Trener Jagi zareagował na oprawę kibiców. I tak mu zostało na cały mecz [WIDEO]

Jakub Seweryn
Była godzina 19:25, gdy przy Słonecznej w Białymstoku wybrzmiał ostatni gwizdek sędziego Pawła Raczkowskiego. Ale świętowanie historycznego tytułu mistrza Polski rozpoczęło się tak naprawdę znacznie wcześniej! Gdy w 26. minucie spotkania do siatki Warty trafiał na 3:0 Jesus Imaz, wszyscy na stadionie wiedzieli, że to mistrzostwo nie może się już wymknąć drużynie Adriana Siemieńca. Jagiellonia Białystok pokonała Wartę Poznań 3:0 i po raz pierwszy w 104-letniej historii klubu została mistrzem Polski! "Mistrz, mistrz, Jaga mistrz!"

Wielka euforia lub wielki smutek - przed meczem ostatniej kolejki w Białymstoku wszyscy zdawali sobie sprawę, że na koniec żadnej opcji pośredniej nie będzie. Ponad 22 tysiące kibiców wypełniło szczelnie Stadion Miejski przy ulicy Słonecznej pełni wiary, że tym razem się uda! Tym razem, bo w 2015, 2017 i 2018 roku to pierwsze, smakujące zawsze najlepiej mistrzostwo Polski uciekało w ostatnich kolejkach. Nikt w stolicy Podlasia nie chciał już wspominać "co by było, gdyby", wszak Jagiellonia miała wszystkie karty w swoich rękach. Przy zwycięstwie nad Wartą nic, absolutnie nic nie mogło jej odebrać upragnionego tytułu, dlatego też podopieczni Adriana Siemieńca kalkulować nie zamierzali i jak pokazał sam mecz, od razu zabrali się za wykonanie swojego zadania. 

Zobacz wideo Oto plany transferowe Jagiellonii

"Bo wszystko, co w życiu dobre, zaczyna się od marzenia". Marzyciele z Białegostoku z tytułem

Mistrzostwo Polski było dla każdego kibica Jagiellonii Białystok najskrytszym marzeniem. Kiedy Jaga w 2007 roku meldowała się w ekstraklasie po kilkunastu latach przerwy, nikt nawet nie śmiał myśleć o tym, żeby "Żółto-Czerwoni" mogli zostać najlepszą drużyną w Polsce. Zmienił to dopiero trzy lata później Michał Probierz, który z Jagą sięgał po pierwsze trofea - Puchar i Superpuchar Polski. To właśnie on też jako pierwszy wprowadził Jagiellonię do europejskich pucharów, a także kończył rundę jesienną 2010/11. 

Wtedy Jagiellonia nawet nie zakończyła sezonu na podium, ale zmieniła myślenie swoich kibiców. Okazało się bowiem, że w Białymstoku można marzyć o czymś więcej niż pozostaniu w ekstraklasie. Na realizację tego najważniejszego marzenia trzeba było czekać trzynaście lat za sprawą najmłodszego trenera w ekstraklasie - Adriana Siemieńca. 32-latka, który rozgrywał swój pierwszy pełny sezon w roli szkoleniowca klubu z najwyższej klasy rozgrywkowej. To właśnie Siemieniec swoim podejściem kupił zarówno piłkarzy, wszystkich w klubie, jak również kibiców Jagi. 

- To była taka prawdziwa wiara w to, że jesteśmy w stanie zrobić coś wielkiego. Każdy mecz traktowaliśmy tak, jakby był on naszym ostatnim. Podchodziliśmy do niego z wielką wiarą w zwycięstwo, z chęcią, by grać dobrze w piłkę. W życiu nie spodziewaliśmy się jednak, że to doprowadzi nas do miejsca, w którym jesteśmy - mówił nam szczerze Jesus Imaz. 

"Bo wszystko, co w życiu dobre, zaczyna się od marzenia" - używanego przez trenera Jagi cytatu z filmu "Wonka" kibice białostockiej drużyny użyli do oprawy w niedawnym meczu domowym z Pogonią Szczecin (2:2). Klub to podchwycił i pod takim hasłem Jaga przystępowała do decydującego starcia z Wartą. Efekt? "Marzyciele" z Białegostoku z historycznym mistrzostwem Polski!

"Believe". Kibice Jagi oprawą uhonorowali Adriana Siemieńca, aka "Teda Podlasso"

Gdy w 2017 roku Jagiellonia Michała Probierza walczyła w ostatniej kolejce o mistrzostwo Polski, jej kibice zaprezentowali efektowną oprawę na pożegnanie odchodzącego z klubu trenera z hasłem "Pierdo..iemy whisky, bo co nam zostało?". 

W sobotę podobnego zaszczytu doczekał się Adrian Siemieniec, który inspirowany serialem "Ted Lasso" wywiesił w szatni Jagi napis "Believe" ("Uwierzcie") i właśnie to znalazło się na oprawie białostockich fanów. "Nie ma rzeczy, której nie potrafilibyśmy wspólnie dokonać" - brzmiało hasło oprawy. 

Jak zareagował na to Siemieniec? Reakcję wychodzącego ze stadionowego tunelu trenera zarejestrował Dominik Wardzichowski. Na twarzy szkoleniowca Jagi pojawił się szeroki uśmiech, który pewnie pojawiał się co chwila także w trakcie spotkania, gdy jego zawodnicy strzelali kolejne gole Warcie Poznań.

Jagielloński "blitzkrieg". 26 minut i było po wszystkim! Zenek musiał się wykazać

Nauczeni doświadczeniem z całego sezonu 2023/24 ekstraklasy, kibice Jagiellonii Białystok mimo wiary w swój zespół nie zamierzali dzielić skóry na niedźwiedziu. Choć Warta Poznań ostatni punkt na wyjeździe zdobywała na początku marca, o lekceważeniu jej przez kogokolwiek w Białymstoku nie było mowy, a w sercach białostockich sympatyków znajdowała się nutka niepewności, czy aby na pewno wszystko w sobotę pójdzie zgodnie z planem.

Ale faktycznie poszło i to jak! Jagiellonia ruszyła na Wartę od pierwszego gwizdka sędziego Pawła Raczkowskiego i wykazywała się bezwzględną skutecznością! W piątej minucie Nene, w 11. Taras Romanczuk oraz w 26. Jesus Imaz i stało się jasne, że 25 maja 2024 roku będzie datą zapamiętaną na zawsze przez każdego, kto na Podlasiu interesuje się piłką nożną. To po prostu nie mogło się już wymknąć jej z rąk.

Jagiellonia Białystok w zdobywaniu mistrzostwa Polski doświadczenia nie miała żadnego, ale w sobotę zrobiła to w iście mistrzowskim stylu. A kolejne gole okraszał swoim "dżingielem" Zenek Martyniuk, który wykonywał go na żywo, po tym jak na godzinę przed meczem dał koncert obecnym już na stadionie kibicom.

W ostatnich minutach rezerwowi (i zdjęci z boiska) piłkarze Adriana Siemieńca czekali na ostatni gwizdek sędziego Pawła Raczkowskiego. Gdy on nastąpił, na murawę wbiegły tysiące kibiców w żółto-czerwonych koszulkach, by wraz ze swoimi zawodnikami świętować tytuł mistrzowski! "Mistrz, mistrz, Jaga mistrz!" - skandowali. Stolica Podlasia w sobotę nie zaśnie!

Warta spadała po cichu, Szulczek chował się na ławce. Dramat drużyny z Poznania

Gdy w 65. minucie meczu w Poznaniu Korona Kielce strzelała drugiego gola w ciągu ośmiu minut i wychodziła na prowadzenie 2:1, to Warta Poznań zamiast kielczan znalazła się w strefie spadkowej. Od tego momentu na ławce drużyny Dawida Szulczka panowały złość i niedowierzanie. Sam trener na długie minuty chował się na ławce, wiedząc, że w meczu z Jagiellonią jest już po wszystkim i los Warty zależy od innych. 

Przez chwilę "Warciarze" mogli być szczęśliwi, gdy do bramki Korony Kielce wpadła bramka na 2:2, ale szybko okazało się, że nie została ona uznana. Korona wygrała w Poznaniu, a Warta spadała z ekstraklasy w zaciszu szatni Stadionu Miejskiego, w cieniu hucznej celebracji nowego mistrza Polski. 

"Młoda Ultra" znów wypaliła doskonale. 6 tys. najmłodszych kibiców Jagi na trybunach!

Od zeszłego sezonu ostatni mecz sezonu wiąże się w Białymstoku z akcją "Młoda Ultra". Na trybunie przeciwległej do trybuny najzagorzalszych sympatyków Jagi "Ultry" zebrało się około 6 tysięcy najmłodszych kibiców białostockiego klubu, którzy także z całych sił wspierali zespół Adriana Siemieńca.

Akcja się odbyła, choć na starcie nikt raczej się nie spodziewał, że to wszystko przyjdzie organizować w meczu decydującym o mistrzostwie Polski. Ale o odwołaniu inicjatywy, mimo wielu chętnych na bilety, nie było mowy!

Tytuł już jest. Co dalej? Przed mistrzami Polski kolejne wielkie wyzwania!

Sobota dla Jagiellonii Białystok potoczyła się w sposób wymarzony, wyśniony. Wróć! Jagiellonia sama sprawiła, że ta sobota była dla niej spełnieniem najskrytszych marzeń. I gdy weekend będzie w Białymstoku świętowaniem, jakiego nikt dawno nie widział, tak przed klubem stają kolejne wyzwania.

Przed Jagiellonią Białystok walka w Superpucharze Polski, eliminacjach Ligi Mistrzów (jeden zwycięski dwumecz w pucharach da jej fazę grupową minimum Ligi Konferencji Europy) i przede wszystkim ekstraklasie, gdzie białostoczanie będą musieli potwierdzić, że sezon 2023/24 w ich wykonaniu nie był przypadkiem.

- Ten sezon pokazuje, że piłka to nie jest informatyka i nie da się wszystkiego zaprogramować. Rok temu byliśmy na dole, teraz jesteśmy na górze - mówił w wywiadzie ze Sport.pl prezes Jagiellonii Wojciech Pertkiewicz.

- Przyszły sezon powie o nas prawdę. Jeśli będziemy falować na górze to znaczy, że coś zmieniliśmy na lepsze. Jeśli będziemy falować na dole to znaczy, że coś poszło nie tak, a ten jeden sezon był wybrykiem, którego nikt nie potrafi zrozumieć i wytłumaczyć - podsumowywał. Nic dodać, nic ująć.

Czy Jagiellonia Białystok będzie w stanie zakończyć kolejny sezon na podium?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.