Trener Jagiellonii rozdarty dramatem przyjaciela. "Nie wiedziałem, jak się mam zachować"

Jakub Seweryn
- Odpuśćcie już nam, chcemy poświętować! - "narzekał" z uśmiechem na ustach Taras Romanczuk, kapitan mistrzowskiej Jagiellonii Białystok, który sam się określił "jednym z najszczęśliwszych ludzi w Polsce". - To jest tak niesamowite uczucie... - wzdychał szkoleniowiec Jagi Adrian Siemieniec. Ale on z kolei nie był też obojętny wobec dramatu swojego przyjaciela Dawida Szulczka z Warty Poznań, który w cieniu sukcesu drużyny z Białegostoku przeżywał spadek z ekstraklasy.

Jagiellonia mistrzem Polski 2023/24, Białystok najszczęśliwszym miastem w Polsce. Po sobotnim zwycięstwie nad Wartą Poznań 3:0 "Duma Podlasia" sięgnęła po pierwsze w historii klubu mistrzostwo. Ale gdy na płycie stadionu radość piłkarzy i kibiców była niepohamowana, tak na konferencji prasowej, w której wzięli udział trener Adrian Siemieniec, Taras Romanczuk i Dominik Marczuk, było wyjątkowo spokojnie. 

Zobacz wideo Oto plany transferowe Jagiellonii

Szampana na konferencji nie było, ale pojawiły się łzy szczęścia. "To jest tak niesamowite uczucie..."

Tym razem nie było "oklepanego" wparowania piłkarzy z szampanem. Przyglądając się jednak bliżej, na twarzach zainteresowanych była ogromna radość. Z oblicza Adriana Siemieńca nie znikał uśmiech satysfakcji, oczy kapitana drużyny Tarasa Romanczuka wręcz się zaszkliły. Cała trójka z Dominikiem Marczukiem została przywitana brawami również przez dziennikarzy po historycznym sukcesie. 

- Emocje jeszcze buzują. Nie ukrywam, że jestem teraz jednym z najszczęśliwszych ludzi w Polsce - przyznawał Romanczuk, który złotym medalem za mistrzostwo Polski uczcił dziesięć lat gry w klubie z Białegostoku. -  Długo na to pracowałem. Chciałem podziękować za to sztabowi i trenerowi, bo po pierwszej kolejce i porażce 0:3 z Rakowem oni i tak w nas uwierzyli, że jesteśmy dobrymi zawodnikami i potrafimy grać w piłkę. Myślę, że umieliśmy się za to odpłacić.

- No... O samym spotkaniu mówić nie będę, bo nie wiem, czy to ma jakikolwiek sens - zaczął z uśmiechem na ustach Adrian Siemieniec. Później dziękował rodzinie, drużynie, kibicom i władzom Jagiellonii, z naciskiem na dyrektora sportowego Łukasza Masłowskiego.

- To właśnie Łukasz uwierzył w miłego, sympatycznego i skromnego trenera z rezerw Jagiellonii, który nie osiągał specjalnie wybitnych wyników. Coś widocznie miałem takiego w sobie, że mi zaufał i przekonał ludzi w klubie, że warto dać mi szansę. Dzisiaj możemy dzięki temu świętować - tłumaczył.

- To jest tak niesamowite uczucie... Jestem tu już trochę i wiem, co to znaczyło dla tego miasta, dla tych ludzi. Dwa razy byli od tego sukcesu o włos. Potem graliśmy w finale Pucharu Polski i też było o włos. Tyle razy byłeś tak blisko, a finalnie tego nie masz. Pierwsze historyczne mistrzostwo Polski będzie zawsze tym pierwszym historycznym. Dzisiaj przeszliśmy do historii, zapewniliśmy sobie nieśmiertelność, to niesamowite - emocjonował się Siemieniec, zastrzegając jednak, że jest mu przykro z powodu niepowodzenia jego przyjaciela Dawida Szulczka, którego Warta Poznań meczem z Jagiellonią spadła z ekstraklasy.

- Wiemy, co te rozstrzygnięcia spowodowały w przypadku Warty Poznań i jakie miały konsekwencje dla mojego przyjaciela Dawida Szulczka. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem, jak się mam zachować. Po naszej stronie ogromna radość, euforia, niewiarygodne osiągnięcie, a po drugiej smutek i rozpacz. Dla mnie idealnym scenariuszem byłoby to, gdybyśmy my zdobyli mistrzostwo Polski, a Warta finalnie się utrzymała. Niestety dla Warty, tak się nie stało, ale wierzę, że wrócą po tej sytuacji silniejsi i sobie poradzą. To dobrzy ludzie, w życiu czasami tak bywa - zaznaczał.

Konferencja Żółto-Czerwonych trwała około piętnastu minut. - Odpuśćcie już nam, chcemy poświętować! - żartował Taras Romanczuk. - Cieszmy się chwilą. Trenerowi mówiłem, że jestem doświadczonym zawodnikiem i mam coraz mniej treningów przed sobą w swoim życiu. Doceniam każdy trening i gdy nie wygrywam na treningu, to jestem mega wkurzony. Czasami zachowuję się jak dziecko, ale ambicja i emocje czasami wychodzą na pierwszy plan.

Dominik Marczuk rok temu kończył sezon w pierwszej lidze w Stali Rzeszów, gdzie wcale nie grał "od dechy do dechy", a brał udział w ledwie połowie meczów Stali. Dziś z 6 golami i aż 13 asystami jest jednym z liderów mistrza Polski i gwiazdą ekstraklasy. 

- To pokazuje, jak piłka jest przewrotna i jak wysoko można zajść ciężką pracą. Skłamałbym, gdybym powiedział, że spodziewałem, jak to się potoczy i będę miał takie liczby. Ale uważam, że mógłbym mieć jeszcze lepsze. Teraz jest czas na świętowanie, ale przyjdzie też czas na analizę całego sezonu. Cieszę się z tego, co tu i teraz. Wygraliśmy ten mecz, jesteśmy mistrzami Polski i idziemy świętować - skwitował 20-letni skrzydłowy. 

Smutek i rozpacz w Warcie Poznań. "Dopiero na ostatnie 30 minut sezonu wylądowaliśmy w strefie spadkowej"

Jakże inny był nastrój trenera Warty Poznań Dawida Szulczka, który na konferencję prasową przyszedł zdołowany, z trudem wykrztuszając kolejne słowa. 

- Gratulacje dla Jagiellonii za mistrzostwo Polski. Graliśmy z najlepszą drużyną w kraju, grającą z fantazją, polotem, zdobywającą bramki z fantastyczną łatwością. Nam to z kolei przychodziło bardzo ciężko. Jagiellonia ma świetnego trenera, kapitalnego człowieka na tym stanowisku. Graliśmy dziś o życie z najlepszymi. Mieliśmy wszystko w swoich rękach w ostatnich dwóch kolejkach… - wymieniał Szulczek.

- Długą drogę przebyliśmy, a dopiero na ostatnie 30 minut tego sezonu wylądowaliśmy w strefie spadkowej, gdy przez dwa lata byliśmy poza nią - nie ukrywał, bijąc się w pierś. -  Wszyscy dawaliśmy, co mogliśmy. Zrobiłem wiele błędów po drodze, nie tylko zawodnicy na boisku. Ja też mogłem inaczej zareagować, coś inaczej zrobić. Czasu nie cofniemy, spadliśmy z ligi i zobaczymy, co każdemu z nas życie przyniesie. Nie udało się oszukać przeznaczenia. Dwa pierwsze sezony były fantastyczne, ten był trudny i kończy się fatalnie.

Jeden z dziennikarzy poprosił jednak o przeanalizowanie tego, co się wydarzyło w ostatnich kolejkach z klubem z Poznania. Szulczek nie był w stanie tego zrobić. - Dałem temu klubowi tak wiele, że teraz nie umiem analitycznie podejść dzisiaj do tematu, grają mną za bardzo emocje - zakończył.

Czy Jagiellonia Białystok awansuje do fazy grupowej europejskich pucharów?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.