Od szalejącego Widzewa, przez zaskakująco osłabiającą się Cracovię, aż po zupełnie nieobecny Motor Lublin. Zima w klubach Ekstraklasy przebiegała bardzo różnie, a początek rozgrywek nie będzie oznaczał końca roszad w składach. Tym razem jednak przyjrzymy się temu, co widzimy w dniu powrotu do gry. Nie da się wykluczyć, że zdarzą się jeszcze transfery lub innego rodzaju zdarzenia, które mogą zmienić sytuację w drużynach. Kibice niejednej powinni wręcz za to trzymać. Niemniej w tych analizach liczy się tu i teraz. Twarde fakty. Przejdźmy więc do konkretów. Ostatni czasem bywają pierwszymi. Więc zaczynamy od dołu.
Termalica miała jesienią serię dziesięciu spotkań bez zwycięstwa, a gdyby nie dobra końcówka, w której wygrała trzy z czterech spotkań, ostatnią drużynę od lidera dzieliłoby znacznie więcej niż 11 punktów. Niecieczanie nie mieli bardzo dużych kłopotów ze strzelaniem goli, zasadniczo to trafili do siatki więcej razy niż Wisła Płock (24 vs 21), ale bramek stracili prawie trzy razy tyle (35 vs 12). Właśnie w celu uszczelnienia defensywy ściągnęli młodzieżowego reprezentanta Polski Miłosza Matysika, który wybrał Bruk-Bet zamiast powrotu do Jagiellonii Białystok. Zapewne w uwagi na dużo większe szanse na regularną grę, której mu trzeba po nieudanych latach na Cyprze.
Termalica błyszczała w sparingach (5 zwycięstw, bilans bramek 16:2), ale jak to z tym bywa, to wszyscy wiemy. Nieraz rekin w jeziorze sparingów okazywał się płotką w oceanie ligi, dlatego tak jak każdy zespół, Niecieczanie muszą poczekać, aż liga powie "sprawdzam". Naszym zdaniem, choć Bruk-Bet ma dobrego szkoleniowca i teraz też nieco się wzmocnił, to na koniec zabraknie punktów. M.in. przez tę serię dziesięciu spotkań bez wygranej. Ostatniego miejsca nie zajmą, bo do tego przewidujemy obecnie innego kandydata, możliwe, że ich walka potrwa nawet do ostatniej kolejki. Niemniej beniaminek pożegna się z ligą już po roku.
Przed Legią jedna z najważniejszych rund od wielu lat. O dramacie, jakim była ich jesień, powiedziano już wszystko. W Warszawie nie mają już czasu na patrzenie w przeszłość. Mogą tylko spoglądać przed siebie z Markiem Papszunem u sterów. To właśnie on ma być główną różnicą. Legia nie szalała jak dotąd na rynku transferowym. Sprowadzili bramkarza Otto Hindricha, który ma rywalizować z Kacprem Tobiaszem. Z tych, którzy odeszli, nikt nie był zbyt ważny. Papszun dostanie podobny materiał, co Edi Iordanescu i ma go poukładać po wielokroć lepiej.
Mówi się jeszcze o sprowadzeniu napastnika, bo Mileta Rajović i Antonio Colak nawet w sparingach zbytnio nie strzelali (łącznie jeden gol), a Jean-Pierre Nsame zdrów będzie najwcześniej w marcu. Przy czym akurat u Marka Papszuna napastnicy nigdy nie osiągali szczególnych szczytów. Wiele wskazuje zaś na to, że potencjał może wreszcie pokazać Kacper Urbański (świetny okres przygotowawczy). Obrona może martwić, bo nowy trener chce grać trójką stoperów, a Legia ma w kadrze tylko czterech. Nasz typ? Teoretycznie Warszawianie mogą jeszcze powalczyć nawet o podium, tracą do niego 10 punktów. Jednak co innego, jak w tych punktach masz przed sobą dwie-trzy drużyny, a co innego, jak większość ligi. Trener Papszun pozbiera Legię, będzie to jeden z lepiej punktujących zespołów wiosny. Jednak starczyć to będzie na 7-8 miejsce.
GKS latem sprowadzał głównie obytych z Ekstraklasą ligowców (np. Kacper Łukasiak, Ilja Szkurin, Jakub Łukowski). Wybitnie na tym nie wyszli, bo są jednak w strefie spadkowej. W końcówce jesieni wyglądali jednak całościowo dużo lepiej, wygrali cztery z ostatnich sześciu ligowych spotkań. Trener Rafał Górak potwierdził, że obdarzony zaufaniem i czasem, prędzej czy później wyciśnie z GKS-u to, co dobre.
Transferowo w Katowicach tropu nie zmienili. Ściągnęli dwóch skrzydłowych, których nasza liga dobrze zna, czyli Erika Jirkę z Piasta Gliwice oraz Mateusza Wdowiaka z Zagłębia Lubin. To różne przypadki, bo Jirka ma 5 goli w tym sezonie i był dla Gliwiczan ważną postacią, a Wdowiak w Zagłębiu był, brzydko mówiąc, nikim. Natomiast potencjał obu sięga tego, by w Katowicach wiele pokazać. Nasz typ? GKS walki o utrzymanie raczej nie uniknie, natomiast właśnie ta umiejętność trenera Góraka, by skutecznie sprzątać własny bałagan, powinna sprawić, że GKS spadku uniknie.
Robert Dobrzycki władował latem w transfery mnóstwo pieniędzy. Nic to nie dało, bo za Widzewem fatalna runda. Właściciel klubu postanowił więc, że zimą zainwestuje jeszcze więcej. Łodzianie wydali zimą więcej, niż cała La Liga razem wzięta (jak dotąd). Nazwiska robią wrażenie, bijące ekstraklasowe rekordy (5,5 mln euro za Osmana Bukariego) kwoty też. W dodatku teraz Widzew do rundy przygotowuje trener, który święcił triumfy z Łudogorcem Razgrad i Szachterem Donieck.
Postawmy sprawę jasno. Jeśli takie ruchy nie wypalą, a Widzew nie będzie wśród trzech najlepiej punktujących na wiosnę drużyn tej ligi, to znaczy, że ten projekt już na starcie jest przeklęty. Owszem nazwiska nie grają. Natomiast w Łodzi zainwestowano już tyle i w graczy z naprawdę poważnymi CV-kami na poziom Ekstraklasy, że na papierze trzeba ich widzieć w roli kandydatów nawet do podium. Ba, od nich trzeba tego wymagać, zważywszy na to, jak niewielkie są różnice w tabeli. Naszym zdaniem ceną za jesień będzie brak medalu, ale czwarte miejsce i gra w pucharach? To już co innego. Poza tym Widzew zapewne mocno postawi też na Puchar Polski, w którym jest już w ćwierćfinale.
Największym transferowym sukcesem Piasta zimą wydaje się zatrzymanie Patryka Dziczka. Lider środka pola Gliwiczan od lata będzie piłkarzem Pogoni Szczecin, ale klub nie dał się Szczecinianom przekonać do oddania im go już teraz. Choć oferta miała opiewać nawet na 300 tys. euro + bonusy. Odszedł za to Erik Jirka, autor pięciu goli jesienią (najwięcej w zespole) i choć skrzydłowego mimo wszystko łatwiej zastąpić, niż kogoś takiego jak Dziczek, to wpierw trzeba mieć kim. A Piast jak dotąd ściągnął tylko młodego albańskiego stopera Eltona Fikaja, który ma na razie nieco ponad 300 minut w seniorskiej piłce.
Jesienią wyniki Piasta pod wodzą Daniela Myśliwca mocno poprawiły się względem tragedii, jaką była przygoda Maxa Moeldera. Defensywa zapewne dalej będzie solidna (lepszą ma tylko Wisła Płock), ale ten atak... i to jeszcze zubożony brakiem Jirki. Ciężary, spore ciężary. Nawet w sparingach strzelili tylko 2 gole. Piast do końca będzie balansował na granicy spadku oraz utrzymania. Oceniamy na stan obecny. A obecnie wzmocnień ofensywy nie ma. Z tego powodu nie wróżymy Gliwiczanom powodzenia w tej walce.
Gdyby kłopoty finansowe z początku zeszłego roku nie kosztowały ich odjętych pięciu punktów, to byliby dziś na dziewiątym miejscu. Duże słowa uznania dla trenera Johna Carvera, który znów wyciska z Lechii to, co najlepsze. Czyli przede wszystkim ofensywę. Gdańszczanie zachowali jak dotąd wszystkich najważniejszych zawodników. Nie trafiła się nawet dostatecznie dobra oferta za Tomasa Bobcka, autora trzynastu ligowych goli jesienią.
W przypadku Lechii jej defensywa jak zwykle budzi zastrzeżenia, jesienią była najgorsza w całej lidze. Za to atak mają najlepszy, dla zachowania równowagi. Biorąc pod uwagę, że zimą nic szczególnego w ich transferach się nie wydarzyło (Indrit Mavraj to na razie 9 minut w seniorskiej piłce), zapewne wiosna będzie podobna. Mecze Lechii będą dobre dla postronnych kibiców oraz, naszym zdaniem, dadzą utrzymanie. Może 12. miejsce to trochę nisko, ale w środku stawki powinno pozostać ciasno i te minusowe punkty zrobią swoje.
Nikt jesienią nie miał gorszego bilansu bramkowego niż Arka. Strzelali najmniej w lidze (15 goli), tracili ponad dwa razy więcej (32). Aż dziw bierze, że nie skończyli w strefie spadkowej, ale oni jak wygrywali, to nisko, a jak przegrywali, to zazwyczaj wysoko. Stąd bilans bramkowy gorszy, niż wskazywałaby pozycja w tabeli. By wzmocnić kiepski jak dotąd atak, do Gdyni przybył ograny w Ekstraklasie Vladislavs Gutkovskis, za którym słaba przygoda w Korei Południowej (33 mecze, 6 goli). Z kolei obronę ma pomóc załatać Serafin Szota. Też ograny w Ekstraklasie, ale za nim taka runda w I lidze, że kibice Śląska Wrocław celebrowali jego odejście. Możliwe, że najciekawszy na papierze jest powrót z wypożyczenia Oskara Kubiaka. Młody skrzydłowy rozniósł w Sokole Kleczew 2. Ligę (14 goli i 4 asysty w 18 meczach).
Za Arką dobre sparingi, w której nie poniosła porażki i strzeliła aż 11 goli. Czy to jednak wystarczy na ligę? Cóż, bez poprawy gry na wyjazdach (1 pkt w dziewięciu meczach) o utrzymaniu nie ma co marzyć. A zimowe transfery nie przekonują na papierze na tyle, by gdynianom poważnie zaufać. Ktoś zajmie ostatnie miejsce w tabeli. Na dziś wydaje nam się, że właśnie Arka, ale któż wie? Może pokażą, że taka ocena to pomyłka.
Co się obecnie dzieje w Lublinie? Otóż nie dzieje się tam absolutnie nic i to właśnie martwi w ich kontekście. Większości składu latem kończą się kontrakty, a nie słychać nawet zbytnio, by coś się tam miało zmienić. Motor miał kłopoty jesienią, wygrał tylko cztery mecze, najmniej obok Legii. Defensywa zawodziła, atak nie zawsze potrafił pomóc, choć nie był też bardzo zły, bo 23 gole to jeszcze powiedzmy dolna granica przyzwoitości.
Wygląda na to, że ciężkie półrocze przed drużyną trenera Mateusza Stolarskiego. Naszym zdaniem losy 15. miejsca, ostatniego bezpiecznego, rozstrzygną się między nimi a Piastem. To może być kwestia tego, czy bardziej będzie zawodzić defensywa Motoru, czy ofensywa Gliwiczan. Na teraz widzimy utrzymanie Lublinian, bo różnicy punktowej między porażką 0:1 a 2:5 nie ma. Za to różnica między wygraną 3:2 a remisem 0:0, jest ogromna. Ewentualne wzmocnienia mogą tu jeszcze zamieszać. Jednak teraz ich nie ma.
Pogoń miała imperialne plany, podobnie jak Widzew. Nie wydawali może aż tyle na transfery, ale za to efekt okazał się podobnie kiepski. Szczecinianie byli doskonali w kreowaniu sobie sytuacji bramkowych (najwyższe xG w lidze), gorzej im szło korzystanie z nich. To ma naprawić nowy napastnik Karol Angielski. Natomiast głównym winowajcą tak niskiego dorobku punktowego była trzecia najgorsza defensywa w lidze. Utytułowany duński trener Thomas Thomasberg nie był w stanie jej uszczelnić w trakcie rundy.
Dlatego właśnie dziwne było, że w Szczecinie tak długo nikt nie ściągał nowego stopera, a to stoperzy byli największą słabością Pogoni. Owszem przybył defensywny pomocnik, 58-krotny reprezentant USA Kellyn Acosta, a dobra "szóstka" ułatwia obrońcom życie. Natomiast każdy wiedział, że do samej defensywy też trzeba lepszych ludzi. Aż w końcu w ostatnich dniach przybył Attila Szalai, etatowy reprezentant Węgier, który ma na koncie m.in. 117 meczów w Fenerbahce. Od Bundesligi się odbił, ale i tak wygląda na kogoś, kto może pomóc Pogoni posprzątać bałagan w tyłach. Bez tego transferu widzielibyśmy "Portowców" nawet na 10-11 miejscu. Po nim trochę zyskują. Jeden z bardziej nieprzewidywalnych zespołów w lidze. Nie damy Top 5, bo ograniczone zaufanie do obrony, ale 6. miejsce już tak. Nawet mimo nadchodzącego odejścia młodego Adriana Przyborka do Lazio. Był on czołowym graczem Pogoni pod koniec rundy, ale nie da się wykluczyć, że kimś go zastąpią. Przy czym ogólnie 7. czy 8. miejsce też nas nie zdziwi.
Korona miała jesienią okres, gdy zdobyła 18 punktów w ośmiu meczach. Pachniało wówczas rewelacją jesieni. W końcówce jednak stracili ten rozpęd i skończyło się na 9. miejscu. Jednak ich zimowe nabytki każą ponownie przykuć do nich oko. Simon Gustafson ma może już 31 lat, ale nadal uważany był za czołówkę pomocników ligi szwedzkiej. W dodatku 146 meczów w Eredivisie (32 gole, 29 asyst) budzi respekt. Zaś Mariusz Stępiński to mimo zmarnowanego półrocza na Cyprze materiał na czołowego napastnika Ekstraklasy.
Trener Jacek Zieliński dostał dwa nowe, ciekawe narzędzia. Odbudowa formy ze środkowej części jesieni mogłaby na dłuższą metę dać w końcu to miano rewelacji. Natomiast całościowy potencjał Korony oceniamy jednak niżej niż kilku rywali ze środka tabeli. Absolutnie nie zdziwi nas nawet 5-6 miejsce. Przy czwartym nawet zdziwimy się tylko trochę. Natomiast na teraz mimo wszystko dajemy 9. miejsce tuż za Legią. A to głównie dlatego, że akurat z Warszawianami Korona pierwszy mecz przegrała 0:2 u siebie i pewnie będzie mieć gorszy bilans starć bezpośrednich, co może mieć znaczenie.
W Poznaniu zima bardzo spokojna. Odeszli tylko zawodnicy albo potrzebujący regularnej gry (Barański), albo niedający za wiele (Hoffmann, Fiabema). Teoretycznie na razie nie ma też Timothy'ego Oumy, bo z powodów dyscyplinarnych kenijski pomocnik nie znalazł się w kadrze na obóz przygotowawczy, o czym mówił sam trener Niels Frederiksen. Ale jest Antoni Kozubal, jest Gisli Thordarson, jest Filip Jagiełło, jest Radosław Murawski, jest utalentowany Sammy Dudek. Tragedii bez Kenijczyka nie ma. Poznaniacy sprowadzili na razie tylko Płamena Andreeva, by miał kto rywalizować z Bartoszem Mrozkiem w bramce.
Za Lechem przeciętna runda, w której mieli za dużo remisów (aż 8). Niemniej kadrowo wciąż są prawdopodobnie najmocniejsi w lidze (na papierze). W przeciwieństwie do Rakowa nie zmienili trenera, więc tu zagadki nie ma. W przeciwieństwie do Jagiellonii nie osłabili się. Zaś w europejskich pucharach grają wszystkie te trzy zespoły. To jest w tym sezonie naprawdę trudne do przewidzenia, ale trudno uwierzyć, że mistrzem zostanie np. Wisła Płock. Z kolei z trójki pucharowiczów to Lech wygląda teoretycznie najstabilniej i najpewniej. Obrona tytułu mistrza Polski? Na dziś tak właśnie stawiamy.
W Radomiu też jak dotąd spokojna zima. Przeprowadzili hitowy transfer, ściągając Luquinhasa, który znów będzie pracował z Goncalo Feio (pół roku temu zdobyli razem Puchar Polski w Legii). Odeszli tylko zawodnicy niezbyt potrzebni. Depu był niby opcją na atak, ale uzbierał jesienią tylko 173 minuty w lidze, więc nie była to opcja zbyt ceniona. Niemniej Radomianie zapowiadają się na jeden z najciekawszych zespołów wiosny.
Najciekawszy pod kątem tego, na co ich będzie stać. Odkąd przyszedł Goncalo Feio, ich wyniki znacząco się poprawiły. Portugalczyk to po prostu dobry fachowiec na warunki tej ligi i może zaprowadzić Radomiaka wysoko. Czy do europejskich pucharów? Nie zdziwię się, jeśli powalczą, choć ostatecznie nie wróżę im powodzenia. Może jeśli 5. miejsce da awans, ale teraz bardziej widzimy ich na 6-7 z uwagi na to samo, co w przypadku Pogoni Szczecin, czyli podejrzaną obronę (jesienią stracili 30 goli). Której oni na razie nie wzmocnili, więc tutaj trzeba liczyć na rękę Goncalo Feio.
Coś dziwnego dzieje się wokół Cracovii. Jak grom z jasnego nieba spadły na klub zmiany w zarządzie i odwołanie wykonującego, jak się wydawało, dobrą pracę prezesa Mateusza Dróżdża. Potem "Pasy", które potężnie wzmocniły się latem, działały bardzo zachowawczo na rynku transferowy, a wręcz wiele stracili. O ile David Olafsson czy Milan Aleksić ważnej roli nie odgrywali, tak Mikkel Maigaard owszem. Tymczasem trafił do Wieczystej Kraków (z jego perspektywy idzie zrozumieć, każdy kontrakt może być piękny, jeśli finansowa ozdoba będzie odpowiednia). W dodatku jedną nogą we włoskiej Pisie jest najlepszy strzelec zespołu Filip Stojiliković. Trwają ponoć prace nad znalezieniem następcy, ale już na pewno będzie bez przygotowań z zespołem.
Do tego jeszcze pogłoski o tym, że trener Luka Elsner nie jest z tego wszystkiego zadowolony i może chcieć odejść. Cracovia długo rosła na nowy, ciekawy projekt w czołówce ligi. Pół roku później grozi jej znów nijakość, a wynikowo już w drugiej połowie rundy jesiennej było gorzej niż w pierwszej. Sparingi też bez błysku (trzy remisy), choć raz jeszcze podkreślamy, z tym to bez wyroków. Źle to wygląda. Na ten moment na tyle źle, że przewiduję, iż Cracovia spadnie w tabeli. Może nie do walki o utrzymanie, ale nawet jakieś 11. miejsce nie zdziwi.
Leonardo Rocha. Ten piłkarz był głównym tematem związanym z Zagłębiem. Szalona saga transferowa zaczęta decyzją Rakowa o odwołaniu go z wypożyczenia. To duży cios dla Zagłębia, dla którego jesienią strzelił 8 goli. Lubinianie mogli go jednak wykupić do 15 stycznia za ustaloną wcześniej kwotę (ok. 900 tys. euro). Rada Nadzorcza klubu nie zgodziła się jednak na to. Późniejsze negocjacje z Rakowem też nic nie dały, mimo że sam piłkarz bardzo chciał zostać. I tak oto Zagłębie samo pozbawiło się największej gwiazdy.
Jedna z rewelacji jesieni, która swoje wysokie miejsce zawdzięczała w dużej mierze duetowi Rocha - Reguła, zacznie wiosnę bez nich obu (Marcel Reguła jest kontuzjowany). Mają co prawda Michalisa Kosidisa, który sroce spod ogona nie wypadł (5 goli jako głównie rezerwowy), ale Rocha był idealny do taktyki trenera Leszka Ojrzyńskiego. Następcą został Levente Szabo z niemieckiego Eintrachtu Brunszwik, przy czym są co do niego spore zastrzeżenia. Dołączył do klubu 2 dni przed pierwszym meczem i nigdy nie strzelił więcej niż 6 goli w jednym sezonie. Największy gwiazdor odszedł, drugi największy gwiazdor jest kontuzjowany i jak wróci to bez pełnego obozu przygotowawczego. Zagłębiu przepowiadano kiepską jesień. Okazało się to nietrafione, ale teraz sygnałów, że może być trudno, jest jeszcze więcej. Lubinianie nie spadną, lecz zajmą miejsce dalekie od tego, na którym są teraz.
Przed Rakowem pierwsza w historii runda w Ekstraklasie pod wodzą trenera, który nie ma z Markiem Papszunem nic wspólnego. Łukasz Tomczyk przez dwa lata robił fenomenalną robotę w Polonii Bytom. Awans do I ligi, drugie miejsce po jesieni w tejże I lidze. Tam jednak jego zespół był w innej pozycji. Był underdogiem. Niewiele musiał, za to sporo mógł. Teraz zmierzy się z inną skalą oczekiwań, innym światem finansowym, inną jakością piłkarzy, którą będzie miał przy sobie. W dodatku w klubie, który nie zna trenerskich nowości, odkąd stał się silny (Dawid Szwarga był długo asystentem Marka Papszuna, nie można więc mówić o zupełnie kimś nowym).
Trenerski talent Tomczyka jest niepodważalny. Raków ma szeroką kadrę i wydaje się na papierze pod kątem składu najsilniejszy z polskich pucharowiczów. Szczególnie po przyjściu Pawła Dawidowicza (kilka miesięcy bez gry, ale jak się odbuduje, to w Ekstraklasie może być bardzo mocny), a jeśli jeszcze trener Tomczyk dogada się z Rochą, który nie chce co prawda być w Rakowie, ale średnio ma wyjście, to tym bardziej wybór będzie szeroki. Jednak właśnie z uwagi na te liczne pytania co do nowego sztabu szkoleniowego, wprowadzenie kogoś zupełnie nowego do klubu, który jak podkreślamy, nowości trenerskich od dawna nie pamięta oraz pierwsze w karierze Łukasza Tomczyka łączenie ligi z grą w Europie (nawet gdyby to miała być tylko jedna runda), nie postawię ich w roli faworyta do mistrzostwa. Zostawię to na ten moment Lechowi z uwagi na stabilizację, jednak nie zdziwimy się ani trochę, jeśli to Raków zgarnie tytuł.
To może być najtrudniejsza runda Adriana Siemieńca w roli trenera Jagiellonii od czasów, gdy przejmował zdezelowany zespół po Macieju Stolarczyku. Liga rusza, a białostoczanie mają jednego doświadczonego skrzydłowego (Kamil Jóźwiak), może dwóch, jak na upartego zaliczymy do nich Alexa Pozo, którzy przetrenowali z zespołem okres przygotowawczy. Po transferze Bazdara ma za to czterech środkowych napastników. Tuż przed startem ligi przyszedł Nahuel Leiva z Maccabi Hajfa, który zdobywał wicemistrzostwo Polski ze Śląskiem Wrocław w sezonie, gdy Jagiellonia była mistrzem. Są jednak spore wątpliwości co do jego formy, bo w Izraelu nie błyszczał, a za wzór profesjonalnego prowadzenia się nigdy nie uchodził.
Białostoczanie ponoć cały czas szukają wzmocnień, ale ktokolwiek przyjdzie, okresu przygotowawczego z zespołem mieć już nie będzie, a zimą zawsze jest trudniej o wzmocnienia na teraz. Jagiellonia musi więc być czujna na okazje. Wiele mówi się o nadchodzącym kolejnym wielkim talencie na pozycji skrzydłowego Zacharym Zalewskim, jednak nikt nie gwarantuje białostoczanom, że zrobi tak szybki progres, jak Oskar Pietuszewski. Biorąc to wszystko pod uwagę, Jagiellonia będzie się do końca biła o gwarantujące grę w Europie 4. miejsce. Jednak tym razem może im się nie udać. Zwłaszcza jeśli Widzew zacznie grać zgodnie z jakością wzmocnień.
Poza boiskiem w Górniku nadal trwają rozmowy dotyczące prywatyzacji klubu i sprzedania go Lukasowi Podolskiemu. Szanse na to raczej obecnie maleją, niż rosną, więc jaka będzie przyszłość klubu, tego nie sposób stwierdzić. Na boisku za to może być naprawdę ciekawie. Faktem jest, że Górnik pod sam koniec jesieni mocno wyhamował (1 pkt w czterech meczach), a w dodatku stracił najlepszego zawodnika Ousmane'a Sowa. Natomiast Borislav Rupanov i Lukas Sadilek to ciekawe wzmocnienia, a kto wie, czy trener Michal Gasparik nie da rady odbudować Michała Rakoczego. Poza tym Zabrzanie wyrobili sobie niezwykły talent do wyciągania mocnych skrzydłowych z kapelusza, więc kto wie, czy jeszcze kogoś takiego nie ściągną.
Nawet jeśli nie, to ze wszystkich jesiennych rewelacji Górnik "pachnie" najlepiej. Nie był jednowymiarowy, potrafił i zaatakować, i się obronić. Stracił Sowa, ale miał i innych mocnych jesienią. Ten szalony sezon byłby wręcz pokrzywdzony, gdyby nie wytypować jakiejś dużej niespodzianki (względem przedsezonowych przewidywań) w ścisłej czołówce. Nawet na podium. Górnik ma, jak się wydaje, największe szanse na zostanie takim zespołem.
W końcu docieramy do lidera. Absolutnie sensacyjnego lidera, który wdrapał się na to miejsce serią... pięciu remisów. Ot runda jesienna w pigułce. Mariusz Misiura stworzył w Płocku absolutny mur, który w osiemnastu meczach dał się przełamać tylko 12 razy. Oglądanie spotkań z ich udziałem wyjątkową przyjemnością nie jest, ale cel uświęcił środek, a efektem jest zima spędzona na szczycie. Teraz pytanie brzmi, jak wysoko Wisła się utrzyma? Okienko na razie dla nich trudne. Chcieli napastnika Karola Angielskiego, to w ostatniej chwili zwinęła im go Pogoń. Chcieli ponoć też Nahuela Leivę, zaraz ma zostać piłkarzem Jagiellonii. Przynajmniej wypożyczenia młodego Dominika Sarapaty z Kopenhagi nikt im nie podwędził.
Niemniej brak wzmocnień stricte ofensywnych to kłopot. Obrona wykuła im pozycję lidera, ale goli strzelili więcej niż tylko trzy drużyny w lidze. Właśnie ta remisowa końcówka (łącznie 7 remisów na 10 ostatnich spotkań) pokazała, że żeby wygrać, trzeba nie tylko umieć bronić. Strzelać też, a w Płocku jest z tym kłopot. A co jeśli na wiosnę obrona już taka szczelna nie będzie? Czy ofensywa wejdzie na wyższy poziom i to przykryje? Absolutnie nie życzymy płocczanom źle, ale obawiamy się, że tak mocne oparcie wszystkiego o tylko jeden z aspektów gry w końcu skończy się kiepsko. Naszym zdaniem Wisła wiosną może punktować podobnie do tego, jak wróżono jej przed sezonem, a małe różnice w tabeli teraz, spowodują duży spadek. Może nawet do dolnej połówki tabeli. Powiemy jak w przypadku Arki: możliwe, że udowodnią nam błąd.