GKS Katowice wyszedł na prowadzenie w meczu z Jagiellonią w końcówce pierwszej połowy - duży błąd popełnił wtedy bramkarz Miłosz Piekutowski. Białostoczanie fatalnie weszli też w drugą połowę i od 51. minuty przegrywali 0:2.
To właśnie po drugiej bramce katowiczan trener Adrian Siemieniec zdecydował się wprowadzić Oskara Pietuszewskiego. Gdyby nie słaby wynik, to młodziutki piłkarz Jagiellonii zapewne spędziłby na ławce kolejne minuty - jeśli nie całe spotkanie. W 57. minucie Siemieniec dokonał kolejnych trzech zmian. Od tego momentu gra Jagiellonii wyglądała coraz lepiej i Pietuszewski miał w tym duży udział.
W końcu białostoczanie zdobyli bramkę kontaktową. W 86. minucie jedenastkę wykorzystał Afimico Pululu. Od tego momentu Jagiellonia w zasadzie nie opuszczała pola karnego gospodarzy. To się zemściło. W 95. minucie Bartosz Nowak zdobył bramkę na 3:1 i de facto skończył mecz.
Spotkanie trwało jeszcze chwilę, ale nikt nie miał większych złudzeń - Jagiellonia strat już nie odrobi. Jednak podopieczni Adriana Siemieńca i tak walczyli o bramkę na 2:3. W jednym z takich ataków ucierpiał Oskar Pietuszewski. Młodemu piłkarzowi Jagiellonii "coś strzeliło" w nodze, gdy wbiegał w pole karne GKS-u. Chwilę później opuścił boisko z pomocą fizjoterapeutów. Na murawę już nie wrócił, goście kończyli mecz w osłabieniu.
Na razie nie wiadomo jak poważna jest kontuzja piłkarza Jagiellonii. Na szczegółowe informacje czeka jednak cała piłkarska Polska. Pietuszewski obecnie jest jednym z największych polskich talentów, jesienią wielu kibiców i ekspertów liczyło na to, że zadebiutuje on w kadrze - długa kontuzja mogłaby zastopować jego rozwój.
A nie byłaby ona dla tego zawodnika czymś nowym. Jak przypomniał w mediach społecznościowych Jakub Seweryn - były dziennikarz Sport.pl - Pietuszewski w przeszłości miał już zerwane więzadło krzyżowe w kolanie.