęła się na 14. miejsce w ligowej tabeli, zaś Legia na 16. lokatę. Jeśli jednak swoje spotkania wygrają Bruk-Bet Termalica i Widzew Łódź, "Wojskowi" mogą spaść na ostatnią pozycję, co może przyprawić Marka Papszuna o jeszcze większy ból głowy, niż dotychczas.
Zobacz też: Tak traktowali Polaka przed transferem. "Organizm odmawiał posłuszeństwa"