Czy Legia Warszawa walczy o mistrzostwo Polski? Na to wskazują deklaracje, ale nie czyny. Stołeczny klub przesypia okienko transferowe. Zimą do Warszawy trafili Wahan Biczakczjan oraz Vladan Kovacević. Kadra Legii - zwłaszcza ławka rezerwowych - wygląda po prostu słabo.
Legia wciąż nie ma sensownego napastnika i było to widać przez całą pierwszą połowę meczu z Piastem Gliwice. Drużyna Goncalo Feio nie dała rady oddać nawet jednego celnego strzału. Gospodarze nie grali nic wielkiego, ale to nie szkodzi - tyle wystarczyło, żeby w 40. minucie Jorge Felix pokonał debiutującego Vladana Kovacevicia.
Golkiper, który zastąpił Gabriela Kobylaka mógł się w tej sytuacji spisać lepiej. Piłka po rzucie wolnym trafiła w pole karne Legii i Kovacević ją wypiąstkował. Tylko że zrobił to za słabo, trafiła ona pod nogi Felixa, który od razu uderzył i tym samym pokonał Bośniaka, który nie zdążył wstać, żeby ponownie interweniować.
Po przerwie Legia wciąż miała problemy z tworzeniem konkretnych sytuacji. Nawet gdy potrafiła rozegrać dobrą, szybką akcję - jak w 55. minucie - to nie potrafiła oddać celnego strzału na bramkę. We wspomnianej sytuacji piłka po prostu odbiła się od nogi Bartosza Kapustki. Frantiska Placha musiałoby nie być w bramce, żeby skończyło się to golem.
W 58. minucie powinien być remis, ale Plach w świetny sposób obronił strzał z bliskiej odległości Steve'a Kapuadiego. Piłkarze Legii w końcu zaczęli grać, jakby w końcu zorientowali się, że ich rywalem jest zespół ze środka tabeli. W 60. minucie Kapuadi oddał drugi groźny strzał głową, ale Plach ponownie nie dał się pokonać.
Właśnie na te dwie sytuacje wystarczyło animuszu piłkarzom Legii. W kolejnych minutach Piast dał radę uspokoić grę i mecz znów toczył się głównie w środku pola.
Nic więcej już Legia nie była w stanie zrobić. Piast wiedział, o co walczy i skutecznie wytrwał do celu. Mecz skończył się wynikiem 1:0. To druga wygrana gliwiczan na wiosnę i sprawia ona, że o Piaście już się raczej nie będzie dyskutować w kontekście walki o utrzymanie. A Legia? Z taką grą nie ma co myśleć o mistrzostwie, a rządzący klubem powinni zacząć się obawiać o szanse na awans do europejskich pucharów.