Lechia Gdańsk w tym sezonie wróciła do ekstraklasy. I jak do tej pory nie radzi sobie zbyt dobrze. Po siedmiu kolejkach ma na koncie tylko jedno zwycięstwo i znajduje się w strefie spadkowej. Kolejną okazję na zdobycie ważnych punktów miała w sobotę o godzinie 14:45. Tego dnia podejmowała u siebie Radomiaka Radom, który jest w podobnej dyspozycji.
Od początku meczu dużo lepsze wrażenie sprawiali gospodarze. Częściej utrzymywali się przy piłce i stwarzali więcej groźnych akcji. Radomiak natomiast został zepchnięty do defensywy. Z biegiem czasu spotkanie bardziej się wyrównało i ekipa gości zaczynała radzić sobie coraz lepiej. Gdańszczanie wciąż oddawali jednak groźniejsze strzały.
Pod koniec pierwszej połowy najlepszą okazję do objęcia prowadzenia miał Radomiak. W doliczonym czasie gry Leonardo Rocha oddał strzał głową, który świetnie wybronił Szymon Weirauch. Ostatecznie nic więcej się już nie wydarzyło i do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis.
W drugiej połowie znów lepiej wyglądała Lechia, co wreszcie przyniosło oczekiwane skutki. W 56. minucie gospodarze ruszyli z kontratakiem, po którym Maksym Chłań zdobył bramkę. Wcześniej jednak Camilo Mena był faulowany w polu karnym. Sędzia nie uznał gola i wskazał na jedenasty metr, co mogło zakończyć się skandalem, gdyby Lechia nie wykorzystała rzutu karnego. Do wykonania podszedł sam poszkodowany i pewnie pokonał bramkarza. "Nie chcę nawet myśleć, jak sędziemu Sylwestrzakowi spadł kamień z serca, gdy VAR nie cofnął mu tego karnego" - napisał Przemysław Langier.
W dalszej części spotkania Lechia nadal miała przewagę, ale ostatecznie więcej goli już nie padło. Ekipa z Gdańska zdobyła bardzo ważne trzy punkty, dzięki którym chwilowo wydostała się ze strefy spadkowej. Aktualnie znajduje się na 13. miejscu z dorobkiem ośmiu punktów. Radomiak natomiast zajmuje 15. pozycję i ma na koncie sześć punktów.
Lechia Gdańsk 1:0 Radomiak Radom
Strzelcy: Camilo Mena (59')