Mocno zaskakujące słowa trenera Jagiellonii po meczu. "Mam mieszane uczucia"

Dawid Szymczak
Już samo zdobycie przez Jagiellonię Białystok mistrzostwa Polski ma filmowy potencjał - pierwsze trofeum w historii przyszło akurat po sezonie grozy, w którym trzeba było ratować się przed spadkiem, zostało wywalczone w pięknym stylu, ozdobione mnóstwem strzelonych goli. A w tym wszystkim był jeszcze dramatyczny wątek poboczny: walka przyjaciół - Adriana Siemieńca i Dawida Szulczka. Szczęście jednego oznaczało tragedię drugiego. - Mam mieszane uczucia - mówił Siemieniec po zdobyciu mistrzostwa.

Akurat w tym tygodniu Siemieniec i Szulczek nie rozmawiali, choć dzwonią do siebie regularnie. Przyjaźnią się od kilkunastu lat, Siemieniec był świadkiem na ślubie Szulczka. W tym roku życie napisało dla nich niezwykły scenariusz: oto w ostatniej kolejce sezonu jeden przyjaciel - by osiągnąć własny cel - musiał popchnąć drugiego w kierunku przepaści. 

Zobacz wideo Oto plany transferowe Jagiellonii

Zwycięstwo Jagiellonii Białystok dawało jej mistrzostwo, ale jednocześnie sprawiło, że Warta Poznań mogła znaleźć się w strefie spadkowej. Wygrana Warty Poznań dawała jej utrzymanie, ale mogła pozbawić Jagiellonii pierwszego w historii mistrzostwa. Szczęście jednego mogło oznaczać smutek drugiego. Był oczywiście wariant, w którym Siemieniec świętowałby mistrzostwo, a Szulczek utrzymanie, ale do tego potrzebowali korzystnych wyników innych meczów. Tak emocjonującej ostatniej kolejki nie było zresztą od 2009 r. - zagrożone spadkiem były cztery zespoły, a dwa miały szanse na mistrzostwo.

Obaj trenerzy mówili o swojej przyjaźni i trudnym emocjonalnie spotkaniu na konferencjach prasowych. 

- W tym tygodniu nie rozmawialiśmy. Ostatnio słyszeliśmy się w zeszłym tygodniu, krótko przed meczem Warty z Legią Warszawa. Później już nie trzeba było nic mówić, bo wszystko stało się jasne. Wiedzieliśmy, co ten wynik oznacza (porażka Warty 0:1 - red.). Wiedzieliśmy, jakie znaczenie zyskuje nasz ostatni mecz. Nie przestajemy się lubić ani przyjaźnić, ale obaj jesteśmy skoncentrowani na tym meczu, na przygotowaniach, na wygranej. Dawid myśli o swojej drużynie i swoim zwycięstwie, a ja myślę o Jagiellonii i naszym zwycięstwie. To całkowicie normalne. Jesteśmy profesjonalistami i w sporcie profesjonalnym pewne rzeczy zostawia się na boku - mówił Siemieniec.

- Tak, życie napisało dla nas wyjątkowy scenariusz. Bardzo chciałbym po tym meczu cieszyć się z utrzymania, ale jednocześnie jak najlepiej życzę Adrianowi. Zdobycie mistrzostwa byłoby rzeczą wspaniałą. Tym bardziej, że chodzi o pierwsze mistrzostwo w historii klubu. Ale bardzo mi przykro: my nie możemy w tym pomóc. Jakby życie napisało jeszcze taki scenariusz, że po tym meczu i Warta, i Jagiellonia będą się cieszyć, byłoby bardzo świetnie, ale jeśli mam do wyboru radość Warty albo radość Jagiellonii, to wiadomo, że wybieram radość Warty. Dla mnie kluczowe jest to, żeby Warta się utrzymała - mówił Szulczek.

Uściskali się i rozeszli w dwie strony. Jagiellonia i Siemieniec mają mistrzostwo, Warta i Szulczek spadają z ekstraklasy 

Ale los był bezwzględny. Jagiellonia wygrała 3:0 i zrzuciła Wartę z Ekstraklasy. Pierwszego gola strzeliła po ataku pozycyjnym, drugiego po stałym fragmencie gry, a trzeciego po kontrataku - wszystkie w zaledwie 26 minut. Trudno o wyraźniejszy dowód na wszechstronność Jagiellonii i bardziej dobitne potwierdzenie, że była w tym sezonie najlepszą drużyną w Polsce. Kto martwił się, że jej piłkarze nie wytrzymają presji i wywrócą się na ostatniej prostej, ten szybko przestał mieć jakiegokolwiek wątpliwości. Jagiellonia grała swobodnie i lekko. W chwili prawdy, przy pełnym stadionie, będąc krok od historycznego mistrzostwa, pokazała się z najlepszej strony. Z przymrużeniem oka można było stwierdzić, że piłkarze Śląska Wrocław, których mecz z Rakowem Częstochowa opóźnił się z powodu silnych opadów deszczu i wody zalegającej na murawie, nie mieli już po co wychodzić na boisko. Jagiellonia szybko ograbiła z marzeń i Śląsk, i Wartę.

Bezpieczeństwo Warty znalazło się w rękach Lecha Poznań - derbowego rywala, z którym od lat żyje w dobrych relacjach. To wyjątkowa sytuacja - z reguły kluby z jednego miasta wręcz się nienawidzą. Warta przeciwko Jagiellonii sama nie mogła nic zrobić - była wyraźnie słabsza i zasłużenie przegrała 0:3. Byłaby to jednak piękna sąsiedzka pomoc w potrzebie, gdyby Lech zdołał utrzymać w drugiej połowie prowadzenie z Koroną Kielce. Ale najpierw stracił Filipa Marchwińskiego, który dostał czerwoną kartkę, a później stracił dwa gole i przegrał 1:2. To właśnie drużyna z Kielc utrzymała się kosztem Warty.

Po meczu Siemieniec i Szulczek przytulili się, powiedzieli sobie raptem po dwa krótkie zdania i rozeszli w dwie różne strony: Siemieniec świętować największy w karierze sukces, a Szulczek pierwszą tak dotkliwą porażkę. Później Siemieniec krótko rozmawiał z reporterem "Canal+": - Nie wiem, co powiedzieć. Naprawdę, nie mam słów. Ale sytuacja jest bardzo trudna, bo wiem co to znaczy dla Dawida... To trudne też dla mnie. Mam mieszane uczucia. Radość na początku była dla mnie stłumiona. Sprawdził się scenariusz, którego chciałem uniknąć. Liga trwa 34 kolejki, więc trzeba na to spojrzeć szerzej, ale chciałem, żebyśmy dzisiaj cieszyli się razem. Nie udało się - powiedział.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.