Sobota z ekstraklasą dostarczyła kibicom pełnego wachlarzu emocji. Fani dostali najpierw dużą dawkę nudy - przerwaną sytuacją, po której padł nieuznany gol Konrada Stępnia - w meczu Motoru Lublin z Puszczą Niepołomice, żeby niedługo później dostać jedno z najbardziej szalonych spotkań tego sezonu. W meczu Cracovii z Górnikiem Zabrze zobaczyliśmy pięć goli, dwie nieuznane bramki oraz dwie czerwone kartki!
Podobnych emocji nie dostarczył mecz Piasta Gliwice z Zagłębiem Lubin. Pierwsza połowa tego spotkania toczyła się dość leniwie. Wydawało się, że piłkarze na przerwę zejdą z wynikiem 0:0, ale wtedy sprawy w swoje ręce wziął Damian Kądzior. Pomocnik gospodarzy oddał przepiękny strzał z linii pola karnego. "Stadiony świata to, co teraz zrobił skrzydłowy Piasta! Kapitalna bramka!" - emocjonował się komentator Canal+.
Waldemar Fornalik miał kłopot. W przerwie musiał znaleźć sposób na to, żeby prowadzeni przez niego piłkarze znaleźli metodę na jego były klub. W 60. minucie przez chwilę wydawało się, że lubinianie będą mieć doskonałą okazję do wyrównania. W polu karnym w rękę został trafiony Grzegorz Tomasiewicz. Po analizie VAR Paweł Raczkowski nie zdecydował się jednak na podyktowanie rzutu karnego. Piast ostatecznie gola nie stracił, dzięki czemu awansował do czołówki. Z 11 punktami ma tyle samo punktów, co trzeci Widzew Łódź i drugi Raków Częstochowa.
Największą sensację mamy jednak na pozycji lidera. Niespodziewanie znajduje się tam Cracovia, która notuje świetny początek sezonu. Dla podopiecznych Dawida Kroczka jest to najlepszy start w ekstraklasie od lat. Jak zauważył na Twitterze profil "Piłkarskie Statystyki" ostatni raz tak dobrze było... w 1949 roku.
Krakowska drużyna będzie liderem przynajmniej do jutra. Punktowo w tej kolejce mogą się z nią zrównać tylko Legia Warszawa, Pogoń Szczecin oraz Lech Poznań. Dwie ostatnie drużyny zagrają ze sobą w niedzielę o 17:30.
Ciekawie jest też na samym dole tabeli. Ostatnie miejsce zajmuje Lechia Gdańsk, która na razie nie potrafi znaleźć metody na ekstraklasowych rywali. W piątek podopieczni Szymona Grabowskiego przegrali 1:2 z Rakowem Częstochowa, choć do 87. minuty prowadzili 1:0. Lepsza - ze względu na bilans bramkowy - jest Korona Kielce, która może opuścić strefę spadkową. Wystarczy, że w poniedziałek pokona u siebie Stal Mielec. Tuż nad miejscami zagrożonymi spadkiem niespodziewanie znajduje się wicemistrz Polski. Śląsk Wrocław wciąż czeka na pierwsze trzy punkty w tym sezonie. W tej kolejce będzie trudno o zwycięstwo, bo w niedzielę o 20:15 wrocławianie grają z Legią.