W środku rywalizacji w 1/16 finału Ligi Konferencji z serbskim TSC Backa Topola, mistrz Polski Jagiellonia Białystok dostał znakomitą szansę od losu na to, by dogonić lidera Ekstraklasy Lech Poznań. Po tym, jak "Kolejorz" przegrał u siebie z Rakowem Częstochowa 0:1, zespół Adriana Siemieńca potrzebował wygranej w niedzielę na Chorten Arenie nad Motorem Lublin, w meczu nazywanym przez kibiców obu zespołów "derbami wschodniej Polski".
Goście z Lublina, którzy byli wspierani w Białymstoku przez blisko tysiąc swoich sympatyków, od początku próbowali wykorzystać zaangażowanie Jagiellonii w europejskie puchary, narzucając jej własne warunki gry. Piłkarze Mateusza Stolarskiego, który w starciu dwóch najmłodszych trenerów w Ekstraklasie rywalizował z rok starszym Adrianem Siemieńcem, mogli objąć prowadzenie już w 5. minucie, gdy w dobrej sytuacji znalazł się Michał Król, ale z ostrego kąta nie był w stanie pokonać dobrze dysponowanego Sławomira Abramowicza.
Jagiellonia w pierwszych 30 minutach grała głównie z kontrataku, ale była kilka razy bardzo groźna w tym elemencie. W 10. minucie po akcji indywidualnej Afimico Pululu w bardzo dobrej okazji nad poprzeczką uderzył Jarosław Kubicki, który tego dnia miał wyjątkowy ciąg na bramkę lublinian.
Około 14 tysięcy kibiców w Białymstoku obserwowało wymianę nieskutecznych ciosów, w której dobrze radzili sobie obaj bramkrze. Sławomir Abramowicz w 11. minucie poradził sobie z mizernym strzałem z kilkunastu metrów Samuela Mraza, a Kacper Rosa, były bramkarz Jagiellonii, kilka minut później odbił piłkę po centrostrzale Darko Czurlinowa. Bramkarze Jagi i Motoru byli bohaterami również w kolejnych akcjach obu drużyn, bo Abramowicz świetnie interweniował na linii po główce Piotra Ceglarza w 20. minucie, a sześć minut później po kolejnym kontrataku gospodarzy Rosa zatrzymał w sytuacji sam na sam Jesusa Imaza.
W 29. minucie wreszcie doszło do otwarcia wyniku tego spotkania. Stało się tak za sprawą akcji Polaków z Jagiellonii Białystok. Po centrze w pole karne Cezarego Polaka, zaledwie 16-letni Oskar Pietuszewski świetnie zgrał piłkę głową pod nogi Jarosława Kubickiego, a ten strzałem z pierwszej piłki zaskoczył Kacpra Rosę.
Niedługo po tym, jak Jagiellonia objęła prowadzenie, mecz musiał zostać przerwany. Wszystko z powodu pirotechniki odpalonej przez kibiców z Lublina. Boisko zostało tak zadymione, że nie dało się na nim grać przez blisko kwadrans.
Tuż po wznowieniu gry dalej działo się niewiele dobrego dla beniaminka. W 40. minucie po interwencji VAR sędzia Damian Sylwestrzak wyrzucił z boiska pomocnika gości Sergiego Sampera, który brutalnie zaatakował Oskara Pietuszewskiego. Na szczęście nastolatkowi nic się nie stało, a Motor przez ponad pół spotkania musiał radzić sobie w "dziesiątkę". Wynik przed przerwą już się nie zmienił, a pierwszą część meczu zakończył niecelny strzał z dystansu Michala Sacka.
Druga połowa zaczęła się od kontuzji najlepszego strzelca Motoru Samuela Mraza, który musiał zejść z boiska i jego miejsce zajął Mbaye Ndiaye. Pierwsze minuty po przerwie wskazywały, że dla zaangażowanej w boje pucharowe Jagiellonii może być to podobny mecz, jak jesienią z Widzewem Łódź, gdy Jaga wygrała 1:0 i długo grała w przewadze po czerwonej kartce dla Frana Alvareza, a mimo to nie potrafiła do końca kontrolować boiskowych wydarzeń.
Tym razem było jednak inaczej, a wszystko za sprawą skutecznego kontrataku z udziałem Darko Czurlinowa w 59. minucie. Macedończyk otrzymał dobre podanie na skrzydło od Afimico Pululu i w indywidualnej akcji ściął z lewej strony do środka, by precyzyjnym płaskim strzałem z kilkunastu metrów zaskoczyć Kacpra Rosę.
Motor się nie poddawał i efektem tego była sytuacja stuprocentowa w kontrataku Piotra Ceglarza. Doświadczony skrzydłowy Motoru przegrał jednak pojedynek ze Sławomirem Abramowiczem.
W odpowiedzi po składnej akcji gospodarzy zrobiło się 3:0. W 69. minucie po zablokowanym strzale Lamine'a Diaby'ego Fadigi po raz drugi w tym meczu trafił do siatki Jarosław Kubicki. Pierwotnie gol został nieuznany z powodu minimalnego spalonego, ale kilkuminutowa analiza VAR wykazała, że ofsajdu nie było i pomocnik Jagiellonii mógł się cieszyć z dubletu.
Bramka ta zabiła emocje w stolicy Podlasia na dobre. Kolejnego gola dwukrotnie próbował jeszcze zdobyć Diaby-Fadiga, ale nie zdołał trafić do siatki ani strzałem z kilkunastu metrów, ani uderzeniem głową i wynik na Chorten Arenie pozostał bez zmian.
Jagiellonia Białystok pewnie pokonała u siebie Motor Lublin 3:0, dzięki czemu z 41 punktami zrównała się w tabeli PKO Ekstraklasy z prowadzącym Lechem Poznań. Mistrz Polski pozostaje na drugim miejscu, jako że ma gorszy bilans bramkowy od "Kolejorza". Motor Lublin ma 29 punktów i jest na dziesiątej pozycji.