Papszun był blisko lokalnego giganta. Nie chciał skończyć jak Rybus. "Marionetka"

Marek Papszun od przyszłego sezonu znów będzie trenerem Rakowa Częstochowa. Stało się to mimo zainteresowania ze strony zagranicznych klubów. Jednym z nich był Ferencvaros, jednak na przeszkodzie mogła stanąć bardzo kontrowersyjna współpraca węgierskiego giganta. - Wpadasz wtedy w taki wir, od którego jesteś trochę zależny - powiedział Tomasz Włodarczyk w programie na kanale Meczyki.pl na YouTubie. W tej sytuacji same nasuwają się porównania do Macieja Rybusa.
Marek Papszun / Maciej Rybus
Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl / screen z https://x.com/fcrk/status/1788481158319075575?

Marek Papszun po zakończeniu poprzedniego sezonu odszedł z Rakowa Częstochowa. Od tamtego czasu był łączony z wieloma drużynami, klubowymi i reprezentacyjnymi, ale podjął bardzo zaskakującą decyzję o powrocie pod Jasną Górę.

Zobacz wideo Oto plany transferowe Jagiellonii

"Marek Papszun wraca do Rakowa Częstochowa i wraz z początkiem nowego sezonu przejmie funkcję pierwszego trenera. Kontrakt będzie obowiązywał przez najbliższe dwa lata, z możliwością odejścia w ściśle określonych sytuacjach" - przekazano w oświadczeniu klubu.

Marek Papszun mógł trafić do Ferencvarosu. Dlatego nie wyszło? "Nie chciał czekać"

49-letni trener jakiś czas temu był widziany na stadionie przy ul. Limanowskiego. Już wtedy spekulowało się, że negocjuje powrót do Rakowa, ale w ostatniej chwili wszystko mogło się zmienić za sprawą propozycji od Ferencvarosu. To absolutny potentat na Węgrzech, lecz olbrzymie kontrowersje budzi jego współpraca z rosyjskim Gazpromem, mająca rozpocząć się od przyszłego sezonu.

O powrocie Papszuna do Rakowa dyskutowano w programie specjalnym na kanale Meczyki.pl na YouTubie. Tam dziennikarz Tomasz Włodarczyk odsłonił kulisy negocjacji Polaka z węgierskim klubem. Sprawa się przeciągała, gdyż Dejan Stanković, obecny trener Ferencvarosu, wahał się nad przyjęciem propozycji Spartaka Moskwa (ostatecznie ją zaakceptował). Zbiegło się to z końcem rozgrywek na Węgrzech.

- Sezon się skończył, Ferencvaros ma więcej czasu, aby tego szkoleniowca poszukać. Sezony w innych ligach są wygaszone, będzie pewnie rotacja w innych klubach, więc potencjalnych kandydatów również będzie sporo. I Marek Papszun pewnie nie chciał czekać, może dostał "zwrotkę" negatywną - zdradził Włodarczyk.

Kontrowersyjne powiązania Ferencvarosu. Marek Papszun uniknął losu Macieja Rybusa?

Niebagatelną rolę w tym wszystkim mogły odegrać wspomniane powiązania Ferencvarosu z Rosją. - To są nasze domysły dotyczące Gazpromu, który wchodzi od przyszłego sezonu. Czy czasem Papszunowi nie zapaliła się w tym kontekście lampka, czy firmować na dresie i legitymizować tę rosyjską firmę i stać się, to jest może za mocne słowo, marionetką? - stwierdził dziennikarz.

Gdyby tak się stało, szkoleniowiec mógłby podzielić los występującego w rosyjskich klubach Macieja Rybusa. - Nawet jak pojawia się w jakieś szerszej grupie, jak chociażby składając kwiaty na Dzień Zwycięstwa, to od razu robione są mu zdjęcia i, świadomie lub nieświadomie, jest wykorzystywany propagandowo - powiedział o piłkarzu Włodarczyk.

Następnie wyjaśnił, co mogłoby czekać Papszuna. - Wpadasz wtedy w taki wir, od którego jesteś trochę zależny. Wyobraź sobie, że Gazprom robi letni turniej pokazowy w Rosji, w którym gra Ferencvaros i ty musisz to legitymizować. Trochę pośrednio, bo decyzję podjął ktoś inny, wyżej. Chciałbyś to robić czy nie? Stałbyś się trochę zakładnikiem - podsumował.

Więcej o: