Stało się! Oto trzeci polski klub, który zagra w europejskich pucharach

13 sierpnia 2023 roku Jehor Macenko zapewnił trzecioligowym rezerwom Śląska Wrocław wygraną z Cariną Gubin. 279 dni po tych wydarzeniach - już w pierwszej drużynie - zapewnił zwycięstwo z Radomiakiem. To trzy punkty, które sprawiają, że WKS - dołączył do Jagiellonii Białystok i Wisły Kraków - i w przyszłym sezonie zagra w europejskich pucharach.

Przed 33. kolejką sprawa była jasna. Tylko dwa zespoły - Jagiellonia Białystok i Śląsk Wrocław miały szanse na mistrzostwo Polski. Te same drużyny jeszcze rok temu walczyły o utrzymanie w Ekstraklasie. Wrocławianie, podobnie jak przed tygodniem, rozgrywali swoje spotkanie przed białostoczanami. Mogli więc nie tylko wywrzeć presję na rywali z Podlasia, ale przynajmniej na kilka godzin wrócić na fotel lidera. Warunek był jeden - pokonać nieobliczalnego i wciąż niepewnego utrzymania Radomiaka.

Zobacz wideo Oto plany transferowe Jagiellonii

- Pamiętam, w jakim położeniu była drużyna rok, a to będzie zupełnie inny mecz. Jest inny mental, inne okoliczności. Inaczej się gra w strefie spadkowej, a inaczej o medale. Wtedy było na stadionie kilkanaście tysięcy ludzi. Objąłem zespół niedługo przed meczem z Radomiakiem, więc mało czasu na zbudowanie więzi w zespole. Szykujemy się na ten mecz od początku mikrocyklu. Nie można w żaden sposób porównywać tych dwóch spotkań - tak na przedmeczowej konferencji prasowej Jacek Magiera mówił o ubiegłorocznym, domowym, przegranym spotkaniu z Radomiakiem.

Rzeczywiście - trudno było porównywać okoliczności obu spotkań. Już kilkadziesiąt godzin przed sobotnim starciem wiadome było, że na Tarczyński Arenie będzie trzeci sold out w tym sezonie. Stadion wypełniło ponad 38 tysięcy ludzi. Fani od pierwszej minuty pokazywali, że nie zamierzają oszczędzać gardeł.  piętnastej minucie kibice zaprezentowali efektowną kartoniadę. Na trybunach zagościły także race. 

Okoliczności do osiągnięcia zwycięstwa były więc wręcz wymarzone. Może poza pogodą - przed spotkaniem nad Tarczyński Arena konkretnie popadało i można było się zastanawiać, czy wpłynie to na sposób gry obu drużyn. Pojawiało się także inne, jeszcze ważniejsze pytanie. Jak Śląsk poradzi sobie z presją faworyta? Czy tak doskonale jak z Cracovią, czy może tak jak przeciwko Ruchowi? W 2024 roku wrocławianie na własnym obiekcie nie potrafi pokonywać Puszczy Niepołomice, Stali Mielec, czy właśnie chorzowian.

Jacek Magiera - w porównaniu do efektownego zwycięstwa z Cracovią musiał dokonać jednej zmiany personalnej. Oznaczała ona zarazem zmianę formacji. Kontuzjowanego Aleksandra Paluszka w podstawowym składzie zastąpił Patrick Olsen. Śląsk przeszedł więc na grę czterema obrońcami.

Zmiany personalne nie miały oznaczać zmiany sposobu gry. Śląsk - wzorem spotkania z Cracovią - starał się przejąć inicjatywę. Chciał szybko zdobyć gola, który pomoże im ustawić mecz pod swoje dyktando. Na pierwszego gola musiał jednak poczekać do 33. minuty.

Wówczas, nie wiedzieć czemu, w polu bramkowym strzeżonym przez Gabriela Kobylaka znalazł się Jehor Macenko i wykorzystał zgranie piłki od Piotra Samca-Talara. Ukrainiec, który sezon rozpoczynał w trzecioligowych rezerwach, stał się ulubieńcem wrocławskiej publiczności. Determinacja, niesamowita wola walki i nieprawdopodobne poświęcenie - za te cechy pokochali go kibice Śląska. Po zdobytej bramce stadion eksplodował z radości. Ukrainiec z kolei, w swoim stylu, zagrzewał trybuny do jeszcze bardziej fanatycznego dopingu.

Obrońca Śląska po raz kolejny udowodnił, że dobrze czuje się w polu karnym przeciwnika. Wcześniej trafiał do siatki w spotkaniach z Ruchem i ŁKS-em. Parafrazując klasyka: jeśli o którymś z zawodników wrocławskiego klubu można powiedzieć, że Jacek Magiera zmienił mu życie, to o nim.

Jego historia to także jeden z przykładów tego jak Śląsk Wrocław ewaluował jak o drużyna. Ze zbieraniny piłkarzy, która zmierzała do czeluści I ligi, stał się drużyną walczącą o mistrzostwo Polski. 

- Od razu jak przyszedłem, to powiedziałem, że to przepiłkarz. Jakość niesamowita. Najważniejsze są decyzje, potrafi grać. Ma to utrzymać - tak 13 maja 2023 roku, po wygranym 3:1 meczu z Wisłą Płock o Nahuelu Leivie mówił Jacek Magiera.

Hiszpan z argentyńskim rodowodem wówczas błysnął pięknym golem z dystansu. Czas pokazał, że nie był to jedynie jednorazowy wybryk. To właśnie uderzenie pomocnika przypieczętowało sobotnie zwycięstwo Śląska. Radomiak był bezradny, a kibice zgromadzeni na stadionie łapali się za głowy.

Magiera znów mógł triumfować. Rok temu zastał Śląsk degradowany, a uczynił pucharowym (a może mistrzowskim). 

Śląsk Wrocław wygrał z Radomiakiem 2:0 i objął prowadzenie w ligowej tabeli. Taki wynik przypieczętowuje minimum wicemistrzostwo WKS-u. To ósmy medal w historii klubu, a czwarty w XXI wieku. Poprzednio w stolicy Dolnego Śląska świętowano: srebro (2011), złoto (2012) i brąz (2013). Taki wynik sprawia też, że bez względu na to, co w Gliwicach zrobi Jagiellonia, kibice Śląska pojadą do Częstochowy na ostatni mecz sezonu z Rakowem z nadzieją na mistrzostwo kraju. 

Śląsk Wrocław -  Radomiak Radom 2:0 (1:0)

Gole: Jehor Macenko'33, Matias Nahuel Leiva'60

czerwona kartka: Damian Jakubik'77 (za dwie żółte)

Czy Śląsk Wrocław będzie mistrzem Polski?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.