Motor Lublin dopiero w poprzedniej kolejce wygrał swój drugi mecz w tym sezonie Ekstraklasy, a przecież po poprzednim sezonie oczekiwania wzrosły. Termalica do tej pory również cieszyła się z tylko dwóch zwycięstw, ale oczekiwania wobec beniaminka są dużo mniejsze i z perspektywy niecieczan jest to przyzwoity początek sezonu.
Motor Lublin od samego początku spotkania pokazywał, że liczy na zdobycie kolejnych trzech punktów. Już w 5. minucie gospodarze zdobyli gola na 1:0 po tym jak Bradly van Hoeven dał radę dośrodkować piłkę, która już niemal opuściła boisko. Do futbolówki dopadł Karol Czubak, który bez większych problemów pokonał bramkarza.
Motor w pierwszej połowie kontrolował przebieg spotkania, choć nie tworzył sobie już jakichś bardzo dobrych okazji. Zawodzili za to goście, którzy w ofensywie tak naprawdę nie istnieli - najgroźniejszy strzał oddał Kurzawa, ale z jego uderzeniem bramkarz Motoru nie mógł mieć żadnych problemów.
Piłkarze Motoru mogli żałować, że do przerwy nie udało im się podwyższyć prowadzenia. Tym bardziej że na drugą połowę Termalica wyszła odmieniona. I w końcu gościom udało się wywalczyć jedenastkę - w 62. minucie jeden z obrońców Motoru zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym po dośrodkowaniu Macieja Ambrosiewicza z rzutu rożnego. Bramkę z rzutu karnego zdobył Jesus Jimenez.
W dalszej części meczu goście mogli zdobyć bramkę na 2:1, ale w kluczowych momentach bardzo dobrze spisywał się Ivan Brkić lub fatalnie mylili się napastnicy Termaliki. Tuż przed końcowym gwizdkiem blisko gola na 2:1 był Motor, ale strzał głową Czubaka przeleciał obok bramki. Chwilę później sędzia skończył mecz.
Ten wynik sprawia, że obie drużyny mają po dziewięć punktów i zajmują miejsce w środkowej części tabeli. Z takiej postawy swojej drużyny bardziej zadowoleni mogą być kibice beniaminka. A Motor? Kolejny raz w tym sezonie głupio traci punkty.