Łukasz Piszczek od lat wymieniany jest jako potencjalny kandydat na świetnego trenera. Było tak zresztą jeszcze za czasów jego piłkarskiej kariery. Były prawy obrońca Borussii Dortmund jak dotąd samodzielnie pracował jedynie w ŁKS-ie Goczałkowice-Zdrój w III lidze. Z kolei od początku obecnego sezonu do końcówki stycznia był asystentem Nuriego Sahina w BVB, jednak kadencja Turka okazała się porażką, a Piszczek odszedł razem z nim.
Obecnie były reprezentant Polski wrócił do Goczałkowic-Zdrój i... gra tam jako piłkarz. Nie oznacza to jednak, że jego trenerska kariera jest zakończona. Piszczek zapewne prędzej czy później dostanie gdzieś szansę, a nie da się wykluczyć, że miejscem tym od razu będzie Ekstraklasa. Tak przynajmniej wynikałoby z najnowszych doniesień Marcina Rosłonia.
Komentator Canal+ Sport wziął udział w programie na żywo na kanale portalu Meczyki na Youtube. Rozmowa w pewnym momencie zeszła na temat Widzewa Łódź. Pogrążony w kryzysie sportowym klub nie ma obecnie pierwszego szkoleniowca na stałe. Po porażce 0:4 z Pogonią Szczecin z pracą pożegnał się trener Daniel Myśliwiec, a w starciu z Radomiakiem Radom (1:1) w piątek 28 lutego poprowadził ich tymczasowy szkoleniowiec Patryk Czubak.
Kandydatem nr jeden do objęcia posady w Widzewie wydaje się na ten moment zwolniony w listopadzie ze Śląska Wrocław Jacek Magiera. Jednak zdaniem Rosłonia, Widzew kontaktował się też z Piszczkiem. - Jeszcze pojawiał się temat Łukasza Piszczka w kontekście pierwszego trenera Widzewa. Kiedyś ten "Piszczu" musi zacząć. Na przykład w Ekstraklasie, jako pierwszy trener, gdzie jest pełna odpowiedzialność, gdzie sam to układa, gdzie masz swój sztab. Nie można czekać w nieskończoność na ofertę od pierwszego lipca - powiedział Rosłoń.
Dziennikarz nie ukrywał, że w tej kwestii sporą rolę mogłaby odegrać dobra znajomość Piszczka z Robertem Dobrzyckim. To multimilioner, właściciel formy Panattoni, która jest też sponsorem strategicznym Widzewa. Otwarcie przyznawał, że chciałby zainwestować w klub.
- Nie wiem czy jest tam już oficjalna propozycja, ale naturalnie wydaje się, że przez sponsora i pracę w Dortmundzie, byłby to naturalny ruch. Oczywiście Widzew wiele by zaryzykował, bo jednak mamy przykłady piłkarzy wielkich jak Frank Lampard czy Steven Gerrard, że to przełożenie na samodzielne prowadzenie zespołu jest bardzo ryzykowne - ocenił dziennikarz.