Jagiellonia wypuści mistrzostwo z rąk? Oto co stało się w Gliwicach!

Do 78. minuty z murawy stadionu w Gliwicach niesamowicie wiało nudą. Piast nie potrafił oddać nawet celnego strzału, natomiast będąca pod dużą presją Jagiellonia grała jeden z gorszych meczów w tym sezonie - zwłaszcza w ofensywie. Wtedy niesamowitą petardę odpalił Michael Ameyaw, sprawiając, że serca kibiców z Białegostoku zaczęły bić znacznie mocniej. Na ich szczęście drużyna Adriana Siemieńca ma w swoim składzie Jesusa Imaza.

Wcześniejsze zwycięstwo Śląska 2:0 nad Radomiakiem spowodowało, że Jagiellonia do wieczornego starcia w Gliwicach z Piastem podchodziła już jako wicelider. Presja na podopiecznych Adriana Siemieńca była ogromna w przeciwieństwie do ich rywali, którzy już dawno zapewnili sobie utrzymanie, ale wciąż byli w bardzo dobrej formie. Gracze Piasta podchodzili do tego spotkania z passą pięciu meczów bez porażki, w tym aż cztery zwycięstwa.

Zobacz wideo WTA Rzym 2024. Tam gra Iga Świątek. Imponujący obiekt!

Słabe widowisko w Gliwicach. Do 78. minuty...

Początek spotkania był dość spokojny. Celnym strzałem z dystansu popisał się Jose Naranjo, ale nie mógł nim zaskoczyć Frantiska Placha. Mimo że Jagiellonia to zdecydowanie najlepsza ofensywa ligi to poważnych sytuacji bramkowych w pierwszej połowie w ogóle nie oglądaliśmy. Nikogo to jednak nie powinno przesadnie dziwić, zważywszy na fakt, iż Piast w pięciu ostatnich meczach stracił raptem jednego gola. Warto także nadmienić, że w ostatnich dniach kontrakt z tym klubem przedłużył trener pierwszej drużyny Aleksandar Vuković. Jagiellonia długo utrzymywała się przy piłce, ale nie przekładało się to na żadne zagrożenie. 0,10 do 0,20 - tyle wynosił wskaźnik goli oczekiwanych do przerwy, co tylko potwierdza, że byliśmy świadkami naprawdę słabego widowiska. 

Po zmianie stron Jagiellonia była bardziej żwawa. Swoje akcje głównie konstruowała prawą stroną, po której biegał Dominik Marczuk, ale świeżo upieczony kadrowicz nie podejmował tego dnia dobrych decyzji. Celnie uderzał natomiast Jesus Imaz. Miało to jednak wartość jedynie statystyczną.

Napór gości po przerwie znacznie zmalał w okolicach 60. minuty, a coraz większą przewagę zaczęli uzyskiwać gospodarze. W 78. minucie rzut rożny wykonywał Arkadiusz Pyrka. Piłkę przed pole karne wybił Mateusz Skrzypczak, a nabiegł na nią Michael Ameyaw, który uderzył bez zastanowienia. Piłka wpadła idealnie w okienko bramki Zlatana Alomerovicia, wręcz w nim ugrzęzła i wszyscy na stadionie w Gliwicach - oprócz wypełnionego sektora gości - oszaleli z radości. 

Jagiellonia była bardzo nerwowa, ale na swoje szczęście ma w swoich szeregach Jesusa Imaza. Boiskowa inteligencja Hiszpana dała o sobie znać w 90. minucie. Kapitalnie znalazł się między obrońcami Piasta i wpakował piłkę do bramki Placha po podaniu Dominika Marczuka. Słowacki bramkarz gospodarzy dotknął ją jeszcze palcami, ale to nie uchroniło przed wyrównaniem. To 11. gol Imaza w tym sezonie Ekstraklasy.

Wynikiem 1:1 zakończył się ten mecz, a to oznacza, że przed ostatnią kolejką Ekstraklasy Jagiellonia Białystok i Śląsk Wrocław mają równą liczbę punktów - 60. W takiej sytuacji wyżej w tabeli jest jednak zespół z Podlasia, który do domowego starcia z Wartą podejdzie jako lider zależny jedynie od siebie - zwycięstwo będzie oznaczać mistrzostwo Polski. Natomiast Śląsk za tydzień zagra na wyjeździe z Rakowem. 

Czy Jagiellonia zostanie mistrzem Polski?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.