Raków Częstochowa i Lechia Gdańsk znajdują się na kompletnie przeciwległych końcach tabeli PKO Ekstraklasy, ale wiosną nie dzieli ich już tak wiele. Oba zespoły przed tym meczem zdobyły po 7 punktów w czterech kolejkach, oba też potrafiły pokonać lidera tabeli Lecha Poznań po 1:0. Częstochowian i gdańszczan łączy też przyjaźń kibiców obu drużyn, chociaż patrząc na początek spotkania goście z Gdańska wzięli tę przyjazn za bardzo do siebie.
Wszystko dlatego, że Lechia w ten mecz weszła dramatycznie. Już po 20 sekundach żółtą kartką ukarany został Maksym Chłań, a rzut wolny, który sprokurował Ukrainiec, w 2. minucie przyniósł pierwszego gola w tym spotkaniu. I znów nie popisali się lechiści, bo po strąceniu piłki przez Patryka Makucha fatalne nieporozumienie Dominika Piły z Szymonem Weirauchem wykorzystał Jonatan Braut Brunes i z najbliższej odległości trafił do siatki.
Goście próbowali szybko odpowiedzieć, ale strzał Bohdana Wjunnyka był niecelny, a gdy sytuację sam na sam wykorzystał efektownie Tomas Bobcek, okazało się, że był na spalonym.
Wraz z upływem pierwszego kwadransa Lechia podarowała Rakowowi kolejnego gola. Tym razem, w 15. minucie pomocnik Lechii Rifet Kapić podał we własne pole karne do... Iviego Lopeza. Ten zaliczył nietypową asystę, bo przewrócił się na piłce, jednak dopadł do niej Braut Brunes i pewnym strzałem skompletował błyskawiczny dublet w tym meczu.
Kilkadziesiąt sekund później Norweg mógł już skompletować hattricka, ale po precyzyjnej, choć bardzo mocnej centrze Frana Tudora nie zdołał celnie skierować piłki do bramki. W kolejnych minutach Raków dość dobrze kontrolował sytuację na boisku, dopuszczając gości do bardzo nielicznych sytuacji, w których nie było groźnych uderzeń na bramkę Kacpra Trelowskiego.
Lechia bardzo aktywnie za to rozpoczęła drugą połowę. Najpierw w polu karnym w starciu z Arielem Mosórem przewrócił się Camilo Mena, ale sędzia Marcin Szczerbowicz uznał to za symulkę Kolumbijczyka. W odpowiedzi nad poprzeczką uderzył z ostrego kąta Ivi Lopez, ale Lechia nie przestawała atakować. Najpierw strzał z kilkunastu metrów Bohdana Wjunnyka odbił Kacper Trelowski, a minutę później po dośrodkowaniu z prawej strony boiska centymetrów zabrakło Tomasowi Bobcekowi, by głową skierować piłkę do siatki.
Po godzinie gry potrzebna była kilkuminutowa przerwa, po tym jak oprawa kibiców Rakowa i Lechii (mając zgodę, siedzieli razem w młynie częstochowian) kompletnie zadomowiła boisko na częstochowskim stadionie.
Tuż po wznowieniu gry kolejnej świetnej sytuacji nie wykorzystał Jonatan Braut Brunes, ale biegnąc sam na sam z bramkarzem, Norweg pogubił się w prowadzeniu piłki i oddał za lekkie uderzenie na bramkę Weiraucha. To się szybko na Rakowie zemściło, bo w 71. minucie Lechia złapała kontakt. Sytuacyjny płaski strzał z kilkunastu metrów Tomasza Wójtowicza po drobnym rykoszecie okazał się niezwykle precyzyjny i zaskoczył Kacpra Trelowskiego.
Tyle że Lechia szybko też postanowiła pozbawić się nadziei na korzystny wynik. Minęły ledwie cztery minuty, gdy po akcji i centrze Ericka Otieno piłkę do własnej siatki skierował wślizgiem Bujar Pllana.
W 83. minucie gry w polu karnym Rakowa zapachniało rzutem karnym po starciu powietrznym Zorana Arsenicia z Tomasem Bobckiem. Chorwat trafił ręką w ucho swojego przeciwnika, ale sędzia Marcin Szczerbowicz nie podyktował jedenastki, nawet gdy został wezwany do monitora przez VAR. Uznał, że Arsenić nie wykonał uderzenia przeciwnika, a cały kontakt wynikał z naturalnego zachowania obrońcy Rakowa w pojedynku powietrznym.
Mecz zakończył się jednak niekorzystnym akcentem dla gospodarzy, bo już w doliczonym czasie gry uraz mięśniowy zgłosił Zoran Arsenić, który po interwencji medycznej wrócił na boisko na ostatnie sekundy, ale nawet nie na swoją newralgiczną pozycję środkowego obrońcy, lecz głównie statystował w samej grze.
Raków Częstochowa pokonał Lechię Gdańsk 3:1 w ostatnim meczu 23. kolejki PKO Ekstraklasy i wrócił na drugie miejsce w tabeli z 44 punktami na koncie i jednopunktową stratą do Lecha Poznań oraz równie niewielką przewagą nad Jagiellonią Białystok. Lechia z 21 punktami nie wykorzystała szansy na wydostanie się ze strefy spadkowej i pozostaje przedostatnia.