Armagedon pod Jasną Górę. Jak zaczęli grać, wiedzieli, że cudu nie będzie [WIDEO]

Oberwanie chmury, ulewa, nieprawdopodobny grad - taki krajobraz zastał kibiców, piłkarzy, sędziów i trenerów na stadionie przy Limanowskiego 83 w Częstochowie. Mecz ustępującego mistrza Rakowa - ze Śląskiem pretendentem do tytułu rozpoczął się z ponad półgodzinnym opóźnieniem. Kiedy piłkarze WKS-u wybiegali na boisko, już wiedzieli, że zdobycie mistrzostwa graniczyć będzie z cudem. Ten się nie zdarzył. Do Wrocławia jadą srebrne medale. Patrząc na ostatnie lata to wielki sukces.

Ten sezon na zawsze zapisze się w historii Śląska Wrocław. I to było już wiadome przed rozpoczęciem spotkania ostatniej kolejki Ekstraklasy przeciwko Rakowowi Częstochowa. Poprzednie dwa lata naznaczone były desperacką walką o utrzymanie. Teraz, po 33 spotkaniach wrocławianie byli pewnie tego, że po trzech latach wracają do europejskich pucharów. Co więcej - przesądzone było także to, że po finiszu sezonu na szyjach podopiecznych Jacka Magiery zawisną medale. 

Zobacz wideo Oto plany transferowe Jagiellonii

Emocje skończyły się, zanim się zaczęły. Ko

Nie było wiadomo tylko, czy srebrne, czy jednak złote. Jacek Magiera pokonał z tym zespołem drogę od desperackiej walki o utrzymanie do walki o mistrzostwo Polski. Bo ta faktycznie była udziałem Śląska Wrocław - aż do 17:00. Wówczas nad obiektem w Częstochowie doszło do oberwania chmury. Zaczęło padać, a na murawie pojawiły się gigantyczne kałuże. Szybko stało się jasne, że spotkanie zostanie opóźnione i nie rozpocznie się planowo o 17:30. 

Na pozostałych ośmiu stadionach spotkania się rozpoczęły, a w Częstochowie nerwowo nasłuchiwano wiadomości z Białegostoku. Jagiellonia nie zamierzała oglądać się na wydarzenia pod Jasną Górą - szybko strzeliła trzy gole i postawiła Śląsk w bardzo trudnym położeniu.

Kiedy piłkarze Jacka Magiery i Dawida Szwargi dostali od sędziego Szymona Marciniaka zielone światło do rozpoczęcia meczu, na Podlasiu było już 3:0. Jasne się stało, że mistrzostwo Polski najprawdopodobniej powędruje do Białegostoku. 

Tak też się ostatecznie stało - podopieczni Adriana Siemieńca dowieźli prowadzenie w spotkaniu z Wartą i mogli świętować tytuł. O tych wydarzeniach pisał Jakub Seweryn, dziennikarz Sport.pl.

W tym samym czasie wrocławianie kończyli - nie tylko spotkanie z Rakowem, ale i cały sezon. Warunki były dalekie od normalnych. Piłka stawała w kałużach, a piłkarze często w nie wpadali. Goście przegrywali po golu Ante Crnaca, ale dzięki trafieniom Erika Expósito i Nahuela Leivy wywieźli z Częstochowy trzy punkty. Na szyjach wrocławskich piłkarzy i sztabu zawisły srebrne medale. Kibice, którzy aż do soboty mogli wierzyć w mistrzostwo, mimo wszystko mogli, a nawet powinni być dumni. "Niepokonany, Śląsk Wrocław nasz ukochany" - niosło się z trybun stadionu przy ul. Limanowskiego. 

Cel Śląska? Nie zmarnować tego sukcesu

Bo choć Śląsk po rundzie jesiennej przewodził tabeli Ekstraklasy i do ostatniej kolejki pozostawał w walce o tytuł, to wicemistrzostwo nie mogło być odbierane jako porażka. Do Częstochowy pojechała pokaźna delegacja fanów WKS-u, którzy przez cały sezon przemierzała za Śląskiem piłkarską Polskę. 

Wrocławianie po raz pierwszy od 12 lat są jednym z dwóch najlepszych zespołów w rodzimej lidze. Stara piłkarska prawda mówi jednak o tym, że znacznie łatwiej jest wdrapać się na szczyt, niż się na nim utrzymać. Kolejny sezon będzie się różnić od ostatnich kampanii. Łatwiej z pewnością nie będzie. Erik Expósito - pierwszy w historii król strzelców ligi w barwach Śląska (19 goli) - może opuścić Wrocław. Przed Davidem Baldą i Jackiem Magierą kolejne wyzwania. Magierą, który w stolicy Dolnego Śląska już dziś jest postacią wyjątkową. Dwa awanse do europejskich pucharów, cudowne utrzymanie, srebrny medal - to dorobek, jakim częstochowianin wpisał się na stałe do klubowych annałów. 

- Wyznaczyliśmy sobie standard pracy, jaki ma obowiązywać w klubie oraz kierunek, w jakim mamy iść. To jest sezon życia dla wielu piłkarzy. Wielu z tych zawodników zrobiło ogromny postęp. Stworzyła się tu grupa ludzi, która chciała ze sobą współpracować, rywalizować, spędzać czas. Dziś po samym meczu widać było ogromny niedosyt, bo mistrzostwo było na wyciągnięcie ręki, ale jestem pewny, że docenią to z czasem. Dziś Śląsk zdobywa medal po 11 latach czekania. Jesteśmy na drugim miejscu. Cieszmy się. Wejść na szczyt nie jest tak trudno, jak się na nim utrzymać, a tego będzie potrzebował zespół - powtarzał Magiera na konferencji prasowej.

Wicemistrzostwo kraju to powód do dumy, ale także nadzieja dla kibiców, że sezon 2023/24 nie był jednorazowym wyskokiem. #TrójkoloroweMarzenia - takim hasztagiem w mediach społecznościowych klub starał się mobilizować kibiców do wspierania. Ci nie zawodzili - trzykrotnie wypełnili wrocławski stadion po brzegi, a Śląsk mógł pochwalić się trzecią frekwencją w całej lidze. Jakże inny to krajobraz od tego, który przez ostatnie lata ze smutkiem obserwowano w stolicy Dolnego Śląska. 

Jacek Magiera, Erik Exposito, Nahuel Leiva, Rafał Leszczyński, Aleks Petkov, Petr Schwarz i pozostali zawodnicy występujący najczęściej w zielonych koszulkach te marzenia spełnili. Jehor Macenko z piłkarza trzecioligowego stał się podstawowym piłkarzem wicemistrza Polski. Piotr Samiec-Talar urósł do miana kandydata do gry w reprezentacji Polski. Wszystkich ojców wrocławskiego wypisać niesposób. Bo to sukces kolektywny. Taki, w którym Śląsk - po raz pierwszy od dawna - był jednością. To dzięki tym ludziom, po raz pierwszy od wielu lat, pieśń "cała Polska w cieniu Śląska", gościła na wielu polskich stadionach.

We Wrocławiu chcieliby, aby ósmy medal w historii klubu, a czwarty w XXI wieku, był obietnicą lepszego jutra. Poprzednio w stolicy Dolnego Śląska świętowano: srebro (2011), złoto (2012) i brąz (2013). Czas pokaże, czy uda się na stałe dołączyć do krajowej czołówki. 

Raków Częstochowa 1:2 Śląsk Wrocław (1:0)

Gol: Ante Crnac'18 - Erik Expósito'49, Nahuel Leiva'75(k)

Czy Śląsk Wrocław awansuje do fazy grupowej europejskich pucharów?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.