Dwa gole stracone w doliczonym czasie gry i porażka 2:3 zamiast zwycięstwa 2:1 w meczu o przysłowiowe sześć punktów (choć w tym wypadku to nawet o więcej). Potworny cios przyjęła w poprzedniej kolejce Stal Mielec z rąk Lechii Gdańsk i na własne życzenie osiadła na ostatnim miejscu w tabeli. Wielu zdążyło ją od tamtej pory okrzyknąć kandydatem nr 1 do spadku i niebezpodstawnie. Jeśli mielczanie chcieli jeszcze udowodnić im błąd, potrzebowała zwycięstw i to szybko.
Najlepiej już w starciu z Górnikiem Zabrze. Górnikiem, który przed Wielkanocą zwolnił trenera Jana Urbana i dał szansę jego asystentowi Piotrowi Gierczakowi. Zespół ze Śląska nie gra już w tym sezonie o nic konkretnego, bo ani spadek im nie grozi, ani podium, więc może szykować grunt pod kolejny. Co oczywiście nie oznacza, że zamierzali przyjechać do Mielca i dać się zlać potrzebującemu.
W pierwszej połowie ogólnie nikt nikogo nie chciał zbytnio krzywdzić. Pierwsze pół godziny mogło posłać do snu każdego, kto oglądał to spotkanie. Poza mocnym strzałem Lukasa Podolskiego z rzutu wolnego (wybronił Jakub Mądrzyk), nie działo się niemalże nic. Dopiero w końcówce pierwszej połowy Górnik mocniej przycisnął, a dwie doskonałe sytuacje zmarnował Luka Zahović, strzelając choćby wysoko nad poprzeczką w sytuacji sam na sam z bramkarzem.
Stal? Nie pokazała w pierwszej połowie nic, co mogłoby dawać jej nadzieję na utrzymanie. Mogła za to skończyć ją w "10", gdy w doliczonym czasie gry Ivan Cavaleiro sfaulował Dominika Sarapatę. Sędzia Tomasz Musiał długo oglądał to na monitorze VAR, faul w rzeczy samej brzydki, choć dość przypadkowy. Możliwe, że to właśnie tak przypadkowość uratowała gracza Stali, który obejrzał jedynie żółty kartonik.
Po przerwie tempo meczu znów spadło, a że i wcześniej nie porywało, to nie oznaczało to niczego dobrego dla oglądających. Jedynie strzał Pyrego Hannoli z 61. minucie, który mimo rykoszetu niemalże cudem wybronił Filip Majchrowicz, podniósł na chwilę ciśnienie kibicom. Pocieszać można się było tym, że był już w tej kolejce mecz Puszczy Niepołomice z Radomiakiem Radom (2:2), który przez większość czasu był paskudnie nudny, aż nagle między 85. a 91. minutą padły trzy gole.
Tutaj się na coś takiego nie zanosiło, ale Stal do siatki trafiła. Problem w tym, że trafienia nie uznano. W 71. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Mateusz Matras zgrał piłkę do Guillaumiera i reprezentant Malty pokonał z bliska Majchrowicza. Sędzia liniowy jednak wychwycił, a VAR potwierdził, że Matras był na maleńkim spalonym. Stal prowadzenia nie objęła, a sześć minut później grała w "10" po drugiej żółtej kartce dla Piotra Wlazły.
W końcówce Stal Mielec miała całą serię stałych fragmentów gry i nawet po dośrodkowaniu z rzutu wolnego groźnie uderzał Guillaumier, jednak Filip Majchrowicz postanowił, że nie wpuści dziś gola (przepisowego) i koniec. Tego postanowienia trzymał się do końca. Stal zremisowała 0:0 i nie wykorzystała w pełni porażek Śląska Wrocław (0:2 z GKS-em Katowice) oraz Lechii Gdańsk (1:2 z Legią Warszawa). Nadal są na ostatnim miejscu w tabeli. Górnik zachował 9. miejsce.