Legia Warszawa wygrała 3:0 z Zagłębiem Lubin i przedłużyła serię do 10 zwycięstw nad tym zespołem. W spotkaniu nie zabrakło jednak sporych kontrowersji, a te związane były z rzutem karnym podyktowanym w 25. minucie spotkania. Damian Dąbrowski został nabity w rękę piłką przez Marca Guala, a po analizie VAR sędzia Wojciech Myć wskazał na "jedenastkę".
Sytuacja z rzutem karnym wywołała spore kontrowersje, a głos w tej sprawie zabrali eksperci. Jednym z nich był Adam Lyczmański. - Jest kontakt piłki z ręką, natomiast ja twierdzę, że piłka idzie w twarz zawodnika. Jak wiemy, jeżeli poza obrysem ręki jest inna dozwolona część ciała, to nie ma przewinienia. Najgorsze jest to, że wideoweryfikacja jest przy stopklatce. To powinno być pokazane w normalnym tempie - zaczął ekspert Canal+ Sport.
- Sędzia był dobrze ustawiony, na początku podjął dobrą decyzję. Miał wątpliwości. Dla mnie to nie jest "jedenastka" - dodał Lyczmański, a wtórował mu Michał Kołodziejczyk. - Nie jestem w stanie zrozumieć tej decyzji - przyznał wprost.
Swoje zdanie o tej sprawie wyraził także Rafał Rostkowski na łamach TVP Sport. Były sędzia zwrócił uwagę, że Dąbrowski został trafiony w rękę w momencie, kiedy nie zasłaniał nią głowy i prawdopodobnie rzut karny należał się Legii. Z tym że nie jest to efekt zgodności z duchem gry, a przepisów narzuconych przez UEFA.
"Zgodnie z "Przepisami gry" oprócz intencji albo braku intencji zagrania piłki ręką liczy się pozycja ręki oraz kilka okoliczności uwzględnionych w kryteriach oceny kontaktu piłki z ręką. One nie są idealne, te kryteria pozostawiają duże pole do interpretacji, więc wymagają uproszczenia. Tymczasem niedawno UEFA postanowiła sprawę jeszcze bardziej skomplikować" - czytamy w dywagacjach eksperta.
"Inaczej należy traktować kontakt piłki z ręką, gdy piłka zmierza w kierunku bramki, a inaczej, kiedy zmierza w innym kierunku. Z tym trudno się zgodzić, bo tego w "Przepisach gry" nie ma i na razie nie zanosi się na to, żeby wkrótce coś na ten temat w tych regułach się znalazło. Ale fakty są takie, że takimi wskazówkami przejęli się najpierw sędziowie UEFA, a wkrótce później niektórzy pozostali sędziowie z Europy. Na przykład polscy arbitrzy, którzy o nowych wskazówkach usłyszeli na szkoleniach organizowanych przez PZPN" - dodał Rostkowski i wyjaśnił, że na zmianę linii narzuconej przez UEFA wpłynęło zagranie ręką Marca Cucurelli w meczu Niemcy - Hiszpania na Euro 2024.
Rostkowski podsumował, że w sytuacji z meczu Zagłębie - Legia trudno mówić o błędzie sędziego, lecz o "pomysłach i decyzjach władz sędziowskich". Te finalnie przyznały Legii rzut karny, który na bramkę zamienił Bartosz Kapustka, a jego zespół finalnie wygrał 3:0.