Takie doniesienia napływają z ojczyzny trenera. "Edi Iordanescu znalazł drużynę! Były selekcjoner rumuńskiej kadry wraca na ławkę. [...] Osiągnął 90-procentowe porozumienie z drużyną z Zatoki Perskiej" - czytamy na portalu rumuńskiej stacji Antena Sport.
Tam też przypomniano, iż kluby z tego rejonu już wcześniej próbowały zakontraktować 47-latka. Nawet w sierpniu, niedługo po rozpoczęciu przez niego pracy w Legii, szkoleniowca łączono z emiracką Al-Jazirą, która dementowała ówczesne doniesienia (ostatecznie we wrześniu zatrudniła Marino Pusicia).
Przy tym Rumuni zwrócili uwagę na ciągnącą się indolencję Legii. "Nie podniosła się po odejściu Iordanescu. Nie wygrała ani jednego meczu, remisując 1:1 na wyjeździe z Widzewem Łódź i ulegając Celje oraz Termalice Nieciecza. Zarówno z Celje na wyjeździe, jak i z Termalicą u siebie, Legia przegrała 1:2" - zauważono.
Przypomnijmy, że niemal od razu po rozstaniu z polskim klubem zaczęto spekulować o możliwym przejęciu przez 47-latka Genoi, gdzie 77 proc. udziałów posiada rumuński biznesmen Dan Sucu. Ten zdementował te wieści, a ostatecznie jednego mistrza świata zastąpił drugim - w miejsce zwolnionego Patricka Vieiry przyszedł Daniele de Rossi.
Zobacz również: Chciał pozbyć się Lewandowskiego, a teraz jeszcze te słowa. "Standardy stale spadały"
Edward Iordanescu poprowadził Legię Warszawa w 24 meczach. Bilans to 11 zwycięstw, sześć remisów oraz siedem porażek. Na pożegnanie ze stołecznym klubem wziął 50 tys. euro odprawy, choć przysługiwała mu kwota osiem razy wyższa.