Od dłuższego czasu nie było wiadomo co dalej z karierą Pawła Dawidowicza. W czerwcu minionego roku rozstał się z włoskim Hellasem Werona. Podpisał umowę z saudyjskim Al-Hazem, jednak stamtąd odszedł zaledwie po tygodniu. Tłumaczył, że różnice kulturowe okazały się dla niego zbyt duże. Mimo upływu kolejnych miesięcy środkowy obrońca nie związał się z żadnym klubem i było o nim dość cicho. Zmieniło się to dopiero w ostatnich tygodniach.
Pojawiły się pogłoski, że może wrócić do Ekstraklasy. Zainteresowana miała być Pogoń Szczecin, ale "Portowcy" nie byli pierwszym wyborem dla Polaka. Niespodziewanie gruchnęły w końcu wieści, że Dawidowicz zasili w rzeczy samej zespół z naszego kraju, ale będzie to Raków Częstochowa. Obie strony miały być dogadane, a brakowało tylko oficjalnego ogłoszenia. Reprezentant Polski zagrał nawet w sparingu częstochowian z FK Vojvodina, przerwanym po pierwszej połowie z uwagi na ulewę w Belek. Stało się to jeszcze przed potwierdzeniem transferu.
Nie musieliśmy na to długo czekać. W piątkowy wieczór 23 stycznia Raków oficjalnie poinformował, że Dawidowicz podpisał umowę z klubem spod Jasnej Góry. Zaskakująco krótką umowę, bo tylko do końca czerwca bieżącego roku, ale jest w nim zapisana opcja przedłużenia. Można się domyślać, że w Częstochowie nie chcieli przesadnie ryzykować, bo jednak swój ostatni oficjalny mecz 17-krotny reprezentant kraju rozegrał 25 maja. To dla niego powrót do rodzimej ligi po 12 latach.
Raków po rundzie jesiennej zajmuje czwarte miejsce w tabeli, ale traci tylko punkt do liderującej Wisły Płock. Do rywalizacji ligowej powrócą w niedzielę 1 lutego, gdy o 14:45 zagrają na wyjeździe z płocczanami właśnie. Czeka ich też dalsza gra w Lidze Konferencji, lecz rywala w 1/8 finału poznają dopiero po barażach o awans do tej fazy (w których grać nie muszą, bo zajęli 2. miejsce w fazie ligowej).