Fatalne wieści dla Jagiellonii po meczu z Legią. Kumulacja pecha

Jakub Seweryn
W pierwszej połowie grała głównie Jagiellonia Białystok, w drugiej Legia Warszawa. Efektem jest zasłużony remis 1:1 w hicie 11. kolejki PKO Ekstraklasy. Ten remis raczej nikogo nie zadowala, bo Legia nie skorzystała z potknięcia Lecha Poznań, by się w tabeli do niego zbliżyć. Jagiellonia z kolei może żałować, że lepiej nie wykorzystała czasu dominacji przed przerwą, gdy mogła strzelić więcej niż jednego gola, a do tego straciła dwóch piłkarzy z urazami, w tym powołanego do reprezentacji Polski Mateusza Skrzypczaka.
Oprawa kibiców Jagiellonii Białystok w meczu z Legią Warszawa
jsew

Hit 11. kolejki PKO Ekstraklasy pomiędzy mistrzem Polski Jagiellonią Białystok a Legią Warszawa wypadł w idealnym momencie, po tym jak oba kluby zagrały bardzo dobrze w Lidze Konferencji Europy. W czwartek najpierw Legia ograła u siebie Real Betis Sewilla 1:0 po golu Steve'a Kapuadiego, a niedługo później jeszcze większą sensację sprawiła Jagiellonia, która pokonała na wyjeździe FC Kopenhaga 2:1, zdobywając zwycięską bramkę w ostatniej akcji meczu za sprawą Darko Czurlinowa. 

Zobacz wideo Ultrasi Legii Warszawa w akcji! Europejski poziom

W niedzielę w Białymstoku pod większą presją była drużyna Goncalo Feio, która do obrońców tytułu traciła już sześć punktów, a do prowadzącego w Ekstraklasie Lecha Poznań aż dziesięć. Po wpadce "Kolejorza" z Motorem Lublin warszawianie dostali znakomitą szansę, by nieco do lidera doskoczyć, ale do tego potrzeba było zdobycie terenu aktualnego mistrza, który za kadencji Adriana Siemieńca przez ponad półtora roku przegrał tylko trzy razy w Ekstraklasie - raz z Lechem i dwukrotnie z Cracovią. 

Efektowna kartoniada kibiców Jagiellonii rozpoczęła piłkarski spektakl na dobrym poziomie

Jeszcze zanim piłkarze rozpoczęli piłkarski spektakl przy Słonecznej, z dobrej strony pokazali się kibice Jagi, którzy stworzyli efektowną kartoniadę na trybunie głównej, a nie na "Ultrze", jak to mieli zwyczaj robić. Kartoniada przedstawiała barwy i rok założenia klubu, a na jej środku pojawiła się sektorówka z herbem mistrza Polski. 

Dramat dwóch piłkarzy Jagi. Jednemu może uciec zgrupowanie reprezentacji Polski

Niezależnie od wyniku niedzielny mecz był dramatem dla powołanego do reprezentacji Polski Mateusza Skrzypczaka. 24-letniego obrońcy nie było z powodu kontuzji mięśniowej w spotkaniu w Kopenhadze. Sztab Jagi zapewniał, że lider obrony mistrza Polski będzie gotów do gry z Legią. No i był, ale tylko przez 10 minut, bo następnie padł na murawę i zrozpaczony musiał opuścić boiska. Jego grymas dawał do zrozumienia, że nie jest dobrze i na podstawie tej reakcji można wnioskować, że Skrzypczak prawdopodobnie opuści zgrupowanie kadry. 

Ale to nie był jedyny problem Adriana Siemieńca, bo kilkanaście minut później swój występ zakończył także bardzo eksploatowany w ostatnim czasie Joao Moutinho, co z kolei doprowadziło do debiutu pozyskanego z Kotwicy Kołobrzeg Cezarego Polaka. Bardzo trudnego debiutu, bo od tego momentu Legia bardzo wiele akcji prowadziła jego stroną, w ten sposób też strzeliła w drugiej połowie wyrównującego gola. Siemieniec z kolei miał już tylko jedno okno na zmiany po przerwie, co z pewnością nie pomogło w zarządzeniu meczem. 

Dwie różne połowy. Jagiellonia najpierw błyszczała, potem mocno cierpiała. Wygwizdany Marc Gual zapewnił Legii remis

Pierwsza połowa to był prawdziwy koncert ze strony Jagiellonii Białystok, która narzuciła rywalowi bardzo dużą intensywność gry i była w stanie drużynę Goncalo Feio absolutnie zdominować. Białostoczanie stworzyli sobie sporą liczbę szans bramkowych, ale wykorzystali tylko jedną, gdy po złym wykopie Kacpra Tobiasza piłka od Michala Sacka trafiła do Jesusa Imaza i ten w czystej okazji bramkowej trafił do siatki. 

Sytuacji było więcej i Jaga mogła schodząc na przerwę narzekać, że było tylko 1:0. Szybko okazało się, że w drugiej połowie może się to zmienić. Tak też było, bo w drugiej części spotkania to Legia miała wyraźną przewagę i nie tylko wyrównała, ale mogła też spokojnie zwyciężyć, jednak Jagę uratował świetnie dysponowany Sławomir Abramowicz.

A wyrównującego gola dla Legii strzelił były piłkarz Jagiellonii Marc Gual, który wchodząc na boisko z ławki rezerwowych został wygwizdany i w pewien sposób się za to zemścił, pokonując bramkarza gospodarzy.

Kontrowersje na początek i na koniec. Szymon Marciniak nie reagował

Obie drużyny po tym spotkaniu będą miały swoje pretensje do sędziego Szymona Marciniaka, który podejmował kluczowe decyzje na początku i na końcu meczu. Najpierw, już w 3. minucie upiekło się Radovanowi Pankovowi, który szarpnął za koszulkę uciekającego sam na sam Afimico Pululu. To mogła być czerwona kartka dla Serba i choć tylko dzięki temu Pankov z Kapuadim Francuza dogonili, Marciniak był niewzruszony, a VAR nie zareagował.

Ale to, co wydarzyło się w końcówce, to w pewien sposób wyrównało. Wtedy to Cezary Polak nieostrożnie nadepnął w polu karnym Kacpra Chodynę. Goście domagali się karnego i trzeba przyznać, że był on bardzo blisko, ale koniec końców i oni obeszli się smakiem. Na boisku 1:1, w kontrowersjach też.

Remis niewykorzystanej szansy. Co z Goncalo Feio?

Remis w takich okolicznościach raczej nikogo w pełni nie zadowala, bo jeden i drugi zespół, wykorzystując lepiej swoje momenty, mógł pokusić się o trzy punkty. Koniec końców muszą pogodzić się z jednopunktową zdobyczą. Jagiellonia pozostaje w trzypunktowym kontakcie z prowadzącym Lechem Poznań, podczas gdy Legia traci do niego aż dziewięć punktów. Czy w Warszawie wytrzymają ciśnienie w przerwie na kadrę i dyrektor sportowy Jacek Zieliński z trenerem Goncalo Feio będą mogli pracować dalej? Przekonamy się w najbliższych dniach.

Jakub Seweryn
Więcej o: