Do całego skandalu doszło niemal na samym początku meczu, bo już w trzeciej minucie. Lechia przejęła piłkę i wyprowadziła ekspresową kontrę. Podanie od Wjunnyka pewnym strzałem obok bramkarza na bramkę zamienił Chłań. Gdańszczanie celebrowali bramkę, po czym wszyscy na nowo się ustawili, a Stal zaczęła grę od środka na znak sędziego. I wtedy zaczął się cyrk.
Chwilę po wznowieniu gry arbiter główny Sebastian Krasny nakazał ją przerwać. Nagle pokazał znak VAR i podbiegł do monitora. Okazało się, że w trakcie akcji bramkowej asystujący Wjunnyk pociągał za koszulkę, a co za tym idzie, powalił na ziemię Mateusza Matrasa. Sędzia ostatecznie anulował gola mimo protestów graczy Lechii. Słusznych protestów, dodajmy. Dlaczego?
Otóż w momencie gdy arbiter Krasny anulował trafienie, wedle przepisów nie miał już prawa tego zrobić. Gdy gra zostaje wznowiona od środka na wyraźne polecenie sędziego, gol jest uznany. Słusznie czy niesłusznie, to już wtedy nie ma znaczenia. Powrót do gry oznacza zatwierdzenie decyzji arbitra i nie ma już odwrotu. Jak widać tylko teoretycznie, bo sędziemu Krasnemu nijak przepisy nie przeszkodziły.
Ostatecznie pewna sprawiedliwość została zachowana. Lechii co prawda w 10. minucie nie uznano kolejnego trafienia, tym razem słusznie, bo Wjunnyk był na ewidentnym spalonym. Niemniej i tak do przerwy prowadziła 1:0. W 38. minucie do siatki trafił Dominik Piła, wykorzystując podanie od Chłania. Stal z kolei była blisko już w pierwszej minucie, gdy w 32. sekundzie w słupek trafił Maciej Domański.
Po przerwie o wiele lepiej prezentowała się Stal. Gospodarze mieli idealną okazję na wyrównanie w 51, minucie, ale Serhij Krykun po ograniu bramkarza Szymona Weiraucha nie trafił na pustą bramkę! Kolejne kuriozum tego meczu, choć i tutaj co się odwlekło, to nie uciekło. W 58. minucie przy zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła pod nogi Piotra Wlazło, a ten uderzył z pełną mocą pod poprzeczkę, wyrównując na 1:1.
Stal intensywnie naciskała, kompletnie dominując w starciu z beniaminkiem. Jednak strzały Dadoka czy Wlazły lądowały wszędzie, ale nie w bramce. Aż w końcu nadeszła druga minuta doliczonego czasu gry. Zablokowany strzał Krystiana Getingera wylądował pod nogami Łukasza Wolsztyńskiego, a ten skuteczniejszym uderzeniem dał Stali prowadzenie i zwycięstwo 2:1! Brawa tutaj także za trenerski "nos" dla Janusza Niedźwiedzia, bo Wolsztyński na boisko wszedł jakieś kilkanaście sekund wcześniej.
Gole: Wlazło 58', Wolsztyński 90+2' - Piła 38'
Stal: Mądrzyk - Wlazło, Matras (77. Bagalianis), Senger - Dadok, Knap (66. Hinokio), Guillaumier, Getinger - Domański (90+1. Wolsztyński), Krykun - Szkurin (77. Assayag)
Trener: Janusz Niedźwiedź
Lechia: Weirauch - Piła, Pllana, Olsson, Kałahur - Żelizko - Sezonienko, Kapić, Tsarenko (70. Gueho), Chłań (86. D'Arrigo) - Wjunnyk
Trener: Szymon Grabowski
Żółte kartki: Knap, Guillaumier (Stal) - Pllana (Lechia)