Piast Gliwice i Cracovia, czyli zespoły skrajnie różne niczym ogień i woda. W meczach żadnej innej drużyny w Ekstraklasie nie padło tyle goli, co w starciach Cracovii (64). Piast jest tutaj na przeciwnym biegunie (36). Kibice z pewnością liczyli na to, że wygra jednak krakowski polot, a nie gliwicka dyscyplina. Zwłaszcza rzecz jasna fani Cracovii, która może uchodzić za rewelację tego sezonu, ale w końcówce rundy nieco wyhamowała. Trzy ostatnie mecze to tylko jeden punkt i do dość przegrany, bo gola na 1:1 Zagłębie Lubin strzeliło im w 93. minucie, nie grając wcześniej absolutnie nic ciekawego.
Piast miał jednak coś, czego Cracovia nie miała i to wcale nie w dobrym sensie. Konkretnie 120 minut w nogach, po meczu 1/8 finału Pucharu Polski ze Śląskiem. Gliwiczanie z pewnością nie żałowali, bo ostatecznie wyeliminowali Śląsk Wrocław po rzutach karnych (1:1, 8:7 w karnych), ale to dodatkowe zmęczenie z pewnością nie pomagało w obliczu starcia z Cracovią.
Niestety pierwsza połowa była zdecydowanie rodem z meczów Piasta, czyli emocji jak na lekarstwo. Gliwiczanie robili to, co potrafią doskonale, czyli skutecznie, kompaktowo się bronili. Cracovia nie miała za to pomysłu, co na ten fakt poradzić. Mało tego, najlepszą okazję na gola przez te 45 minut miał Piast. Konkretnie w 14. minucie, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego uderzał Tomas Huk i tylko świetna interwencja nogami Sebastiana Madejskiego uratowała gości.
Po przerwie emocji nadal było tyle, co na przysłowiowym grzybobraniu. Piast mógł co prawda całkiem szybko strzelić gola, ale w 51. minucie dobrego dogrania od Arkadiusza Pyrki nie wykorzystał Michał Chrapek, z bliska trafiając prosto w Madejskiego. Ogólnie jednak większość akcji kończyła się albo w rękawicach bramkarzy, albo na aucie bramkowym, albo gdziekolwiek oprócz samej bramki.
Zespołom nie udało się zmienić tego stanu rzeczy do końca spotkania i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Czyli wynikiem zdecydowanie najlepiej oddającym przebieg wydarzeń. Choć "bieg" to tutaj raczej średnio pasujące określenie. Mimo kiepskiej końcówki Cracovia może być jednak zadowolona z rundy, którą skończy co najmniej na piątym miejscu (a nawet czwartym, jeśli Legia nie wygra z Zagłębiem). Piast umościł się w środku tabeli, choć nie mają dużej przewagi nad strefą spadkową (5 pkt).