Piąta kolejka Ekstraklasy zaczęła się od meczu Zagłębia Lubin z Lechią Gdańsk, w którym padło aż osiem bramek - aż sześć z nich strzelili lubinianie, którzy uwydatnili wszystkie bolączki zespołu trenera Johna Carvera w defensywie. Takiej liczby bramek trudno było oczekiwać w starciu Cracovia - Widzew, które dla obu drużyn było szansą na zrównanie się punktami z liderującą Wisłą Płock.
Lepiej w mecz weszli gospodarze, którzy już w 17. minucie byli blisko wyjścia na prowadzenie, ale ostatecznie gol Filipa Stojilkovicia nie został uznany ze względu na minimalnego spalonego. Z czasem coraz częściej do głosu dochodził Widzew. To przyniosło skutek w 41. minucie, gdy bramkę zdobył Fran Alvarez. Ten gol nie został jednak uznany, bo po analizie VAR sędzia Marcin Kochanek uznał, że wcześniej Sebastian Bergier faulował Dominika Piłę - ta kontrowersyjna decyzja arbitra sprawiła, że do przerwy był bezbramkowy remis.
"Jak można nie uznać tego gola Widzewa! Bergier łapany w pół, nie ma wyraźnego ruchu łokciem. Mam wrażenie, że VAR jest w takim strachu, że w każdy kontakcie widzi faul. Karny na Fornalczyku teraz to, absurd!" - skomentował na Twitterze Tomasz Łapiński, były reprezentant Polski oraz piłkarz Widzewa, a obecnie ekspert telewizyjny.
Po przerwie mecz zwolnił. Trochę częściej zagrożenie tworzyli piłkarze Widzewa, ale długo brakowało konkretów. W 63. minucie blisko strzelenia bramki był Sebastian Bergier, którego strzał głową przeleciał tuż obok słupka. I gdy wydawało się, że Widzew powoli zmierza do strzelenia gola, to bramkę zdobyła Cracovia. Bohaterem kibiców gospodarzy w 69. minucie został Martin Minczew.
Po tej bramce Cracovia walczyła przede wszystkim o utrzymanie korzystnego dla siebie wyniku. I to się jej udało. Gospodarze wygrali 1:0, co oznacza, że mają 10 punktów i w tabeli zrównali się z liderującą Wisłą Płock. Ten wynik to duże rozczarowanie dla Widzewa, który przed startem tego sezonu mocno się wzmocnił, a na razie gra w kratkę.