To była 40. minuta spotkania w Warszawie. Wahan Biczachczjan dośrodkował piłkę w pole karne Korony Kielce. Adrian Dalmau próbował wybić piłkę jak najdalej, ale z jego próby wyszło podanie w okolice bramki Rafała Mamli. Tam najlepiej odnalazł się Steve Kapuadi, który uderzył piłkę głową i strzelił gola na 1:1. To była absolutnie szalona pierwsza połowa na stadionie przy ul. Łazienkowskiej 3.
Początek meczu wyraźnie wskazywał na Legię, która miała inicjatywę po swojej stronie i utrzymywała się przy piłce. Pierwszego gola strzelili jednak goście. Wtedy Gabriel Kobylak próbował rozgrywać piłkę od tyłu i zagrał ją do Rafała Augustyniaka. Pomocnik Legii nie przejął jednak piłki przez pressującego Nono. Piłkarz Korony zagrałją do Adriana Dalmau'a, a ten oddał strzał, nie patrząc na bramkarza i po chwili cieszył się z ósmego gola w tym sezonie. To była 22. minuta meczu.
Dwie minuty później Wiktor Długosz ruszył z kontratakiem, po którym mogło być 2:0 dla Korony. Piłkarz gości był jednak faulowany przez Ryoyę Morishitę, a sędzia pokazał Japończykowi czerwoną kartkę. To ze względu na fakt, że Morishita był ostatnim zawodnikiem Legii przed bramkarzem.
Później Korona miała kilka kolejnych okazji, natomiast wynik się nie zmieniał. W 33. minucie Bartosz Kapustka miał świetną sytuację w polu karnym Korony, natomiast uderzył tuż obok lewego słupka. Siedem minut później był wspomniany rzut wolny, po którym gola na 1:1 strzelił Kapuadi.
W samej końcówce pierwszej połowy były dwie sporne sytuacje w polu karnym Korony. Mamla najpierw piąstkował piłkę i zderzył się z Markiem Gualem, a potem faulował Pawła Wszołka. Po sprawdzeniu sytuacji na VAR-ze arbiter podyktował rzut karny dla Legii. Wynik jednak się nie zmienił, bo Augustyniak trafił w słupek.
Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia. Biczachczjan mógł strzelić gola w debiucie w barwach Legii, ale trafił wprost w bramkarza. Chwilę później Wiktor Długosz dwukrotnie wszedł w pojedynek z Kapuadim. W jednej z tych sytuacji dobrze reagował Kobylak, odbijając piłkę do boku. Później tempo meczu spadło na kilkanaście minut.
Zobacz też: Transparent o Nowackiej na całą Żyletę. Oto co zrobili kibice Legii
Bohaterem Korony w drugiej połowie mógł zostać Dalmau. Najpierw Kobylak obronił strzał Hiszpana, a chwilę później napastnik kielczan nieznacznie się pomylił i piłka poleciała tuż nad poprzeczką. W jednej z akcji dobrze pokazał się Mariusz Fornalczyk. Skrzydłowy Korony był w polu karnym Legii i oszukał Radovana Pankova balansem ciała. Wtedy znów dobrze reagował Kobylak.
Ze strony Legii brakowało jednak konkretów. W 81. minucie dobrą okazję miał Claude Goncalves, ale nie chciał strzelać z lewej nogi, a potem w polu karnym Korony powstał chaos, z którego goście wyszli obronną ręką.
Starcie w Warszawie zakończyło się remisem 1:1. Z niego bardziej cieszy się Korona, która ma 19 punktów po 19 meczach i zrównała się punktami z Zagłębiem Lubin, znajdującym się nad strefą spadkową. Z kolei Legia ma 33 punkty i traci osiem do prowadzącego Lecha Poznań.