Kamil Glik jest piłkarzem Cracovii od września 2023 roku. Choć 37-latkowi oczywiście daleko do formy z czasów gry w Monaco, czy choćby Torino, bieżący sezon rozpoczął w wyjściowej jedenastce krakowskiego zespołu. Niestety w październiku na jednym z treningów przed meczem z Lechem Poznań (0:2 19 października) stoper zerwał więzadła krzyżowe w kolanie, co oznaczało bardzo długą przerwę w grze.
Glikowi zdarzyło się co prawda kiedyś grać z zerwanymi więzadłami tylnymi. Było to w 2016 roku, co przyznawał sam piłkarz. Jednak uraz urazowi nierówny i tym razem po prostu nie było takiej opcji. W pewnym momencie pojawiła się mała nadzieja, że stoper znów oszukał własny organizm, bo Glik pojechał z Cracovią do Turcji na zimowy obóz przygotowawczy. Jednak trener Dawid Kroczek szybko rozwiał wątpliwości, mówiąc, że piłkarz trenuje co prawda indywidualnie, ale na powrót do gry w meczach w tym sezonie nie ma praktycznie żadnych szans.
Wszystko to stawia duży znak zapytania na przyszłości Glika. Jego kontrakt z Cracovią wygasa wraz z końcem sezonu i może się tak stać, że 1 lipca będzie 37-latkiem bez klubu po zerwaniu więzadeł. Oczywiście z uwagi na jego dokonania ktoś i tak może się skusić na jego zatrudnienie. Pytanie, czy ktoś na tyle poważny, by zainteresować samego Glika. A czy jest jeszcze szansa, że Cracovia mimo wszystko przedłuży z nim umowę? O to w wywiadzie dla Polsatu Sport zapytany został prezes klubu Mateusz Dróżdż.
Działacz był pod ogromnym wrażeniem mentalnego nastawienia obrońcy. Powiedział też, że opcja przedłużenia kontraktu jest, ale pod pewnym warunkiem. - Myślę, że to będzie decyzja całego pionu sportowego. Ja mogę powiedzieć, że pierwszy raz w życiu widzę coś takiego, żeby piłkarz po zerwaniu więzadeł jednych i drugich, w ciągu niecałych trzech miesięcy wracał na boisko. Życzę mu jak najszybszego powrotu na boisko, odzyskania świetnej formy, bo wtedy będzie nam łatwiej rozmawiać o nowym kontrakcie. Ale pamiętajmy też o tym, że czasami pośpiech przy tak poważnych urazach jest złym doradcą - powiedział prezes.
Przypomnijmy, że Dróżdż i Glik nie zawsze mieli ze sobą po drodze. W maju 2024 roku na zakończenie sezonu Cracovia przegrała ze zdegradowanym już Ruchem Chorzów 0:2. Zdaniem Zbigniewa Bońka prezes miał po tamtym meczu wejść do szatni i zarzucić piłkarzom, że się podłożyli. Tłumaczyłoby to wpis Kamila Glika na Instagramie "Wiele razy byłem na dole, ale tak poniżony nigdy...". Prezes został zapytany również i o to.
- Żałuję jednej rzeczy, że nie wiedziałem, iż żegnamy zawodników, którzy odchodzą. Dlatego moment mojej przemowy w szatni był niewłaściwy. Wystarczyło mi przekazać, że żegnamy zawodników, ale generalnie był to dobry czas, aby przekazać, że pewnych rzeczy nie będziemy akceptować. A o słowa Kamila trzeba pytać jego samego. Ktoś może mi zarzucić, że to było nieprzemyślane. Ale nie. To był ostatni moment, tuż po sezonie, na takie słowa - stwierdził Mateusz Dróżdż.