Burza po powrocie Papszuna! Brutalna weryfikacja. Przegrali wszyscy

Konrad Ferszter
Z jednej strony Marek Papszun wraca do Rakowa Częstochowa wypoczęty, na lepszych warunkach i w roli wybawcy klubu. Z drugiej jednak nie tak to miało wyglądać. Papszun chciał spróbować sił za granicą, ale w ciągu ostatniego roku przeliczył się nie tylko on. W 12 miesięcy wiele przegrał też Raków i ludzie nim zarządzający. Teraz strony przyznały się do błędu i wspólnie podejmują nowe wyzwanie. Bo Raków potrzebuje Papszuna, a Papszun Rakowa - pisze Konrad Ferszter ze Sport.pl.

Kiedy rok temu Marek Papszun odchodził z Rakowa Częstochowa, to powtarzał, że powodów takiej decyzji było wiele. I prywatnych, i zawodowych. Papszun nie ukrywał zmęczenia siedmioletnią kadencją w Rakowie, która miała wpływ na jego życie osobiste. Trener, który wyciągnął klub z niższych lig i zdobył z nim wszystkie trofea w Polsce, potrzebował odpoczynku.

Zobacz wideo Skarga na dziennikarza Polsatu

To zrozumiałe i przez rok ten cel pewnie udało się osiągnąć. Ale jest też druga strona medalu. - Związałem się z zagraniczną agencją menedżerską. Zacząłem działać dość późno, co komplikuje pewne sprawy. Wszystko jest możliwe, tych sygnałów o zainteresowaniu jest sporo. Zakończyłem pracę w Rakowie, by wyjść ze strefy komfortu. Chciałbym sprawdzić się w nowym miejscu - mówił Papszun w czerwcu w rozmowie z TVP Sport.

50-latek chciał pracować za granicą. Po nagłym rozstaniu się z Fernando Santosem w grę wchodziła też reprezentacja Polski, ale - jak powiedział sam Papszun - prezes PZPN Cezary Kulesza jeszcze przed spotkaniem z nim zdecydował, że selekcjonerem będzie Michał Probierz. Z tej perspektywy powrót Papszuna do Rakowa to porażka trenera. Chciał odpocząć, ale chciał też pracy z lepszą drużyną, w większym klubie, innym otoczeniu.

Plotek na temat jego potencjalnego miejsca pracy było bez liku. Papszuna łączono m.in. z Olympiakosem Pireus, Szachtarem Donieck, Dynamem Kijów, Ferencvarosem Budapeszt, Maccabi Hajfa, Bordeaux, Arisem Saloniki czy reprezentacją Kanady. Trudno stwierdzić, które tematy były poważne, a które były tylko medialnym pompowaniem balonika, ale pewne jest, że te informacje nie brały się znikąd. Nawet jeśli kolejnymi informacjami dziennikarze robili trenerowi krzywdę, jego plany były jasne.

Papszun chciał się sprawdzić za granicą, a wraca do miejsca, z którego odchodził przed rokiem nieco zmęczony i głodny wyzwań. Ale przez ten rok przegrał nie tylko on. W ciągu ostatnich 12 miesięcy przegrało wiele osób związanych z Rakowem. Przegrała też polska myśl szkoleniowa.

Od dawna zauważamy i narzekamy na fakt, że polscy trenerzy nie pracują w poważnych klubach zagranicznych. Papszun miał to zmienić, dla wielu był nawet pewniakiem do tej roli. Okazało się jednak, że najlepszy polski trener nie dostał pracy za granicą mimo niezaprzeczalnego i imponującego sukcesu w naszym kraju. To brutalna weryfikacja pozycji, jaką mają na świecie polscy szkoleniowcy.

Mimo że Papszun odchodził z Rakowa jako wielki zwycięzca, który napisał z klubem bajkową historię, to ostatecznie nie przekonał do siebie żadnego zagranicznego pracodawcy. Wszystko, co osiągnął w Polsce, okazało się zbyt małe, by został pozytywnie zweryfikowany i zatrudniony gdzie indziej. A jeśli nie on, to kto i kiedy?

Przegrał nie tylko Marek Papszun

Miniony rok to też bolesna porażka Michała Świerczewskiego i Rakowa. Chociaż właściciel klubu robił wszystko, by Papszun został w Częstochowie, to jednocześnie zapewniał, że klub jest gotowy na nowe otwarcie bez architekta jego sukcesu.

Czas brutalnie zweryfikował tę wypowiedź. Wystarczyło odejście Papszuna, by Raków nie tylko nie obronił mistrzostwa Polski, ale też nie zakwalifikował się do europejskich pucharów - na kolejkę przed zakończeniem sezonu zajmuje dopiero szóste miejsce w tabeli. Tu oczywiste jest wskazanie porażki Dawida Szwargi, który miał wejść w buty Papszuna, a po zaledwie jednym sezonie stracił pracę i swoją wartość w roli pierwszego trenera będzie musiał udowodnić w mniejszym klubie. 

Ale porażka Rakowa jest większa i głębsza niż tylko to, co widać na boisku i w tabeli. Klub, który chwalony był za rozsądek, wzorową organizację i długofalową wizję, wyraźnie się pogubił. Raków, który w ostatnich latach odnosił same sukcesy, znalazł się w kryzysie. I sportowym, i organizacyjnym.

Kiedy Papszun odchodził z Rakowa, jasne było, że Świerczewski nie da żadnemu innemu trenerowi takiej władzy. Papszun w Częstochowie decydował o wszystkim. Trener nie tylko prowadził drużynę, ale decydował też o transferach i kierunku rozwoju zespołu i klubu.

Szwarga wyglądał na dobrze przygotowanego następcę, ale on przede wszystkim miał skupić się na pierwszej drużynie. W pozostałych kwestiach mieli wspierać go inni. Początkowo byli to Świerczewski oraz prezes Piotr Obidziński i przewodniczący rady nadzorczej Wojciech Cygan. Zimą odpowiedzialność spadła też na nowego dyrektora sportowego - Samuela Cardenasa.

Jaki Raków zastanie Papszun?

28-letni Niemiec witany był w Polsce z niespotykaną wcześniej pompą. Cardenas był słusznie chwalony za pracę w poprzednich klubach, a nazwisko Gifta Orbana, na którym - dzięki Cardenasowi - belgijski KAA Gent zarobił prawie 10 mln euro, odmieniane było przez wszystkie przypadki.

W Częstochowie Cardenas miał nie tylko robić dobre transfery, ale też pomóc wejść Rakowowi na wyższy poziom sportowy i organizacyjny. To on przy współpracy z wyżej wymienionymi osobami miał budować nowy Raków. Na razie jednak jego transfery nie imponują, a przyszłość stanęła pod znakiem zapytania.

Trudno bowiem nie zadawać pytań o rolę Cardenasa po powrocie Papszuna. Znając charakter trenera i jego dotychczasową chęć władzy nad każdym aspektem w klubie, nie sposób sobie wyobrazić jego zdrową współpracę z Niemcem. Zresztą już sam powrót Papszuna każe zastanowić się nad rolą dyrektora sportowego. Świerczewski nie powierzył mu roli znalezienia nowego szkoleniowca, tylko zdecydował się na twardy reset, wracając do tego, co w Częstochowie działało perfekcyjnie.

I to na dziś największa nadzieja dla klubu i perspektywa, która rzuca na powrót trenera inne światło. Raków dziś potrzebuje Papszuna, a Papszun potrzebuje Rakowa. Strony, które przed rokiem wydawały się sobą zmęczone i potrzebowały iść w swoją stronę, szybko i racjonalnie przyznały się do błędu, wspólnie podejmując nowe wyzwanie.

Raków liczy, że Papszun pomoże mu odzyskać tożsamość i wrócić na szczyt. A Papszun, choć początkowo chciał pracować gdzie indziej, stoi przed dużym wyzwaniem w nowym miejscu. Bo Raków, do którego wraca, nie jest tym samym klubem, który opuszczał przed rokiem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.