Spotkanie z ukraińską Polissią Żytomierz było dla Legii czwartym sprawdzianem przed rundą wiosenną Ekstraklasy. Podopieczni Marka Papszuna do tej pory wygrali 3:2 z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, a podczas obozu w hiszpańskim Mijas zremisowali 1:1 z Puskas Akademią i zwyciężyli 1:0 przeciwko Sigmie Ołomuniec.
Marek Papszun potraktował poważnie starcie z trzecim zespołem ukraińskiej Premier Ligi. Były szkoleniowiec Rakowa Częstochowa postawił na najsilniejszy możliwy skład - od pierwszej minuty z kolei grali m.in. Kacper Urbański, Bartosz Kapustka, Kacper Tobiasz, Radovan Pankov czy Kamil Piątkowski. Z opaską kapitańską występował Artur Jędrzejczyk, co mogło zwiastować przetasowanie w hierarchii liderów warszawskiego klubu.
W kadrze meczowej zabrakło kontuzjowanych Pawła Wszołka, Steve'a Kapuadiego, Jean-Pierre'a Nsame, Jakuba Żewłakowa, Samuela Kovacika i Rubena Vinagre. Dla 33-letniego reprezentanta Polski to najprawdopodobniej koniec obozu przygotowawczego, o czym pisaliśmy na Sport.pl.
Już w trzeciej minucie arbiter podjął decyzję o wyrzucenia z boiska bramkarza Polissii, Jewhenija Wołyńca, który sfaulował Wahana Biczachczjana w sytuacji sam na sam na linii pola karnego. Legioniści prosili sędzia, aby ten pozwolił rywalom grać w jedenastu, gdyż chcieli sprawdzić się w normalnych warunkach meczowych od 1. do 90. minuty. Rozjemca spotkania jednak pozostał nieubłagany, a Ukraińcy musieli zdjąć jednego z piłkarzy z boiska.
Pierwszą dobrą okazję Warszawiacy mieli w 18. minucie. Po dwójkowej akcji Urbańskiego i Kapustki ten drugi dośrodkował w kierunku Petara Stojanovicia. Wahadłowy zgrał do Pankova, a uderzenie Serba obronił rezerwowy bramkarz Polissii. Aktywny był również Biczachczjan, który szukał kolejnych okazji do zdobycia bramki lub zanotowania asysty.
Były piłkarz Pogoni w 43. minucie oddał dobry strzał z rzutu wolnego z prawej strony pola karnego. Znów jednak skutecznie bronił doświadczony Heorhij Buszczan. Trzy minuty wcześniej, po strzale Juergena Elitima bramkarz wypuścił piłkę przed siebie, ale Mileta Rajović skiksował w doskonałej sytuacji, będąc zaledwie metr od bramki rywala. W doliczonym czasie gry w końcu interweniować musiał Tobiasz - golkiper Legii poradził sobie z uderzeniem z ostrego kąta. Do przerwy było 0:0, a legioniści bili głową w mur.
W przerwie Marek Papszun dokonał dziesięciu zmian, pozostawiając na murawie jedynie Jędrzejczyka. Z ławki nie podniósł się Claude Goncalves, a zestawienie defensywy z Janem Leszczyńskim i Damianem Szymańskim oraz grającymi na wahadłach Patrykiem Kunem i Kacprem Chodyną wyglądało co najmniej eksperymentalnie. W bramce z kolei zameldował się ściągnięty niedawno Otto Hindrich.
Jak się okazało, korekty niewiele dały. Legioniści wciąż męczyli się z grającym w dziesiątkę przeciwnikiem, nie stwarzając sobie żadnych konkretnych okazji do zdobycia bramki. Mówiąc wprost: wiało nudą, a w tle tylko przebijały się okrzyki trenera Papszuna, który przekonywał swoich zawodników do wyjścia wyżej w pressingu i "grania prostej piłki".
W końcówce meczu aktywny był Chodyna. Były piłkarz Zagłębia Lubin w 78. minucie oddał strzał z 20 metrów, jednak futbolówka minęła bramkę. Dwie minuty później swoich sił próbował Wojciech Urbański, a z jego uderzeniem bez problemu poradził sobie bramkarz. Po chwili strzał z dystansu nad bramką Buszczana oddał Szymański. W doliczonym czasie gry z kolei w boczną siatkę trafił Rafał Augustyniak. I na tym próby Legii się skończyły - starcie z Ukraińcami zakończyło się bezbramkowym remisem.
Przed "Wojskowymi" jeszcze dwa mecze towarzyskie w hiszpańskim Mijas. Na 22 stycznia zaplanowano dwumecz ze Spartą Praga. Do gry w Ekstraklasie stołeczni powrócą w niedzielę 1 lutego. Ich rywalem przed własną publicznością będzie Korona Kielce.
Legia Warszawa 0:0 Polissia Żytomierz
Zobacz też: Tyle Legia dostanie za transfer Szymańskiego