Jedna wypowiedź wywołała burzę wokół klubu Ekstraklasy. Zapadła kluczowa decyzja

Zamiast rewolucji zmiana strategii. Nowy kontrakt Waldemara Fornalika czeka już tylko na akceptację rady nadzorczej Zagłębia Lubin. Na swoim stanowisku pozostaje także dyrektor sportowy Piotr Burlikowski, który pracuje nad letnimi ruchami kadrowymi w zespole "Miedziowych". Po przyjściu nowego prezesa Pawła Jeża zmieni się tylko podejście Zagłębia do kluczowych spraw sportowych.

Były szumne zapowiedzi, duże transfery, a skończyło się jak zwykle. Zagłębie Lubin, jak mówił nam dyrektor sportowy Piotr Burlikowski, chciało w sezonie 2023/24 zmienić "mentalność drużyny", która niemalże co roku jest ligowym średniakiem, niespecjalnie starającym się lepszy wynik. Nic z tego jednak nie wyszło, lubinianie zajęli ósme miejsce, ale nawet nie podjęli próby awansu do TOP7, gdzie przecież znalazły się takie kluby, jak nowy mistrz Jagiellonia Białystok, wicemistrz Śląsk Wrocław czy Górnik Zabrze, niemające większego potencjału od "Miedziowych".

Zobacz wideo Polska MEGAMOCNYM zespołem! Probierz już się odgraża

Jeszcze do 30. kolejki bardzo przeciętnie grający piłkarze Waldemara Fornalika byli daleko od przypieczętowania sobie utrzymania w ekstraklasie na kolejny sezon. W samej końcówce zaliczyli jednak serię czterech zwycięstw z rzędu, m.in. na niegrającymi już o nic Widzewem Łódź i ŁKS, co dało im na koniec rozgrywek ósmą lokatę.

I pewnie sezon lubinian przeszedłby bez większej uwagi, gdyby nie późniejsze wypowiedzi dyrektora sportowego Piotra Burlikowskiego, który rozsierdził klubową społeczność stwierdzeniami, że drużyna ogólnie poczyniła zadowalający postęp, bo po dziewiątym miejscu w sezonie 22/23 była w stanie teraz wywalczyć ósmą lokatę. 

Być może było to robienie dobrej miny do złej gry, bo w związku ze zmianą władzy w kraju, doszło do przetasowań także we władzach Zagłębia Lubin, gdzie wciąż dominującą pozycję ma państwowa spółka KGHM. Do klubu przyszedł nowy-stary prezes Paweł Jeż, a i pozycje Burlikowskiego i Fornalika były bardzo niepewne.  Tym bardziej, że obaj byli mocno krytykowani przez mających dość totalnej przeciętności kibiców Zagłębia. Dodatkowo w wywiadzie z kanałem Meczyki Burlikowski przejechał się m.in. po fanach Zagłębia, dziennikarzach działających wokół klubu, a nawet "oskarżył" obecnego prezesa Cracovii Mateusza Dróżdża o "kradzież medalu".

W kontekście zastąpienia Burlikowskiego mówiło się sporo o działającym od lat w dolnośląskim futbolu Krzysztofie Paluszku. Kandydatami na nowego trenera Zagłębia byli z kolei Dawid Szulczek czy Mariusz Lewandowski. 

Zamiast rewolucji zmiana strategii. Zagłębie stawia na tych samych ludzi, ale chce innych efektów

Szybko okazało się, że kibice Zagłębia nie mają co liczyć na głębsze zmiany w swoim klubie. Kilka dni temu w mediach pojawiła się informacja, że klub ostatecznie przedłuży kontrakt z trenerem Waldemarem Fornalikiem. Tak też się stanie, umowa zostanie przedłużona o rok i choć na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia, to wszystko za sprawą oczekiwania na potwierdzenie nowego kontraktu przez radę nadzorczą Zagłębia.

Letnie ruchy kadrowe w Lubinie nadzoruje też nadal dyrektor sportowy Piotr Burlikowski. Jego również nowy prezes Paweł Jeż ma pozostawić na obecnym stanowisku. Burlikowski nie ma jednak co liczyć na możliwości, które miał przed rokiem, gdy mógł wykupić Dawida Kurminowskiego, czy też pozyskać takich piłkarzy jak Mateusz Wdowiak, Michał Nalepa, Juan Munoz, Serhij Bułeca i Damian Dąbrowski.

Wszystko dlatego, że Zagłębie mimo braku zmian kadrowych w pionie sportowym, ma przyjąć inną politykę kadrową. Klub, który w ostatnim czasie zatracił jakąkolwiek tożsamość, ma wrócić do szerszego stawiania na piłkarzy ze swojej akademii, podczas gdy w zeszłym sezonie Waldemar Fornalik stawiał regularnie co najwyżej na dwóch - Tomasza Pieńkę i Bartłomieja Kłudkę. Co więcej, jeden i drugi w tym czasie zaliczyli prędzej regres niż postęp i mają za sobą słaby sezon. Pozostali piłkarze, poza bramkarzem Szymonem Weirauchem na początku rozgrywek, nie mogli liczyć na większe szanse od byłego selekcjonera, za co też mieli do niego pretensje fani "Miedziowych". To ma się zmienić, a przynajmniej takie są ustalenia prezesa Jeża z Fornalikiem i Burlikowskim.

Potencjał na pewno jest, bo Zagłębie jest klubem, który ma obecnie najsilniejsze rezerwy w Polsce. Akademia "Miedziowych" od dawna jest uważana za czołową w Polsce, szczególnie pod względem infrastrukturalnym. Tyle że obecnie nie przekłada się to na żadne efekty w futbolu seniorskim, co także nie podoba się głównemu sponsorowi klubu - KGHM.

Trudno jednak się spodziewać, żeby lubinianie w końcu zdołali przełamać swoją niemoc i w przyszłym sezonie dołączyli do szerokiej czołówki ekstraklasy. Tym bardziej że z klubu do Legii Warszawa za około 850 tysięcy euro przeniesie się niekwestionowany lider "Miedziowych" w klasyfikacji kanadyjskiej - Kacper Chodyna. Ten transfer, podobnie jak poprzednie wymienione ruchy, jest już praktycznie przesądzony.

Niemniej, w zakończonym sezonie nikt tego się też nie spodziewał w ligowej czołówce Jagiellonii Białystok czy Śląska Wrocław. Tą drogą chce podążyć Zagłębie, które śladem wymienionych drużyn chce przestać być zespołem bezbarwnym, o którym trudno powiedzieć, by miał jakąś dobrą cechę. A wynik sportowy ma być tego efektem, a nie celem samym w sobie. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.