Mecz Widzewa z Rakowem Częstochowa zapowiadał się na jeden z największych hitów 17. kolejki ekstraklasy. I tak też było. Obie drużyny stanęły na wysokości zadania. Już w pierwszej połowie na łódzkim stadionie oglądaliśmy trzy bramki, po których goście prowadzili 2:1. W drugiej części gry zespół prowadzony przez Daniela Myśliwca doprowadził do wyrównania, przez co emocje były jeszcze większe.
Ostatecznie piłkarze z Częstochowy rzutem na taśmę zwyciężyli 3:2 po golu Jonatana Brauta Brunesa w ostatnich minutach meczu. W jakich okolicznościach Norweg trafił do siatki? "Mogło się wydawać, że napór drużyny Marka Papszuna nie przyniesie żadnych efektów, ale w 94. minucie po dobrze rozegranej akcji Erick Otieno dośrodkował idealnie na głowę rezerwowego Jonatana Brauta Brunesa, a ten strzelając w samo okienko nie dał Rafałowi Gikiewiczowi większych szans" - pisał Jakub Seweryn ze Sport.pl, który szczegółowo zrelacjonował całe sobotnie spotkanie Rakowa z Widzewem.
Nic dziwnego, że Marek Papszun niedługo później pojawił się na konferencji prasowej w bardzo dobrym humorze. W końcu jego drużyna nie przegrała meczu w lidze przez cały wrzesień, październik i listopad! Szczęśliwy nastrój trenera Rakowa bardzo szybko zamienił się jednak w gniew i olbrzymie zdenerwowanie. Wszystko przez pytanie jednego z częstochowskich dziennikarzy, który zapytał Papszuna co myśli o tym, że jego zespół znów ledwie wyszarpuje zwycięstwo tuż przed ostatnim gwizdkiem. Wtedy 50-latek dosłownie nie wytrzymał.
Najpierw kilka razy westchnął z irytacji, po czym rozpoczął długi i ostry monolog. - Ja nie rozumiem tej nomenklatury. Jestem chyba za stary, za głupi na to. To się przyjęło w tym waszym światku, a później kibice to podłapują. To jest głupie, to jest tak płytkie i mizerne, że ja bym taką nomenklaturą w ogóle nie operował. Jak na jakichś blokowiskach, to w ogóle nie przystoi moim zdaniem. To jest słabe - rozpoczął rozdrażniony.
- Nie analizujecie meczów, nie rozbieracie na czynniki pierwsze, tylko często bazujecie na jakichś screenach [...] Nie dostrzegacie, że czasami te mecze są po prostu zamknięte. Ja wiem, że one są brzydkie i trudne do oglądania, ale taka nomenklatura jest słaba, bo nie doceniacie poświęcenia tych zawodników i tego, jaką oni pracę wkładają w to wszystko - dodał po chwili, dziwiąc się, że takie niewygodne, a wręcz agresywne pytanie zadał mu dziennikarz z Częstochowy.
- Trzeba czerpać wzorce z lepszych. Są porządni i klasowi dziennikarze, którzy są merotoryczni, operują faktami, a nie tylko subiektywnym odczuciem i klepaniem obrażających nas banałów. To jest nieakceptowalne - zakończył Papszun. Po 17. kolejkach Raków Częstochowa z 35 punktami jest wiceliderem ekstraklasy.