Poniedziałkowe (21 października) zakończenie kolejki w Ekstraklasie nie było przesadnie emocjonujące. Zarówno Radomiak, jak i Puszcza długo nie potrafiły zrobić nic ciekawego. Różnica była taka, że radomianom ta niemoc przeszła po pierwszej połowie i w drugiej już przeszli do konkretów. Niepołomiczanie natomiast tkwili w bezsile przez cały mecz, potwierdzając, że nie bez przyczyny ostatni raz wygrali w połowie sierpnia.
Wygrana Radomiaka wpisała się w pewien trend. Otóż druga połowa tej kolejki należała do gospodarzy. Zwyciężył Raków, po szalonej końcówce i golu w 103. minucie z Pogonią Szczecin (która nadal ma tylko 1 pkt zdobyty na wyjeździe). Zwyciężył Górnik Zabrze, który tylko w pierwszej połowie miał kłopoty ze Stalą Mielec, ostatecznie triumfując 3:1. Zaś GKS Katowice może ze Śląskiem Wrocław nie wygrał (0:0), ale przynajmniej nie dał też sobie zrobić krzywdy. Wicemistrz Polski nadal czeka na zwycięstwo w lidze (mimo dziesięciu rozegranych meczów) i tkwi na dnie tabeli.
Za to piątek oraz sobota to same triumfy gości. Lech Poznań potwierdził, że w tej chwili jest po prostu najmocniejszy i ograł 2:0 Cracovię. Jagiellonia bez większych problemów sprała Zagłębie w Lubinie 3:1. Motor Lublin i Widzew Łódź zagrali mecz typu "hulaj dusza, piekła nie ma", zapominając o obronie. Przy czym lublinianie zapomnieli o niej trochę bardziej, więc przegrali 3:4. Goncalo Feio wygrał w końcu w lidze, a jego Legia pokonała w Gdańsku Lechię 2:0. Za to Piast Gliwice wygrał też 2:0 w Kielcach, zaś Maciej Rosołek strzelił jednego z piękniejszych goli w życiu (choć przy sporej dozie szczęścia).
Efekty tego wszystkiego? W tabeli widzimy wyraźne Top 4. Lech prowadzi z dorobkiem 28 pkt, a jego przewaga nad czwartą Cracovią to pięć punktów. Ta z kolei ma cztery punkty przewagi nad "peletonem", czyli Legią Warszawa, Pogonią Szczecin i Widzewem Łódź (wszyscy po 19 pkt).
Coraz większe kłopoty ma za to strefa spadkowa. Ostatni ligowy triumf kogokolwiek z trójki Lechia Gdańsk (9 pkt) - Puszcza Niepołomice (8 pkt) - Śląsk Wrocław (5 pkt) to 14 września i wygrana Lechii u siebie z Radomiakiem (1:0). Wicemistrzowie Polski z Wrocławia wciąż czekają. Ostatni raz, gdy ktoś w Ekstraklasie po dziesięciu meczach dalej był bez wygranej to sezon 2005/06 i Arka Gdynia. Zespołowi z Pomorza udało się wtedy utrzymać, ale po barażach z Jagiellonią Białystok, a tego systemu już dziś rzecz jasna nie ma. Śląsk ma więc trudniej, choć też 34 mecze, a nie 30.