Skoro minister sportu Sławomir Nitras tak walczy, by pieniądze polskich podatników nie były marnowane przez Radosława Piesiewicza w Polskim Komitecie Olimpijskim i przez innych działaczy w związkach sportowych, to w imię patriotyzmu gospodarczego powinien zmierzyć się z jeszcze jedną patologią tzw. zawodowego sportu, który przyssał się do publicznego kurka - pisze Michał Kiedrowski.
Tuż po igrzyskach olimpijskich w Paryżu minister sportu Sławomir Nitras zrobił furorę swoim wpisem o kosztach przygotowań do tej imprezy. Okazało się, że jeden medal kosztował polskiego podatnika 47 mln złotych, bo w ciągu trzech lat od igrzysk w Tokio z budżetu państwa poszło na olimpijskie przygotowania 472 mln złotych.
Pieniądze z kieszeni podatników idą na zawodowy sport
Na tej fali minister jedzie do dziś i walczy o transparentność finansową polskich związków sportowych. Wprowadził m.in. zarządzenie, które zmierza właśnie ku temu - aby było wiadomo, na co idą pieniądze: czy na sportowców, czy na działaczy.