Ale się porobiło! Oto tabela ekstraklasy po meczu Korona - Ruch

Samobójcze trafienie Roberta Dadoka i gol Jewgienija Szykawki w drugiej połowie dały Koronie Kielce arcyważne zwycięstwo 2:0 na swoim terenie nad zdegradowanym już Ruchem Chorzów. Gospodarze byli zdecydowanie lepsi, dzięki czemu po raz czwarty w rundzie wiosennej sięgnęli po trzy punkty, które jednak nie pozwoliły im wydostać się ze strefy spadkowej, a jedynie podtrzymały nadzieję na utrzymanie.

- Mecz z Ruchem nie będzie łatwy. Końcowy rezultat? Najważniejsze będzie zdobyć jedną bramkę więcej od rywala. Musimy zrobić wszystko, by wygrać z Ruchem i jechać do Poznania na nasz "finał sezonu" - mówił na konferencji prasowej przed tym spotkaniem Kamil Kuzera, trener Korony, która przystępowała do tego meczu z czteropunktową stratą do bezpiecznego miejsca. Tylko zwycięstwo w sobotnim meczu domowym nad Ruchem pozwalało im wierzyć w utrzymanie.

Zobacz wideo Nowy trener Lecha już ma pierwszy problem

Korona wciąż w grze o utrzymanie. Pewnie pokonała Ruch

"Niebiescy" od jakiegoś czasu są już oficjalnie zdegradowani, ale to nie przeszkadza im osiągać dobrych rezultatów. Dość powiedzieć, że wygrali trzy ostatnie mecze, w tym ze Śląskiem i Lechem. Zdobywając trzy punkty w Kielcach, mogli także wyprzedzić swojego sobotniego rywala, a wyższe miejsce na koniec sezonu to pół miliona złotych więcej dla klubu.

Do ataku od pierwszych minut rzuciła się jednak Korona. Grała agresywnie, z dużą intensywnością w wysokim pressingu, ale doskonałe sytuacje zmarnował m.in. Adrian Dalmau. Bohaterem gości był Dante Stipica, który w końcu prezentował się jak za swoich najlepszych czasów w Pogoni. Gracze gospodarzy w pierwszej połowie aż 14-krotnie uderzali na bramkę Chorwata, ale prowadzenie dało im trafienie samobójcze. Po dośrodkowaniu piłki z rzutu rożnego głową zgrał ją Dalmau, a niefortunną interwencją popisał się Robert Dadok. Kolanem skierował piłkę do własnej bramki. Jednobramkowe prowadzenie do przerwy to był i tak najniższy wymiar kary dla Ruchu, który nie istniał na boisku.

Po zmianie stron Adrian Dalmau ponownie marnował dogodne okazje do zdobycia bramki. W 54. minucie idealnym dośrodkowaniem obsłużył go Jacek Podgórki, ale uderzenie napastnika Korony było złe. Gospodarze wciąż pracowali nad drugim golem, który dałby więcej spokoju. Sytuacja mogła mocno skomplikować się w 60. minucie, gdy czerwoną kartkę za drugą żółtą obejrzał Bartosz Kwiecień. Decyzja sędziego głównego Pawła Malca została jednak odwołana po... konsultacji z arbitrem technicznym! Zdarzenie dość niecodzienne. 

Na kwadrans przed końcem spotkania Korona w końcu dopięła swego. Prawą stroną przedarł się Podgórski, który dośrodkował w pole karne. Tam obrońcę wyprzedził Jewgienij Szykawka, posyłając piłkę do siatki. Gospodarze prowadzili już 2:0. W końcówce goście musieli grać w osłabieniu, albowiem boisko z powodu kontuzji opuścił Soma Nowotny, a wszystkie zmiany zostały wcześniej wykorzystane.

Do końca meczu nic się nie zmieniło. Korona pokonała zdegradowany Ruch 2:0 i wciąż jest w grze o utrzymanie, choć ich sytuacja jest trudna. Podopieczni Kamila Kuzery mają na swoim koncie 35 punktów - jedno mniej od Cracovii, która w niedzielę zmierzy się z Rakowem, oraz dwa więcej od Puszczy i Warty. "Zieloni" także w niedzielę podejmą u siebie Legią. Korona w ostatniej kolejce Ekstraklasy zagra na wyjeździe z Lechem. 

Walka o utrzymanie na dole tabeli:

  • 12. Radomiak - 32 mecze, 38 punktów
  • 13. Warta - 32 mecze, 37 punktów
  • 14. Puszcza - 33 mecze, 37 punktów
  • 15. Cracovia - 32 mecze, 36 punktów
  • 16. Korona - 33 mecze, 35 punktów
  • 17. Ruch - 33 mecze, 29 punktów
  • 18. ŁKS - 32 mecze, 21 punktów
Czy Korona Kielce zdoła utrzymać się w Ekstraklasie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.