Borek potwierdza słowa Bońka. Potężna afera w szatni Cracovii

- Wiadomo, że [Mateusz Drożdż, red.] wszedł do szatni i miał straszne pretensje do piłkarzy, że prawdopodobnie ułożyli się, było im to na rękę [żeby przegrać z Ruchem, red.], a on jako klub stracił 400 tys. złotych - mówił Zbigniew Boniek, rozpętując wielką aferę. Szybko do jego słów odniósł się sam zainteresowany i w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" zdementował pomówienia. Ale na tym sprawa się nie kończy. Nowe kulisy ujawnił Mateusz Borek.

Ostatnia kolejka ekstraklasy przyniosła mnóstwo emocji. Walka o mistrzostwo Polski toczyła się zaciekle między Jagiellonią Białystok a Śląskiem Wrocław. Finalnie to pierwsza z drużyn triumfowała, ale to nie o niej mówi się najwięcej. Uwagę zwróciło wyjazdowe starcie Cracovii z Ruchem Chorzów. W nim goście ponieśli druzgocącą porażkę 0:2, po której nie wytrzymał sam Kamil Glik. "Wiele razy byłem na dole, ale tak poniżony nigdy..." - napisał obrońca. Wydawało się, że słowa te były zwyczajnym wyrazem frustracji po przegranej. Inny powód dość sensacyjnie podał Zbigniew Boniek. I to właśnie jego teoria rozpętała burzę.

Zobacz wideo Zenon Martyniuk wyznaje: To moja miłość

Prezes Cracovii się tłumaczy. "To kompletne bzdury"

Boniek ujawnił, że po meczu prezes Mateusz Dróżdż miał zarzucić piłkarzom, że ci ustawili spotkanie. I to właśnie te słowa miały zaboleć Glika. - Prawda jest taka, że podobno wczoraj, to znaczy nie podobno. Wiadomo, że [Mateusz Dróżdż, red.] wszedł do szatni i miał straszne pretensje do piłkarzy, że prawdopodobnie ułożyli się, było im to na rękę [żeby przegrać z Ruchem, red.], a on jako klub stracił 400 tys. złotych - mówił Boniek w "Prawdzie Futbolu".

Dodał też, że nie rozmawiał na ten temat z Glikiem, ale jego zdaniem wpis właśnie tego dotyczył. Takim informacjom zaprzeczał sam Dróżdż. Udzielił wywiadu dla "Przeglądu Sportowego", w którym podkreślił, że Boniek się myli, a on nie zarzucił nic zawodnikom.

- Mam wrażenie, że część środowiska próbuje mnie atakować, tymczasem to są kompletne bzdury. Po meczu z Ruchem porozmawialiśmy po męsku, ale nie padły ani razu argumenty, że mecz został ustawiony czy sprzedany. Najpierw przemówił trener, potem ja. Powiedziałem, oczywiście w męskich słowach, że jeśli mamy tworzyć gen zwycięstwa, Cracovia nie może przegrywać takich spotkań. Że musimy dawać z siebie wszystko, nawet jak gramy z beniaminkiem - mówił. Przyznał też, że rozmawiał z Glikiem i nie było między nimi "złej krwi".

Mateusz Borek potwierdza doniesienia Bońka

Te tłumaczenia prezesa, jak i oświadczenie rzeczniczki klubu na X, która zapowiedziała "kroki prawne" wobec osób, które będą rozpowszechniać nieprawdziwe informacje w sprawie, najprawdopodobniej nie zamkną sprawy. Dość sensacyjne informacje przekazane przez Bońka potwierdził Mateusz Borek w "Mocy Futbolu". Wyjawił też nowe szczegóły tej sprawy.

- Po pierwsze, wydaje mi się, że ktoś tak znaczący w polskim i europejskim futbolu, czyli Boniek, nie pozwoliłby sobie na tak mocne zdanie, gdyby nie miał powodów, dowodów, przeświadczenia. Po drugie, zapytałem kilku ludzi bezpośrednio zaangażowanych w tę sytuację i oni potwierdzają słowa prezesa Bońka. To nie było na zasadzie "sprzedaliście", tylko między słowami jakaś sugestia, która mocno dotknęła Kamila Glika - ujawnił dziennikarz.

I na tym nie zakończył. Jego zdaniem może dojść nawet do przedwczesnego zakończenia współpracy Glika z Cracovią. Jedynym ratunkiem jest to, że panowie, a więc piłkarz i prezes, sobie wszystko wyjaśnią. - Strasznie go [Glika, przyp. red.] to ubodło, zabolało - dodawał. - Nigdy nie można mu zarzucić, że nie chce wygrać, że nie walczy do ostatniej minuty, albo że w ogóle byłby zainteresowany wynikiem meczu, który nie wynika z tego, co dzieje się na boisku. To nie jest Glik. On to potraktował jako plaskacz, potwarz - zakończył.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.